De første 200 linjer.
- Kiki, zrobiłam dla ciebie ten album.
Wiem, że jest trochę dziwny,
ale to wszystko nic nie znaczy bez ciebie,
bo jesteś dla mnie wszystkim.
To tak, jakby moje życie zaczęło się dopiero w dniu,
gdy przyjechałaś do Clitopolis po tę robotę łowczyni nagród.
Nie mogę powiedzieć, żeby dziewczyny waliły do moich drzwi,
zanim ty się pojawiłaś.
To dość trudne, gdy wszyscy mają obsesję na punkcie moich mam,
wspaniałych Leanne i Anne, królowych każdej imprezy.
A ja po prostu też tam jestem.
Najnudniejsza członkini rodziny królewskiej w historii Clitopolis,
według głosowania mieszkańców.
To był ciężki dzień.
Lecz spójrz na mnie teraz!
Nikt nigdy nie przypuszczał, że księżniczka Saira
będzie miała tak zajebiście seksowną partnerkę.
Nie mogę już zostać zesłana do strefy singielek
na tegorocznym Balu Lesbijek.
Wiem, że jesteśmy trochę dziwną parą,
bo ty kochasz podróże, niebezpieczeństwo i imprezy,
a ja boję się wszędzie chodzić
i wolę siedzieć w domu i ćwiczyć sztuczki magiczne.
Ale wiesz, co mówią?
Przeciwieństwa się przyciągają.
Dopełniasz mnie.
I wiem w głębi serca,
że będziemy razem na zawsze,
na zawsze,
i jeszcze dłużej.
Zrywam z tobą.
Kurwa.
I jest bardzo smutna.
- Słuchaj, może gdyby wszystko było inaczej,
i ty byłabyś inną osobą,
i ja byłabym inną osobą,
to może mogłoby nam się udać.
Ale ty jesteś sobą,
a ja jestem sobą.
Przykro mi.
Proszę, przestań płakać.
Dosłownie nie potrafię.
Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Naprawdę świetnie radzisz sobie rękami.
O mój Boże.
Jesteś w tym taka dobra.
To moja zręczność dłoni.
Dusisz mnie.
Spotykamy się dopiero jakieś dwa tygodnie,
a ty zrobiłaś ten przerażający album.
Nie.
- Po prostu myślałam, że randkowanie z kosmiczną księżniczką
będzie bardziej... Zabawne.
Nie chcę co wieczór Gayflixa i relaksu.
Przepraszam.
- I te twoje "przepraszam", zawsze tylko "przepraszam".
- Przepraszam, och, przepraszam, że ciągle przepraszam.
Możemy chociaż pójść razem na Bal Lesbijek?
- Absolutnie nie, muszę się stąd wynosić.
Żegnaj na zawsze.
Udawaj, że zobaczyłaś bombę dymną i zniknęłam.
- Zaczekaj, Sairo. - Tak?
Masz na sobie mój sweter.
O kurwa, to też mój sweter.
Wiesz co?
Zatrzymaj go, niech będzie twoim prezentem urodzinowym.
Hurra!
Nigdy
go nie zdejmę.
- Tak, muszę się, do cholery, stąd wynosić. Przepraszam.
Kurwa, to zaraźliwe, żegnaj na zawsze.
Będę za tobą strasznie tęsknić.
Och, i oczywiście będę tęsknić też za tobą, Królewska Cipko.
Zawsze rozkręcałaś imprezę.
Boli mnie to bardziej niż ciebie.
- Szczerze mówiąc, nie wierzę, że to trwało tak długo.
Mówiłyśmy ci, że ten album to przesada.
- Dobra, początek był dość gówniany.
Jednak witajcie na...
Niezła zapowiedź na bębnach.
Naszym przyjęciu urodzinowym!
Dla Sairy.
- Nie możemy uwierzyć, że dziś kończy 22 lata.
23.
Nie możemy uwierzyć, że dziś kończy 23 lata.
- Co oznacza, że nadszedł ten czas w roku,
kiedy sprawdzimy, czy w końcu uda jej się przyzwać królewski labrys.
Myślicie, że znowu jej się nie uda?
Czy niebo jest tęczowe?
Od tysięcy lat,
królewski ród Clitopolis rodzi się
z umiejętnością przywołania jednej z
najpotężniejszych broni znanej lesbijskiemu światu.
Labrysu.
- A teraz zajrzyjmy do starożytnych pism Wikipedii.
Jak tu napisano, wszystko zaczęło się na Ziemi...
„W latach 70. labrys został przyjęty
przez społeczność lesbijek jako symbol feministyczny,
oznaczający siłę i samowystarczalność.”
Nam udało się go przywołać za pierwszym razem.
Ale wiecie, co mówią: do sześciu razy sztuka.
Tylko nie przesadź z tym swoim myśleniem.
Zaraz, co masz na myśli?
Niech rozpocznie się przywołanie!
Zaczyna się.
O, kurwa mać.
Kochanie, to było naprawdę trudne.
Zwłaszcza dla nas.
Tak ciężko patrzeć, jak się męczysz,
ale nie pozwólmy, żeby to zepsuło nam imprezę.
Kto chce zobaczyć, jak tańczymy?
Ja! Chcę zobaczyć, jak tańczymy.
Świetny taniec!
Kiki, odkąd zniknęłaś,
z kim mam teraz rozmawiać?
Jestem zagubiona.
Kiedy odeszłaś, zabrałaś ze sobą wszystko.
Brakuje cię wszędzie, gdzie spojrzę.
To jakby wielka dziura
została wybita w mojej piersi.
Ale z drugiej strony cieszę się.
Ten ból to jedyne, co przypomina mi, że byłaś prawdziwa.
- Kiki Niszczycielka, do wszystkich zleceń na łowy za nagrodą.
Nie mogłabyś po prostu patrzeć na mnie cały dzień?
Kapow.
Kurwa, jestem dobra.
To mój pokój.
Bierzcie je, nie mnie! Co jest, kurwa?!
Nie, nie, nie, nie, błagam, jestem zbyt seksowna, żeby umrzeć.
Co jest, kurwa?
Gdzie ja jestem?
Co to jest?
- Witamy w naszej jaskini, to nasze toksyczne domowe piwo.
Kim, do cholery, jesteście?
Kim jesteśmy?
Jesteśmy Prostymi Białymi Kosmitami.
- Kim? - Daj spokój.
Mówicie, mówicie serio?
Prości Biali Kosmici.
Byliśmy kiedyś najpotężniejszymi istotami
w całym wszechświecie.
Kim?
- Tak, jasne, oczywiście, wszyscy już o nas zapomnieli.
Wszyscy!
- Odebraliście naszym przodkom całą ich moc
i pozostawiliście nasz gatunek na pewną śmierć.
Zostaliśmy wygnani do tej męskiej jaskini.
Mamy już po dziurki w nosie, że ciągle spycha się nas na bok.
Zaraz się zdenerwuję.
- Nie chcesz widzieć nas zdenerwowanych.
Nie chcesz zobaczyć, kiedy robi się naprawdę krwawo.
To nie skończy się dobrze.
Niech zgadnę, znowu chcecie rządzić światem?
Nie. Źle. Nieprawidłowo.
To czego ode mnie chcecie?
Od ciebie?
Tu nie chodzi o ciebie.
Jesteś tylko przynętą.
Co?
- Widzisz, nie potrafimy już wyrwać gorących lasek.
Więc od tysięcy lat harujemy
nad zbudowaniem tego magnesu na laski.
Ale Larry wszystko spierdolił!
- Jakoś nie narzekasz, kiedy codziennie rano jesz
te pyszne, świeże jajka,
Twoje jajka są do dupy!
Sam wiesz, że są do dupy!
- A czym nakarmisz laski, jak już je zdobędziemy?
- Nieważne, zamknij się, nakarmię je naszym...
O nie, czekaj, to akurat ma sens.
Dzięki.
W każdym razie, krótko mówiąc,
kupiliśmy w internecie nowy, szwedzki magnes na laski.
Ale kiedy dotarł, co się okazało?
W zestawie nie było cholernej baterii.
- Nienawidzę tego. - Też tego nienawidzę.
Według instrukcji, tą baterią jest królewski labrys
księżniczki Sairy z Clitopolis.
Co jest, kurwa?
To podejrzanie szczegółowe.
To takie głupie!
Zwłaszcza że nie możemy przedostać się przez
tę durną Bańkę Bezpieczeństwa chroniącą gejowski kosmos.
A ta mała księżniczka to jakaś dziwaczna samotniczka.
Jest napisane, że dosłownie nigdy nigdzie nie wychodzi.
Dosłownie nigdy.
- Ale według instrukcji jest jedna rzecz,
która mogłaby wywabić ją z gejowskiego kosmosu.
Kiki, nareszcie.
Zaraz... O Boże, gdzie jesteś?
- Sairo, musisz mi pomóc. Porwały mnie
jakieś stwory zwane Prostymi Białymi Kosmitami.
- Kto? - Odpierdol się!
Słuchaj teraz, księżniczko, potrzebujemy twojego królewskiego labrysu.
Co? Po co?
Do supertwardych, kozackich spraw.
- Więc jeśli nie chcesz, żebyśmy utopili twoją ukochaną Kiki
w naszym toksycznym domowym piwie,
przyniesiesz go tutaj, do najgorszego i najbardziej niebezpiecznego miejsca.
- Ale... - Sairo, powiedz mi,
No comments yet. Be the first to leave one.