Die ersten 200 Zeilen.
BRYTYJCZYCY NADCIĄGAJĄ
Mam nadzieję, że smakowało, pułkowniku?
Twoja żona świetnie gotuje.
Jej królik smakuje jak kurczak.
To był kurczak.
A jeśli pan rozerwie tę kostkę, spełni się pańskie marzenie.
Mogę pomyśleć życzenie!
- Jeszcze wina? - Nie, i tak za dużo wydaliśmy.
- To na koszt firmy. - Dziękuję.
Hans, twoje życzenie.
Chciałbym jak najszybciej zobaczyć żonę i dzieci.
Nie na głos!
Wszystko popsułeś!
Bardzo przepraszam.
René, ty pomyśl.
To dla mnie zaszczyt.
Tylko małym paluszkiem.
Wygrałeś!
Mogę panu oddać moje życzenie.
- A jakie było? - Nie mów, wszystko popsujesz!
Po wszystkim już wolno.
Co sobie pomyślałeś?
Żeby ta straszna wojna jak najszybciej się skończyła.
Brawo. A która strona ma wygrać?
Pańska, oczywiście.
Roztropny jegomość.
Mogę nadużyć pańskiej łaskawości?
Kończy mi się masło.
Gdyby wsparł mnie pan kilkoma osełkami...
Zanotuj, Hans. Jeszcze coś?
- A wolno wspomnieć o cukrze...? - Naturalnie.
Gdyby mogło skapnąć pięć litrów parafiny...
Hola! Ze wszystkiego muszę się rozliczać!
Pokój numer 6 już czeka.
Jedna z dziewcząt o pana pytała.
- Która? - Yvette.
Pięć litrów.
Z całym szacunkiem. Yvette to dziesięć litrów.
- A będzie miotełka? - Oczywiście.
Dziesięć litrów.
Pokój nr 6 za 10 litrów. Sześć dla mnie, cztery dla ciebie.
Znowu seler i latający hełm?
Tym razem miotełka.
Dorzuć trzepaczkę do jaj, to może dostaniemy też benzynę.
- Masz gościa na zapleczu. - Kto to?
Kobieta. Ma broń.
Powiedz... Przyszła z wózkiem?
- Nie. Z dwoma mężczyznami. - Dobrze, sprawdzę.
Powiedz, że mną nie gardzisz.
Robię to dla mojej biednej matki-wdowy.
Potrzebuje parafiny, strasznie marzną jej stopy.
Ale nie może się dowiedzieć, jak zdobywam parafinę. Obiecujesz?
Twoją tajemnicę znam tylko ja.
I kapitan, i pułkownik...
i pianista, i moja żona.
I właściciel sklepu żelaznego.
- A on skąd? - Dostarcza miotełki i trzepaczki.
Ani kroku.
Nazywam się Michelle Dubois.
Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać.
Słucham?
Nie będę powtarzać!
Nie dosłyszałem nazwiska.
Michelle Dubois, a ty René Artois.
- Wiem. - Siadaj!
Słuchaj.
Jesteśmy z ruchu oporu.
Mamy pomóc brytyjskim lotnikom wrócić do kraju, żeby mogli znowu walczyć.
Do wczoraj ukrywali się w Nouvion.
Niestety, dom został spalony.
To było straszne.
Kawiarenka, całkiem jak ta i właściciel - całkiem jak ty.
Wyprowadzili go z żoną na rynek i rozstrzelali.
Nigdy nie zapomnę tego widoku.
Dzielny człowiek.
Śpiewał marsyliankę.
Doszedł do trzeciego taktu, gdy padł śmiertelny strzał.
Urwał, głowa opadła na pierś...
Po co mi to opowiadasz?
Ukryjemy lotników u ciebie.
Nie obraź się, ale to nienajlepszy wybór.
Ten dom jest straszliwie złą kryjówką.
- Pełno tu Niemców. - Jesteś z nimi w dobrej komitywie.
Tak. To znaczy, nie.
Jestem tylko uprzejmy.
To, że są wrogami nie usprawiedliwia braku grzeczności - nie w mojej branży.
Oddasz ojczyźnie przysługę.
Lotnicy zostaną tu, dopóki nie dasz im lewych papierów.
Skąd ja je wytrzasnę?
W twojej piwniczce zamieszka fałszerz.
Zrobi papiery i gotowe.
To może wyślę je pocztą na ich obecny adres?
Po co ich fatygować? Nawet zapłacę za znaczek.
Gdyby Niemcy przechwycili list,
skończyłbyś na rynku. Martwy.
Twój pomysł jest lepszy.
Gdzie jest fałszerz?
Lepiej, żebyś nie wiedział.
Ręczę to wyjątkowo bezpieczne miejsce.
Szybko, na zaplecze.
Co powie pańska żona?
To sprawa niecierpiąca zwłoki.
Jak zawsze u pana.
Zrobimy to dla Francji.
Może pan, ja jestem tylko kelnerką.
Jazda!
Yvette, Edith, na zaplecze!
Michelle, to moja żona, Edith. O wszystkim wie.
- Wygada? - Wszystko.
Ale nikt jej nie słucha.
Yvette, a to Maria.
Są z nami? Potrafią dochować tajemnicy?
Niczego z nich nie wyciśniesz. Zwłaszcza z niej.
Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać.
Jutro przyjedzie fałszerz, monsieur Leclerc.
Podasz go za kuzyna, który przyjechał do pomocy.
- Będzie potrzebował papierów. - To fałszerz, sam sobie zrobi.
Racja.
Jak szybko zaplątałem się w tej gęstej sieci intrygi.
Na farmie 30 km stąd ukrywa się dwóch angielskich lotników.
Zjawią się za cztery dni w przebraniu sprzedawców cebuli.
To nie sezon na cebulę!
Po tym poznasz, że to lotnicy.
Będziesz ich ukrywał,
dopóki monsieur Leclerc nie przygotuje papierów.
Moi ludzie już zamontowali radio?
Tak, w pokoju na poddaszu.
U mojej mamy.
Dobre miejsce. Tam nikt nie chodzi, chyba że musi.
Ale nie najlepiej to zrobili.
- Pokaż. - Chodźmy.
Czy twoja teściowa jest gotowa umrzeć za Francję?
Szykuje się od 30 lat!
I wciąż nie umiera.
Chyba Pan Bóg lubi spokój.
Goście, teściowo!
Co?
Masz gości!
Nie mam ochoty na gości.
Niech wrócą jutro.
Nie mogą, są z ruchu oporu.
Nie chcę gruchy i porów.
To francuski ruch oporu!
Durniu! Chcesz, żeby całe miasto usłyszało?
Gdzie radio?
Teraz rozumiesz, czemu to nie jest dobra kryjówka?
- Gdzie głośnik? - To kolejny problem.
Widzisz?
Nie dociera do niej, że musi korzystać z drugiego - w szafce.
Ten jest twój!
Nie potrzebuję teraz.
Ale kiedy będziesz potrzebować, bierz ten!
Przy obcych?! Nigdy!
Yvette, zamontowałaś antenę i uziemienie?
Zgodnie z instrukcją.
Metalowe łóżko ma być anteną, a uziemieniem rury kanalizacyjne.
A zasilanie?
Mario, włącz.
Idiotki! Uziemiłyście mi teściową!
Poddaję się!
Dajcie nocnik!
Niczego sobie ta Francja, prawda Fairfax?
Te drzewa posadził Napoleon.
I znajdował jeszcze czas na bitwy?
Nie sadził sam.
Kazał je posadzić, żeby słońce nie piekło
jego oddziałów maszerującym tam i sam.
Zauważyłeś, że ci wieśniacy dziwnie na nas patrzą?
Bo jedziesz damką.
Może coś robimy nie tak?
Już wiem, Fairfax!
Jechaliśmy po złej stronie!
Yvette, na zaplecze.
Sprawdź drzwi.
Sprawdzone.
Okno?
Sprawdzone.
- Ktoś widział, jak wychodzisz? - Nie.
Dobrze.
- Powiedziałeś już żonie? - Nie.
Musimy poczekać, aż skończy się wojna.
Ale ona może trwać wiecznie.
Brytyjczycy nas uwolnią.
Może nie jutro, może za wiele lat, ale nadciągną.
Brytyjczycy już nadciągnęli!
Jeśli mam jej powiedzieć, będzie trzeba więcej niż dwóch.
Spodziewacie się nas może?
Co powiedział?
Nie znam angielskiego.
Ani ja.
Chcielibyśmy... rozmawiać... z mensjerem René.
My, Anglicy, spaść z nieba. Zestrzeleni.
Anglicy!
To ci lotnicy! Dwa dni przed czasem!
Jesteście dwa dni przed czasem.
- Co on mówi? - Nie wiem.
Nie rozumiem szprechania żabojadów.
Jesteście... dwa dni...
przed czasem. Za wcześnie!
O co mu chodzi?
No comments yet. Be the first to leave one.