La unuaj 200 linioj.
ROK SMOKA
Cofnąć się. Odsuńcie się trochę.
Przepuśćcie orszak pogrzebowy.
Złap Laurę. To córka. Zrób zbliżenie.
- Przepraszam... - Hej! Nie dotykaj kamery.
Proszę pani, proszę nie stwarzać problemów.
Nie stwarzamy żadnych problemów.
John, chodź złapiemy McKenna'ego.
Kapitanie McKenna?
Kapitanie McKenna, są jakiś poszlaki dotyczące zabójstwa Jackie'ego Wong'a?
Nie tym razem.
Myśli pan, że to zabójstwo świadczy o prowadzonej wojnie w Chinatown?
Nie sądzę. W zasadzie to sytuacja gdzie młode gangi chcą wyprzeć establishment.
Społeczność współpracuje. Sytuacja jest pod kontrolą.
Hej, dzieciaku! O co chodzi?
- Musimy pogadać na osobności, Lenny. - Dobra. Ale pogrzeb, nie?
Co nowego, dzieciaku? Słuchaj, nic nowego w tym tygodniu.
Ale mam trochę lepszego towaru. Dam ci spróbować za darmo.
- Greaseball nie chce o tym słyszeć. - Co?
Chcesz grać w gierki?
Mówię ci wyraźnie. Teraz ta ulica należy do nas.
Jak chcesz na niej zostać, musisz płacić jak inni.
Hej, Ronnie, ja? Chcecie wymuszać na mnie pieniądze?
- Wiesz kim są moi kuzyni? - Wiem to, co muszę wiedzieć.
Pierdolę twoich kuzynów. Teraz wszyscy płacą. Wisisz mi pieniądze.
$300 za tydzień. Minęły cztery tygodnie, więc wisisz mi $1200.
Przyszliście z Canal Street i teraz się tu rządzicie?
Ty cienka gnido, skończysz z liną na swoim pieprzonym karku.
Teraz spadaj stąd, zanim ci skopię dupę.
Plotka głosi, że Jackie Wong, był kimś więcej niż nie oficjalnym burmistrzem Chinatown,
głosi również, że był także głową tajnej Triady.
Bez wątpienia będzie go nam brakowało. Był kochany. Zarabiał pieniądze dla swoich ludzi.
Ale głowa tajnej Triady? W Nowym Jorku nie ma żadnej Triady.
Na pewno pan słyszał pogłoski, że następca Wong'a, Harry Yung,
był skorumpowanym policjantem w Hong Kongu. Przyjechał tutaj z 15 milionami dolarów.
15 milionów? A to dobre. Harry Yung powinien się o tym dowiedzieć.
- Nie mam nic więcej do powiedzenia. - Masz to? OK.
Jesteś niezłym reporterem, kochanie. Pomijając fakt, że rozmawiasz z gościem,
który ma worek na głowie i zatyczki w uszach. Pokręć się trochę, a może się czegoś dowiesz.
- Kim pan jest? - Pytaj o Stanley'a White.
- Którego Stanley'a White? - Jest tylko jeden Stanley White.
- Cześć, Will. Jaki stamtąd widok? - Wystarczająco dobry.
Wciąż wierzysz w dumny wizerunek policji?
Gdybyś czasami założył mundur, przekonałbyś się, że widok policjanta
- najskuteczniej zapobiega przestępczości. - Chyba nie skutkował tutaj ostatnio.
- Nie jest pan czasem w złej dzielnicy, kapitanie? - Nie zupełnie. Przydzielili mi nowy posterunek.
Tak? Gdzie cię przenieśli?
Do Chinatown.
Tak jest, Will. Odsunęli cię od koryta.
Dlaczego? Z powodu tego?
Jak niby miałem temu zapobiec? Jak miałem zapobiec czemukolwiek w tej okolicy?
- Chodź, postawię ci kawę. - A, co mi tam?
Mówiłem ci już, stary... żadnych zdjęć!
John... idź do niej.
Tam. Nakręć Laurę Wong. Zrób zbliżenie.
- To jest córka. - Nie będę wam powtarzał...
Hej! Nie dotykaj kamery!
Weźcie stąd tą kamerę!
Ta kamera to nie twoja sprawa!
Starczy! Co wam mówiłem? Wynoście się stąd.
Jest tam z tyłu.
Powiedz kiedy, OK?
Tak więc razem z odejściem Jackie'go Wong'a, odchodzi z nim także część historii Chinatown.
Mówiła Tracy Tzu, dla WKXT News, Mott Street, Chinatown.
Co tu robicie dupki, co?
Odwalcie się, pieprzone gnoje!
Nie możesz tam wchodzić, stary.
To nie nalot.
Możecie grać dalej.
Szukam wujka Harry'ego.
- Wujek Harry? - Nie ma tu. Biały diabeł, wynosić się!
- Gdzie jest Harry? - Tu go nie ma, białasie.
On niedługo wróci.
- Powiedz Harry'emu, że wrócę. - Wynoś się!
Gramy!
Jak mogłeś wpuścić białego diabła?
Co się z tobą dzieje?
Szukam wujka Harry'ego. Gdzie jest Harry Yung?
- Gdzie pan idzie? - Tam jest Harry?
- Czekaj. - Myślałem, że możemy sobie pogadać,
obydwoje dostaliśmy nowe posady.
Dlaczego wchodziłeś do salonu gier?
Mamy wciąż taki sam układ od bardzo dawna.
Żaden policjant, nigdy nie wchodzi do salonu gier!
Głupi człowiek! Niegrzeczny...
Powiem o tym twoim przełożonym.
Nie byłby to pierwszy raz, wujku Harry.
Cieszę się, że tu jesteście. Oszczędziliście mi fatygi.
Będę się streszczał. Pojawił się nowy komendant.
Ja.
Nowy komendant oznacza nowe zasady.
Nowe zasady oznaczają brak przemocy na ulicach.
Macie poradzić sobie z gangami.
Nie chcę widzieć ich mord, chyba że przyniosą mi darmowe żeberka.
Nie obchodzi mnie co zrobicie. Zatrudnijcie ich do łapania karaluchów,
- ale mają zniknąć z ulicy. - Nikt nie może kontrolować gangów!
Wszyscy to wiedzą. Zbyt duży problem.
Kapitanie, Chinatown jest z panem.
Na dowód tego, może pan wziąć jakiegoś szczeniaka z gangu,
założyć mu worek na głowę i zbić go pałką.
- Chinatown jest z panem w 100%. - W 100%!
Świetnie. Bo będę potrzebował waszej pomocy.
Zamierzam zakończyć to łapówkarstwo i ściąganie haraczy przez gangi.
- Chcę pomocy ze strony wszystkich 60 rodzin. - 60 rodzin? Nie, nie, nie.
- I chcę byście... - Proszę poczekać.
To bardzo, bardzo trudne.
To kwestia tradycji.
Przez tysiące lat, Chińczycy nie zwracali się do policji.
Jeśli zwracali się do policji, wpadali w kłopoty.
Więc, powiem wprost.
- Nikt z panem nie będzie rozmawiał. - Tak?
Powiedz mu, co mamy na myśli.
Nasze uwagi nie mają na celu okazania braku szacunku dla policji.
Ale jeśli mieszkańcy Chinatown uważają to, jak pan nazwał, łapówkarstwo i haracze,
za cenę prowadzenia interesów i uważali tak przez tysiące lat,
to dlaczego pan się tym tak martwi?
A co z tymi, którzy nie chcą płacić?
- Powiedz mu. - Kapitanie, kiedy przyjechałem do Nowego Jorku,
pracowałem jako kelner w restauracji.
Widziałem co za straszne rzeczy się działy gdy mój szef nie chciał płacić.
Podpisałem skargę na przywódcę gangu, który został aresztowany.
Nazajutrz, był już z powrotem na ulicy.
Minęło sześć miesięcy od jego procesu, gdy szef policji został przeniesiony do Bronxu.
To było, ile? Sześciu lub siedmiu szefów przed McKenną.
Siedmiu.
A nowy szef wycofał oskarżenie.
- Trzy miesiące później dostałem tutaj nożem. - Pewnie. Spójrz.
Musi pan zrozumieć, kapitanie.
Dla nas, wasz dobry samarytanin był głupcem, ryzykującym bezpieczeństwo rodziny dla obcego.
Jesteście zbyt zapatrzeni w siebie.
Pierdolę was.
Co pan powiedział?
Powiedziałem "Pierdolę was".
Mam już dość tej gadaniny "Chińczyk to", "Chińczyk tamto".
Sądzicie, że hazard, haracz i korupcja są w porządku, bo trwały przez tysiąc lat?
Dla mnie, ta cała gadka o "tysiącletniej tradycji" jest gówno warta.
To jest Ameryka, a ona ma 200 lat, więc lepiej naprawcie swoje zegarki.
Nie jesteście wyjątkowi i podlegacie prawu tak samo jak Portorykańczycy lub Polacy.
Więc wszyscy będziemy przestrzegać prawa takiego jakim ono jest.
Zacznijcie lepiej coś z tym robić i to szybko, albo wszyscy na tym ucierpicie.
Możesz mi wierzyć na słowo.
Co z tym teraz zrobimy?
Dzień dobry, Stan.
- Dzień dobry, Stan. - Cześć, Stan.
Dzień dobry, Stan.
- Jest wcześniej. - Zawsze jest wcześniej.
- Mam już na ciebie skargę. - Zawsze jest ten pierwszy raz.
Harry Yung był wściekły, że nachodzisz go z rana w miejscu pracy.
Twierdzi, że grozisz zerwaniem umowy, jaką zawsze mieliśmy.
Co to za umowa? Jest wyryta w kamieniu i powstała z płonącego krzewu?
Po kiego diabła tam polazłeś?
Stracili przez ciebie twarz, tak jak i my.
Nie masz szacunku? Oni jedli śniadanie.
Jakie dowody miałeś, że tam poszedłeś?
Na tych ludzi nie będziesz miał żadnych dowodów.
Gadasz bzdury, Stanley.
Nie kupiłem sobie tej posady u Macy'ego. Dałeś mi ją.
I mówiłem, żebyś zajął się młodymi gangami, a nie starszyzną.
Zostaw ich w spokoju, słyszysz?
Piąta Dzielnica to ładna, cicha okolica, Stanley.
Niezła trampolina na awans, jeśli wiesz o czym mówię.
Lou, byłem tam jeden dzień.
Nie trzeba być geniuszem by dostrzec, że coś tu się dzieje.
Poleje się krew. Ci Chińczycy zaciskają pięść.
Chcą wyprzeć stąd Mafię. Mówię o bankach, nieruchomościach i narkotykach.
Kto ci to powiedział, DEA?
Oni rozpowszechniają te bzdury o Chińskiej Mafii od lat,
a nigdy nie pracowali nad żadną sprawą tutaj. Nie wierzyłbym im...
Sam nie wiesz o czym mówisz.
Pojęcie Mafii nie wywodzi się nawet od Włochów tylko właśnie od Chińczyków.
- Od Chińczyków. - Powstała w Chinach 1000 lat temu.
- Nazwali ją "Triada". - Triada.
Oto co tutaj mamy - gałęzie Triady z Hong Kogu.
- Stanley, dajesz się ponieść wyobraźni... - Nie. Lou, na pewno nie.
Ci ludzie są największymi importerami heroiny w tym kraju.
Fakt, że nie mamy na nich najmniejszego haka, dużo mi mówi.
Oni są mądrzy. Bystrzejsi od ciebie i Kearney'a, tego Irlandzkiego sfinksa.
Przynajmniej nie zmieniłem sobie nazwiska, Wiżyński.
Czego ty chcesz?
Chcesz zaatakować Chinatown 82 Brygadą Kawalerii Lotniczej?
Już nie jesteś w Wietnamie, Stanley.
Różnica jest taka, że tam nie widziałem wroga, a tutaj mam go przed oczyma.
- Nie mają się gdzie ukryć. - To jest jak w południowym Bronxie.
Masz bandę drobnych oprychów z gangów. Nazywaj ich jak chcesz.
Gnojki z młodocianych gangów. Skop im tyłki. W tym jesteś dobry.
Młodociane gangi? To przykrywka dla szefów.
Wiesz jaki masz problem? Wparowałeś tu jak ciężka maszyna.
Nikt cię nie lubi, Stanley. Mimo tego, że mówią jakim jesteś dobrym gliną.
Co z tego?
Po prostu przekaż to dalej, dobra?
Kearney, rozmowa z tobą to przyjemność. Jak klaskanie jedną dłonią.
Nagle ta robota zrobiła z ciebie experta?!
Ma tylko zająć się gangami.
Connie!
- Wróciłem! - Tutaj!
Gdzie byłaś? Dzwonię od dwóch dni. Nie odbierasz już telefonu?
- Connie, co tu się dzieje? - Nie pytaj.
Znowu ta pralka. Dopiero co naprawiłam zlew.
Jezu!
Connie, dlaczego nigdy nie wezwiesz fachowca?
No comments yet. Be the first to leave one.