Esimesed 200 rida.
Kochanie, tylko rozmawiamy.
Dzwonię na policję.
– Po prostu bądź cicho i stań za mną.
Buenos días, Matteo.
Buenos días, Abuelo.
Nie sądziłem, że wrócisz tak szybko.
– W moim wieku czas to nie jest czymś, co można brać za pewnik.
Masz dla mnie odpowiedź?
– Pańska oferta jest bardzo hojna, señor.
Ale nie mogę jej przyjąć.
Nasza rodzina pracuje na tej ziemi od pokoleń.
To wszystko, co mamy.
A to jest warte więcej niż pieniądze.
Rodzina, duma, historia.
Szanuję te rzeczy.
Oczywiście.
Ale jedną rzecz zrozumiałeś źle...
To nie były negocjacje.
Nie!
Nie, nie, nie!
Nie!
Matteo!
Spójrz na mnie, cabrón.
Chcę, żeby moja twarz była ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz.
Nie, nie!
Mam nową ofertę.
Dużo prostszą.
Oddaj swój ranczo albo...
To.
Moi ludzie wrócą o świcie po twoją odpowiedź.
Twój wybór.
Adiós, señorita.
Bardzo mi przykro z powodu twojej straty.
Nie, nie!
Vámonos.
Wiesz co?
Lepiej już pójdę.
Santana Bravo.
Mój mąż Matteo wysłał ci tę wiadomość.
Na ziemi jest jego krew.
Potrzebuję ochrony.
Mogę ci zapłacić.
Ochrony? Przed kim?
Przed El Abuelem.
Chce mojego rancza i wróci o świcie, aby je zabrać.
Proszę pani.
Jeśli nie ma pani opłaconej armii,
radzę po prostu dać mu to, czego chce.
I po sprawie.
Nie mogę tego zrobić.
Już nie.
Przykro mi.
Nie mam tego, czego pani potrzebuje.
Wszystko w porządku, Carmela?
Panie Bravo, słyszałem, że właśnie pana wypuścili z Huntsville.
Zgadza się, sir.
Przyszedł szukać pracy.
Powiedziałam mu, że nie mamy, i na tym się skończyło.
To stary karabin Matteo?
Tak jak mówiłam.
– Tak czy inaczej, myślę, że najlepiej będzie, jeśli
zabierzemy pana Bravo na posterunek.
– Dobrze, proszę tylko włączyć kamerę.
Zabawna sprawa.
Dziś rano działała, ale trudno.
Ich również.
Dalej, wsiadaj.
Powiedziałem, wsiadaj.
Nie będę powtarzał.
– Jeśli nie masz nakazu, Jake, wynoś się z mojej posesji.
– Carmelo, zastanów się, lepiej, czy warto celować
z tego starocia w funkcjonariusza prawa.
Zakładając, że w ogóle strzela.
Wiesz co...
Zapomnijmy o całej sprawie.
Pani najwyraźniej nie chce składać oskarżenia.
Jesteś wolny.
To za wszystkie razy, kiedy ci się upiekło.
A teraz wynoś się.
Nie w tę stronę.
Tam.
Jake.
Tylko go odprowadzam.
Wierzysz w sprawiedliwość, Bravo?
Że jest ktoś większy od nas obu,
ktoś, kto dba, by dobro zwyciężało,
a zło dostało to, na co zasłużyło?
Weź ten stary karabin...
Pewnie nie strzelał od dekady.
Nie mam pojęcia, czy w ogóle działa.
Logicznie rzecz biorąc, jeśli tam w niebie
jest jakiś boski plan,
wystarczy, że pociągnę za spust, to przekonamy się, jaki.
Co ty na to, Bravo?
Koniec drogi...
A może jesteś przeznaczony do czegoś więcej?
No proszę, Susie.
Może to twój szczęśliwy dzień.
Alleluja.
Parszywy draniu.
Przy okazji, El Abuelo przesyła pozdrowienia.
Przykro mi, że musiałaś brać w ty udział, Carmelo.
Naprawdę mi przykro.
Pieprz się, Jake.
Wstawaj.
Posłuchaj, przykro mi, że nie mogłam zachować nerki.
OK?
Jest tam w słoiku, jeśli chcesz.
Na pamiątkę albo coś.
To nie tak, że mogłabym ją sprzedać czy coś.
Pachnie mezcalem i moczem szczura.
W każdym razie witaj z powrotem.
A co jeśli nie chciałem wracać?
Może ja również nie chcę wyciskać
gruczołów z odbytu mojego psa, żeby zrobić maść leczniczą.
Jak moja esposa.
Miguel też nie chciał wrócić,
prawda, Miguelito?
O cholera.
Nie daj się zwieść milczeniu.
Jak się rozkręci, potrafi zagadać krowę na śmierć.
Prawda?
Wiesz, że tego nienawidzę.
Co do cholery?
Teraz idź i przynieś kukurydzę.
Bruja.
Wolę...
"Bruja” pasuje, tak jak „czarownica”.
Jesteś jak babska opowieść.
Jestem martwy.
Jestem martwy.
Jak on — jestem, kurwa, martwy.
Czujesz to, pendejo?
To ból.
Właśnie tego najbardziej pragną umarli.
Chcą znów czuć, czuć cokolwiek.
Uważaj się za szczęściarza, że dotarłam do ciebie na czas.
Dlaczego myślisz, że on nie wyjdzie drzwiami
i nie pójdzie dalej, co?
Zaczyna się.
Bo wie, że mogę mu dać życie.
I to nie byle jakie życie.
Nie jak dla takich chodzących trupów jak ty.
Mówię o prawdziwym życiu.
Takim, w które się trzeba wrodzić.
Pełnym bólu, radości i satysfakcjonującego seksu.
Jednak najpierw musi na to zasłużyć.
Ona jest czystym złem.
Nie dramatyzuj, kochanie.
Jeśli szukasz kolejnej zabawki,
zapomnij. Ja się nie bawię.
Szukam mężczyzny,
który stanie do walki z El Abuelem.
Wiem, kim jesteś, Bravo.
I co on ci zrobił.
Wiem, co zrobił twojej żonie.
Niczego nie wiesz.
Każdego dnia, który spędziłem w celi,
marzyłem o różnych sposobach, w jakich mógłby umrzeć.
Jednak marzyć a zrobić to... To dwie różne rzeczy.
Jesteś legendą, Bravo.
Legendy się nie poddają.
Nie rezygnują.
Teraz rezygnują.
Nie wierzę ci.
Kiedyś miałem ekipę,
która wspierała mnie bez względu na wszystko.
Teraz nie jestem już tym, kim byłem.
Potrzebujesz więc nowej ekipy.
I kopniaka w dupsko.
– Nie ma nikogo żywego, kto byłby wystarczająco szalony,
aby postawić się Abuelo.
Żywego, może nie.
Nie.
Nie, nie ma mowy.
Nie ma kurwa mowy.
Dalej, dalej, wypij to.
Wypij, poczujesz się lepiej.
Wycisnęłam to specjalnie dla ciebie.
Vamos, vamos, ubierz się.
Santana.
Lupe.
– Aztekowie wierzyli, że słońce daje życie wszystkiemu.
Światło słońca nie mogło jednak dotrzeć do podziemi
i do dusz, które były tam uwięzione.
Do tego potrzebna była matka wszelkich ostrzy.
Błogosławiona przez boga słońca, Huitzilopochtli.
Tylko ludzka krew może skupić moc słońca,
sprowadzić ją na ziemię i stworzyć...
Jest jakaś krótsza wersja?
Mamy czas tylko do świtu, żeby uratować ranczo tej pani.
Stań nad grobem i krwaw.
To wszystko.
To wszystko, żadnych specjalnych słów?
– Będę potrzebować twoich kluczy, weź ciężarówkę.
Proszę.
Zabieram go ze sobą.
Miguel?
– Jest tak bezużyteczny, jak tygodniowa ryba.
Tak, ale potrafi zatrzymać kulę.
No comments yet. Be the first to leave one.