Esimesed 200 rida.
FILM PRZEDSTAWIA PRAWDZIWĄ HISTORIĘ SZALONEJ AGENCJI TURYSTYCZNEJ,
NUMER RCS 517621124
W KRAJOWYM REJESTRZE HANDLOWYM.
SPÓŁKA Z O.O.
NETFLIX - FILM ORYGINALNY
KLUB CAST HELL
Wszystkie amerykańskie gwiazdy tu imprezują.
Będziemy tu dziś my i Jennifer Lawrence!
To prawda.
Przysięgam.
Wszyscy celebryci przychodzą tu po dniu zdjęciowym.
Będziecie w szoku.
- Zajebiście, co? - Kurwa!
Ale to nie wygląda za dobrze.
Dzwoniłem do laski od rezerwacji.
Powiedziała: „Bez problemu. Dobrze, że dzwonisz”.
Powaliłem ją swoim urokiem. Bez żadnego problemu!
Mówiłeś, że dla pięciu?
Mówiłem. Wszystko załatwione. To żadna speluna. Jest spoko.
- Czyli wejdziemy? - Wejdziemy.
Nie bądź takim pesymistą. Nie tylko wejdziemy,
ale rozłożą czerwony dywan jak w Grze o Tron!
- Nie wiem, czemu czekamy. - Chodźcie.
Czekamy w kolejce!
Możesz sobie czekać. Dzwoniliśmy, jest spoko. Dobry wieczór.
- Dobry wieczór! - Dobry wieczór!
Spoko. Rozmawiałem z Sabine.
Jest nas pięciu. Chcemy imprezować. Zgadza się?
Dokładnie!
- To wieczór... - Sabine nic nie mówiła.
Nic nie mówiła? Jak to?
Rozmawiałem z nią godzinę.
Nic wielkiego. Zarezerwowaliśmy stolik.
To wieczór kawalerski tego młodzieńca.
Byłoby fajnie, gdyby go pani nie zawstydziła.
Radzę za godzinę wezwać strażaków,
bo ten klub stanie w płomieniach!
Nie pomagasz. Serio.
Proszę pani. Co się dzieje?
- Wpuści nas pani? - Niestety.
Nie ma was na liście.
- Pozbędziesz się ich? - Spływajcie. Nie wejdziecie dziś.
- Chwila! - Ona tu decyduje.
- Nie macie partnerek. - Chwila.
Jesteście zmęczeni. Idźcie.
Nie możecie. To jego kawalerski.
To moja ostatnia noc!
- Dzwoniłem! To jakiś obłęd. - Dobre z was chłopaki.
- Nie, jestem wkurzony. Dzwoniłem! - Chodźcie. Nieważne.
Przecież dzwoniłem. Co za suka!
Gówniany klub.
Dzwoniłem do niej, kurwa! Wszystko poszło gładko.
- Utknęliśmy w dziurze z nędznymi laskami. - Cicho!
I tak nie zna francuskiego.
Dla mnie liczy się, że jesteśmy razem.
Nie spodziewałem się striptizu od Rihanny.
To nie Rihanna. Raczej Yoda w peruce!
Znam trochę francuskiego.
Przepraszamy.
Wybacz.
Przepraszamy. Jest wkurzony, bo nie dostaliśmy się do innego klubu.
Chociaż dzwoniłem.
Typowe dla Francuzów.
Otwieracie miejsca, do których nie można się dostać.
Nieźle. Sprytne.
- Mój ziomek miał imprezę... - Sprytne.
- Moja wątroba! - Oceanarium.
Jak mówiłem, ziomek pojechał do Pragi. Nigdy nie doszedł do siebie.
Praga jest dla pedziów. My jesteśmy z Budapesztu.
Co to za obłęd? O kurwa!
Chyba nie tak ciężko się tam dostać?
Nie, ale ciężko się wydostać.
Naprawdę?
Czy tam zawsze jest tyle dziewczyn?
Co tu się dzieje? To kraj kobiet?
Tak. W Budapeszcie jest więcej kobiet.
Mogliśmy urządzić wieczór kawalerski w Budapeszcie.
Absolutnie.
Wódka jest tam tańsza od coli.
Czemu we Francji tego nie ma?
Jesteście tu, bo byliście dobrymi studentami,
stażystami i kandydatami. Ale to koniec szkoły.
Tu musicie pracować głową.
Ale nie siedźcie cały dzień przy komputerze.
Tak robią nasi konkurenci.
Potem macie identyczne pomysły. Szkoda. Mówię wam.
Wyjdźcie na zewnątrz. Wciąż będziecie pracować.
Idźcie na film, do muzeum, spotkajcie się z kimś.
Rozejrzyjcie się.
Chcę mieć wasze raporty jutro o dziesiątej.
Później możecie opierdalać się w parku. Jazda!
Mięczaki!
Ofiary udaru!
Zwycięzcy!
Mówisz tak do nich?
Czasami.
Czy ty...
będziesz dziś? Na zjeździe?
Tak.
Chcesz przyprowadzić
swoją dziewczynę?
To bardziej moja żona, jeśli mówisz o Cécile.
Ale nie sądzę. Nie jest zbyt towarzyska.
Oczywiście.
Jasne.
To wszystko. Możesz iść.
To moje biuro.
- Żartowałem. - Niezłe.
- Do zobaczenia. - Tak.
Do wieczora!
Nic.
Okej.
- Na razie. - Pa.
SPOTKAJMY SIĘ PÓŁ GODZINY WCZEŚNIEJ! MAM GENIALNY POMYSŁ!
Z początkiem następnego roku możemy wejść na zagraniczne rynki.
CHCESZ ZABIĆ TRISTANA? JESTEM ZA!
Arnaud.
- Tak? - To aż takie zabawne?
Nie. Ani trochę.
Więc opowiedz o Cooperze. Kiedy Brytyjczycy podpiszą?
Myślę, że podpiszą, kiedy zechcemy.
Kiedy zechcemy.
To wielka nowina, którą chciałem wam dziś przekazać.
Jesteśmy o krok od podpisania największego kontraktu.
Rozmawiałem z nimi... Kiedy? Wczoraj wieczorem.
Było sporo śmiechu, bo już się zakumplowaliśmy.
Kochanie, nie warto. Chcemy wiedzieć, czy masz spotkanie.
Chciałem to powiedzieć, ale mi przerwałaś.
- Jesteśmy tu dwie godziny. - Jeszcze nic nie mówiłem.
Od dwóch godzin patrzysz w telefon.
Potrzebujemy jasnej odpowiedzi. Kiedy spotkanie?
Spotykamy się...
W ten weekend.
Widzisz, Audrey? Wystarczy grzecznie zapytać.
A teraz coś zjedzmy!
Co z tobą?
Nie mów do mnie „kochanie” na spotkaniach.
Nie w tym tkwi problem.
Tkwi w tym, że nie mogę się wypowiedzieć.
Chciałem coś przekazać, a ty mi przerywasz.
Czemu to robisz?
Przed ojcem i rodziną? Wiedzą, że nie masz spotkania.
Nie mam? Chcesz zobaczyć mój terminarz?
- Odpuść. - Jasne...
Mówię ci, to znak!
- Jaki? Że kiepsko się bawiliśmy? - Tak!
Zobacz, co osiągnęliśmy. Otworzymy własną firmę.
Będziemy organizować wieczory kawalerskie w Budapeszcie.
Wyprawimy im imprezę życia.
Będziemy pośrednikami między nimi a rozkoszą.
Zobacz, jak wyszło z Romainem! Wyrzucili nas jak meneli.
Chociaż dzwoniłem.
- Kogo to obchodzi? - Mnie!
To był znak. Mówi wszystko.
Mówi, że nie byliśmy na liście. Że nie byliśmy w klubie.
A czy to nie było nasze marzenie?
Harowaliśmy, by zdobyć dyplomy.
A gdzie jesteśmy dziesięć lat później? Gdzie pracujemy?
W dupie! Mam dosyć!
Nie zniosę już tego.
Ty też nie.
- Nieprawda. - Też masz dość.
Masz gównianą pracę i zero szacunku.
Nie szanują nas, bo wciąż jesteśmy „stypendystami”.
Nie możemy się uwolnić.
Zerwijmy te łańcuchy! Jak Django!
Podsumuję to, co mówisz.
Otworzymy firmę organizującą wieczory kawalerskie na Węgrzech...
Tak.
- Na Węgrzech! - Tak.
- Bo tam nie weszliśmy? - Dokładnie.
Tak!
Przekalkulowałem to.
Tani lot, jedna noc w hotelu czterogwiazdkowym
plus impreza w klubie
równa się 280 euro.
Myślę, że klienci dadzą nawet 400.
Czemu?
Za faktor szaleństwa.
To daje nam zysk 120 euro. Bum!
Grupa dziesięciu osób
daje nam 1200.
Ile ślubów odbywa się tu co roku?
- Nie wiem. - Aż 250000.
Stanął mi.
Jeśli zgarniemy jeden procent,
wychodzi 2500 razy 1200. Policz sobie.
- Trzy miliony. - Zyski na poziomie trzech milionów!
Dobra. Ale nie znamy nikogo w Budapeszcie.
Znamy Milenę.
Wspaniale. To zakładajmy biznes.
- Milenę, 69-letnią dziwkę? - Tak!
Miej szacunek. Nie jest dziwką.
Ma 54 lata. Mniej niż twoja mama. Poza tym to niezła laska.
Powiedziała mi, że ma tam francuski kontakt.
Francuza z branży turystycznej. Damy ciała, jeśli nie pojedziemy!
Nie rozumiesz? Jedźmy i sprawdźmy to.
Okej?
Czuję to!
Czy ty to czujesz?
No comments yet. Be the first to leave one.