Esimesed 200 rida.
Henry!
Przygotuj dynamit. Spróbujemy przebić się przez tę ścianę.
Jeśli to się nie uda, wysadzimy ją w powietrze.
– Woda? – Tak.
– Ile masz lasek dynamitu? – Dwadzieścia.
Weź dziesięć. Spotkamy się na dole.
Proszę!
Dobrze, szefie, już możesz.
GŁĘBIA CIEMNOŚCI
Każdego bożego dnia
Pędzę sam do piekła
To ciężka robota,
ale się nie martwię
Tak mnie nauczyli/i>
moja babka i dziadek
I tak samo ja będę uczył
jego syna, jego brata
Jeszcze jeden wysiłek
jak przetrwać noc
i obudzić się ze snu
z powrotem do życia
Gaz!
– Gaz! – Gaz! – Gaz!
Mieliśmy szczęście, nagromadzenie gazu jest trochę dalej.
Co robimy?
Wezwij pokutnika.
– To on. – Nie patrz mu w oczy.
– Pokutnik. – Na miłość boską.
– Gdzie? – Na moim posterunku, z tyłu.
To niedaleko.
Ustąp.
Muszę wypuścić gaz.
Panie, miej nas w opiece, chroń nas od wszelkiego zła.
Bądź wola Twoja.
To niemożliwe.
Uciekaj!
Dokąd!
MAROKO, 1956
Dokąd!
Zrób to! Szybciej!
Już idę!
Dalej!
Wsiadaj!
Amir, robiłeś to już wcześniej?
Nie. A ty?
Nie, ale słyszałem,
że jeśli przejdziemy test, będziemy wydobywać kamień we Francji.
Kamień? Może węgiel.
Właśnie. Węgiel. Podobno dobrze płacą.
To nasz dzień. Uda nam się.
Mówisz to za każdym razem.
Dlaczego kaszlesz? Umierasz czy co?
Dobra, zaczynamy!
W szeregu!
– Dalej, biegiem. – Pospiesz się.
Powtórzę to dla spóźnialskich.
Ci, którzy zostaną wybrani,
otrzymają pracę i zakwaterowanie.
A także możliwość wysyłania pieniędzy rodzinie.
Otworzymy wam konto bankowe,
na które będziemy wpłacać 44 franki dziennie.
Górnictwo to ciężka praca.
Ale umowę można odnowić po 18 miesiącach.
Dobrze, obnażcie torsy.
Czerwony oznacza odrzucenie.
Zielony – możecie wsiadać.
Solidny.
Stary.
Słaby.
Młodszy, ale to bez znaczenia.
Dobrze zbudowany.
Chorych nie bierzemy.
– Dzień dobry, proszę pana. – Mówi pan po francusku?
– Moja mama jest nauczycielką francuskiego. – Nie o to pytałem.
Czerwony.
– Potrzebuję tej pracy. – Ale my ciebie nie.
Co ty teraz zrobiłeś?
To wymaga odwagi.
Tak czy inaczej,
obaj mogą się przydać.
Słaby i stary.
Zieloni – wsiadać do autobusu.
Tego bohatera
daj do drugiej grupy.
Do diabelskiej grupy?
Przecież on nie przetrwa tam nawet dwóch dni.
Dokładnie.
POLE WĘGLOWE NA PÓŁNOCY FRANCJI
Mogę, proszę pana?
Przepraszam, dobry człowieku...
Proszę, szukam pana Fouassier.
Profesor Pane.
Panie Fouassier, dziękuję za przyjęcie.
Przyjemność po mojej stronie,
panie Berthiere.
Mam nadzieję, że zbytnio nie przeszkadzam.
Pańscy ludzie wyglądają na bardzo zajętych.
Wręcz przeciwnie, to dość spokojny dzień.
W liście
nie wspomniał pan, ile czasu pan potrzebuje.
– Tyle, ile będzie trzeba. – Widzisz, że pracujemy.
Przynajmniej mamy coś wspólnego.
Wydaje mi się, że firma sowicie ci płaci za moją obecność tutaj.
Wiesz, czemu to miejsce nazywa się Diabelską Wyspą?
Bo jest tu gorąco?
Nie, bo panują tu najgorsze warunki
nawet dla doświadczonych górników z północy.
Jeśli górnik zrobi coś głupiego, wysyłają go tutaj.
Wszystko zaczyna się od tego.
Nie widzę żadnych górników.
Są w budynku naprzeciwko.
Tym przy kolejce linowej.
Co to był za dzwonek?
To jest kod.
Raz – materiał.
Dwa razy – ludzie.
Trzy razy – ranni.
Tu dowiadujemy się, jak jesteśmy głęboko.
I kontrolujemy zjazd.
Jak głęboko jesteśmy?
Michel, jaki jest najgłębszy punkt?
930 metrów.
To za mało, potrzebuję tysiąca metrów.
Możemy zejść głębiej, to tylko kwestia czasu.
Kiedy chcesz ruszyć?
– Jutro. – To niemożliwe.
Tysiąc metrów osiągniemy najwcześniej za 15 dni.
Musimy zachować wszystkie zasady bezpieczeństwa.
Panie Fouassiere.
Nie mam czasu do stracenia,
a wy możecie tylko...
Proszę bardzo.
Wróć za tydzień.
Zobaczymy, co da się zrobić.
Dobrze.
Alarm!
Przeprowadzimy was.
Zostawcie ich tam.
Przepuśćcie ich.
Proszę, przepuśćcie ich!
Uderzył w skałę,
nie mieliśmy czasu wrócić, Roland sam go uwolnił.
Nie mogę w to uwierzyć.
Kto jest bohaterem?
Roland Neuville.
Chcę go ze sobą, kiedy będę schodził.
– To nie ty o tym decydujesz. – To nie było pytanie.
Chcę go. I to w ciągu tygodnia.
Co za drań z tego profesora.
Roland, zajrzyj do biura przed wyjściem.
Na dziś masz wolne.
A ty co tu robisz?
Do roboty, szybko!
Wejść!
– Co tam się stało? – Małe oberwanie w Klarze.
Po co w ogóle tam właziliście? Przecież wiadomo, że jest niestabilnie.
To była jedyna opcja.
– Mogliście kopać głębiej. – To zbyt niebezpieczne.
Boi się pan?
Oczywiście, że nie.
Wysadzimy zachodnią ścianę, stamtąd można kopać głębiej.
Potem zobaczymy, dokąd prowadzi żyła.
Nie chcę ryzykować życia swoich ludzi.
– Chcesz? – Jasne.
Pamiętasz, jak wysadziliśmy most w Pont des Arcs?
Ile mieliśmy dynamitu?
– Dziesięć kilo, piętnaście? – Dwadzieścia siedem.
Dwadzieścia siedem kilo dynamitu?
Pewnie, chcieliśmy, żeby nic nie zostało.
I pamiętasz, co się stało, gdy w końcu przyjechał konwój?
Znowu.
Zawiódł zapalnik.
Przypomnę ci, co wtedy powiedziałeś.
„Rzucimy się na nich.
Wolę umrzeć z wściekłością w brzuchu niż ze strachem w dupie.”
I ruszyliśmy, ja na czele.
Teraz jest inaczej, wtedy była wojna.
Codziennie ryzykujesz życie, kiedy wchodzisz do tej dziury.
Przyjdą po ciebie jak zawsze.
Na zdrowie.
Powinniśmy. A teraz zła wiadomość.
W tym tygodniu będziesz miał gościa.
– Kto tym razem? – Naukowiec, taki mądrala.
Krótko mówiąc, nie mamy wyboru, potrzebuje jakichś próbek.
– Byłeś tam kiedyś? – A jak myślisz?
Nie kiwaj głową.
Zapłacą ci jak zawsze.
I dostaniesz bonus.
Pogadamy o tym, jak wrócimy.
Masz już odszkodowanie dla rannych?
Nie, ale właśnie przyjechało tuzin nowych Marokańczyków.
Wybierz sobie któregoś.
Są wymienni.
Chcę takiego, który mówi po francusku.
Do zobaczenia.
Zobaczmy.
Jeszcze jedna para rąk do pracy.
Ten się nada, nawet nie jest gruby.
W przeciwieństwie do Polo.
Jestem Polo.
No comments yet. Be the first to leave one.