نخستین 196 خط.
[ŚWIĄTECZNA MELODIA I RYTMICZNY BRZĘK DZWONKÓW]
W ten piękny, świąteczny poranek wita was Misiek.
Wierzycie w cuda? Ja raczej nie, a jednak się zdarzają.
Wczoraj do radia zadzwonił chłopiec i poprosił o śnieg.
Niemożliwie - pomyślałem. Śnieg w Wigilię? Jak?!
I proszę, w nocy zaczął padać.
Dlatego nie traćcie nadziei, dzwońcie, mówcie o swoich marzeniach.
Tylko nie przesadzajcie.
Ja w dzieciństwie marzyłem o klockach, takich drewnianych.
Wypas widocznie za duży, bo cud się nie zdarzył,
ale marzyć nie przestałem.
Pilnuj dziecka!
Ach.
- Przepraszam. - Co to się dzieje dzisiaj?
Wszyscy gdzieś biegną, spieszą się, kupują.
- Święto się jakieś zbliża, czy co? - Jezus się rodzi.
Znowu? Że też mu się nie znudzi.
Czyli jeszcze raz koziorożec. Ciekawa sprawa.
Numerek panu wypadł!
Zatrzymaj sobie na szczęście.
- Oj. - Czekaj.
No.
Wszystko idealnie.
Pierwszy raz w życiu będę miała normalne święta.
Bez kłótni,
bez stresu i bez niespodzianek, Szczepan.
Opłatek.
Jezus Maria. Zapomnieliśmy o opłatku.
Ty zapomniałeś! To było twoje zadanie, Szczepan.
Ja całą Wigilię przygotowałam, ty miałeś tylko opłatkiem się zająć,
ale wiedziałam, że jak ja nie ogarnę w tym domu, to nikt, no. Nikt.
Karina, już, spokojnie.
Wszystko załatwione.
Amelka zaraz przyniesie opłatek.
Ożeż ty, ty. Spryciarz.
To mamy 11 potraw. Jakby jeszcze pan coś dobrał
to będzie wigilijny komplecik.
- A tamte pierogi to jakie są? - A ruskie.
A to nie. Dziękuję. To wezmę jeszcze jednego karpia.
- Co tam będę na rodzinie oszczędzał. - Wiadomo.
Przepraszam, ale dwa karpie w galarecie, to ciągle jedna i ta sama potrawa.
- Jak jedna? - No, jedna, a co?
- A pierogów to ile pan wziął? - A co pana to obchodzi? 30.
Nie no, przepraszam, tylko wie pan co... Każdy pieróg to oddzielna potrawa?
A co się pan tak mądrzy? Inteligencja żoliborska się odezwała!
- Ludzkim głosem w wigilię przemówił. - Oczywista oczywistość...
Kto tu jest ekspertem od świąt? Pan, czy ja?
Niech pan na siebie popatrzy, nie na mnie. Co pan?
- Ile wyszło? - Razem 1830.
Dobrze, to proszę bardzo, na firmę wezmę. Dane do faktury tu są.
- A płatne gotówką, kartą? - Przelew.
Pani wystawia fakturę, ja po świętach robię przelew.
Do niczego ten kraj nie dojdzie! Się tak traktuje
małych i średnich przedsiębiorców.
I moja firma oficjalnie zrywa z wami współpracę!
O co chodzi?
No... Pan ekspert zapomniał.
Wesołych świąt.
Na wieki wieków amen.
Psia dupa, dno.
Chciałbyś, żeby twoje dziecko cały dzień spędzało przed komputerem?
CHŁOPIEC, PRZEZ TELEFON: A pan by chciał,
żeby rzucało klockami i niszczyło pokój?
No wiesz, klockami się nie rzuca.
- Ja rzucałem. - Dlaczego rzucałeś?
Ze złości. Bo tata zamknął komputer i kazał mi się bawić klockami.
- Żebym rozwijał wyobraźnię. - Zabiłeś mi ćwieka młody człowieku.
Kostek. Masz pomysł na prezent dla wujka?
Klocki mu kup.
- Mamo! Jest węglarka. - Spieszę się.
Też się spieszę. Potrzebuję kasy na licytację.
A ja muszę zanieść karpia do wujka Mietka,
zrobić zakupy cioci Lucynie, ma złamaną nogę.
Przecież mówiłaś, że mogę wybrać do 300 złotych.
- Mikołaj ma już dla ciebie prezent. - Nie chcę od Mikołaja. Chcę węglarkę.
Ważniejsza jest dla ciebie węglarka, czy noga cioci Lucyny?
- No nie myśl tylko o sobie. - Myślę o tacie. Chcesz żeby był smutny?
- Jak nie zdobędę węglarki... - Skończyłam.
Popilnujesz go? Dzięki.
To moje miejsce głupia babo!
- Może pani nie tykać mojego dziecka?! - Ale wchodzi na mnie.
Na swoje dziecko niech pani krzyczy. Mój syn jest spokojny i proszę...
- Mogę w czymś pomóc? - Ta pani zajęła miejsce mojego syna.
- I jeszcze się awanturuje. - Przecież sama pani mnie prosiła,
żebym pozwoliła mu siedzieć przy oknie!
- Proszę zająć swoje miejsce. - To moje miejsce.
To jak ja mam to zrobić?
- Przesadzę panią. - A dlaczego mnie?
Dobrze, już nie denerwuj się słońce, no, zaraz panią przesadzą.
Zapraszam. Proszę, tu jest wolne miejsce.
Dziękuję.
Wredna baba! Najchętniej wywaliłabym ją przez okno.
- Przepraszam. - Ja bym poczekał.
Słucham?
Z wywalaniem bym poczekał,
aż samolot wystartuje.
Taxi, taxi!
- Pan wie gdzie to? - Yes, yes. I know.
- Ale wie? - Yes, yes. I know. Let's go.
Let's go!
Gdzie to? Wie?
- No a jaki to adres? - Nie wiem.
No jeśli nie wiesz jaki to adres, to jak mam jechać?
Buongiorno. Jakiś problem?
Pan wie gdzie to?
No jak nie, jak tak.
Stalowa. Lejesz pan miód na moje serce.
Chodź pan.
Let's go.
Chodźmy.
- Panie Derda? - Mhm?
A za ile by mi pan to cudo puścił?
A za nic, panu, proszę ja pana, nie puszczę, bo to nie na sprzedaż.
Klient do naprawy zostawił.
Jak do naprawy? Przecież to z 50 lat już u pana stoi.
O, dłużej. Znacznie dłużej.
Ale widzi pan, ojciec mój za naprawę wziął, więc sprzedać nie mogę.
Panie Antoni, ale właściciel to już się pewnie od lat
pod lastryko na Powązkach opala.
Drogi panie Lucjanie.
Nie sprzedam.
Hm...
No to cóż.
- Wesołych świąt. - A tak się akurat składa,
że mam dokładnie takie plany.
Wzajemnie panie Lucjanie.
Słuchaj młody, mam randkę...
- Mama mówiła, że się mną zajmiesz. - No a co ci się stanie?
Tylko z domu nie wychodź, dobra?
A dasz mi sześć stów?
Słuchaj młody, jak będziesz grzeczny to dostaniesz tę węglarkę.
- Skąd? - Od kuriera. Tylko ani słowa mamie.
- Kupiłeś? - Zamówiłem z mamą...
tylko to jest niespodzianka.
O, dokładnie taką minę masz robić, jak dostaniesz prezent, rozumiesz?
- Dzięki! - Nie teraz młody. Przy choince.
Szok i niedowierzanie.
- Tylko nie wychodź z domu, dobra? - Dobra.
Chodzi turoń paszczą kłapie. Drogie panie jak również i panowie.
Dzisiaj wyjątkowa świąteczna promocja!
Do każdego mikołaja, turoń gratis,
a oryginalny anioł betlejemski za złotówkę.
Zapraszam i zapraszać nie przestanę. Ja oraz nasza firma Melo Elo Company!
- Chodź, nie gap się. Chodź. - Tato, ja chcę tego kudłatego!
- Wcześniej chciałeś śnieżynkę. - Tato, to ty chciałeś śnieżynkę!
- Ja chcę tego. - Panie no,
niechże pan dziecku nie odmawia, no. Przecież Wigilia jest.
A u nas personel prima sort, promocje wyjątkowe, no.
Wie pan, jak pan weźmie turonia, to...
do Trzech Króli go panu zostawię.
Dzieci zabawi, szyby dla Jezuska, mój Boże, pomyje.
Tato, weź.
Synku, to są jacyś menele. A ten to jest pijany.
Jak pijany? Zdezynfekowany. Proszę pana, higiena pracy
na naszych stanowiskach w firmie, to jest, powiem panu, podstawa.
- No na pewno, chodź. - No ale...
Wynoście się stąd.
Tyle razy wam mówiłem, żebyście się tu nie kręcili. Sio!
Jakie sio? Co to ma być? Ja tu jestem szefem,
nikt nie będzie na moich ludzi się darł.
- Człowieku, ludzi straszycie. - Prowadzimy legalną działalność!
Płacę podatki, mam prawo i nie będzie mnie żadna korporacja wyganiała.
Co to ma być? Was to powinni zamknąć już dawno.
Pan myśli, że ja nie wiem co się u was dzieje? Dwa lata u was pracowałem.
Brak stołówki, mobbing, przymuszanie do pracy i molestowanie!
Szczególnie taka jedna, co rozkochuje w sobie,
a potem w dupę kopie! Taka prawda o waszej...
- Ciszej... - Co ciszej?! Jest wolność słowa,
Ja będę krzyczał! I co mi pan zrobi, no?
Szef to tak potrafi płynnie
te negocjacje biznesowe prowadzić, jak woda w Wiśle.
Dobra Pataszon, ty się nie podlizuj, tylko jaki obrót mamy?
No obrót mamy taki...
Mamo...
Mogę pójść do Kornelki?
No wykluczone kochanie.
W Wigilię nie chodzi się po ludziach. Każdy ma pełno na głowie,
a poza tym...
To jest taki czas,
który się spędza z rodziną.
Tato?
Mama ma...
Mama ma rację. W święta...
rodzina jest najważniejsza. Ja zawsze to powtarzam.
- To co, będziemy tak siedzieć? - No.
No właśnie na tym trochę polega Wigilia, że się siedzi,
że się...
czeka na pierwszą gwiazdkę...
A później się je.
A później się rozpakowuje...
- Prezenty! - Prezenty. Ale najpierw się je.
No. Taka... Magia.
Magia świąt.
Jeśli chcecie, to możemy sobie posłuchać kolęd.
O!
Mhm.
No comments yet. Be the first to leave one.