نخستین 189 خط.
Drodzy państwo, oto chwila, na którą czekaliśmy.
Broniący tytułu,
z Cobra Kai Karate,
Miguel Diaz!
Przygotujcie się.
Pora na karate.
Twarzą do siebie. Ukłon.
Twarzą do mnie. Ukłon.
Gotowi? Walka!
Miguel!
Dwa tygodnie temu w liceum West Valley
doszło do brutalnej bijatyki karateków,
co zaskoczyło nauczycieli, uczniów i zszokowało całą dolinę.
Mamy dość innych zmartwień.
Skąd w szkołach gangi karate?
Niedawno doszło do rozróby w centrum handlowym.
Myślałem, że karate wymarło.
Dziś uczniowie zgromadzili się pokojowo na śpiew i modlitwy.
Chcemy kochać
Nie musimy bić i drwić
Lepiej razem kompot pić, przyjaźnić się
Wieczorem w szkole odbędzie się zebranie społeczności,
by odpowiedzieć na pytania i rozwiać obawy.
Siedzi tu od czterech godzin. Odstrasza nam klientów.
- Wyproś go uprzejmie. - Dałam mu rachunek dwa piwa temu.
Nie chce zapłacić,
bo nie zamawiał Coors Light, tylko Coors Banquet.
Dobra. Zajmę się tym.
Proszę pana?
Pora zapłacić i wystarczy na dziś.
Lekkie piwo jest dla pip.
- Mam wezwać gliny? - Nie wiem, a musisz?
Policja poszukuje Robby’ego Keene’a, który zbiegł po tym,
jak zrzucił kolegę, Miguela Diaza, z piętra w szkole.
Chłopak spadł na te schody.
Keene został wydalony.
Diaz leży w śpiączce w szpitalu West Valley.
Rokowania…
- Oglądałem to! - Nie wiedziałem, że to twój telewizor.
Przełącz.
To ważny mecz. Wiadomości obczaj w komórce.
Nie mam komórki.
Wyrzuciłem.
Ale pacjent.
Kiedy się myłeś, capie?
Śmierdzisz, jakby psie gówno się zesrało.
- Przełącz kanał. - Brachu…
Jesteś w barze.
Ludzie chcą oglądać mecz, a nie pogodę i szczyla w śpiączce.
Po wszystkim!
- O to chodziło! - Tak jest!
Spadamy.
Bierz, kolego.
Moja wina.
Co za frajer.
- Chodźmy. - Myślisz, że zostawię tu furę?
To moja księżniczka.
Co chcesz robić?
Jedziemy do domu czy do Jelly’s?
- Obczajmy tam laski. - Co to zmieni?
I tak będziesz sam trzepał pod prysznicem.
Co ty wyprawiasz?
Skopię ci tyłek.
O cholera!
Wezwij gliny.
Już po tobie, typie.
Nie wyjdziemy bez wyjaśnień.
Nie wierzę, że zawiesili Sam na dwa tygodnie.
Wytknę im tę niekompetencję i polecą głowy.
Wyrzucili tę, która zaczęła.
Powinna siedzieć w Shawshank!
- Uspokój się. - Wszyscy są przeciwko nam!
- Nasz salon świeci pustkami. - Nie jest tak źle.
Owszem, jest.
Mamy zszarganą reputację.
„Dokopujemy konkurencji” źle brzmi,
gdy twój uczeń wykopuje rywala przez barierkę.
Przepraszam.
Jestem wkurzona.
Nie.
To ja przepraszam.
Ja nas w to wpakowałem.
Obiecuję, że nas z tego wyciągnę.
Chodźmy.
Proszę zająć miejsca.
Dziękuję za przybycie.
Rada szkoły ma na sercu bezpieczeństwo uczniów.
- Gdzie byli nauczyciele? - Rozumiemy pana.
Ale zgodnie z wytycznymi
nauczyciel nie może ingerować w bójkę uczniów.
- Jeden zaatakował dzieci! - Pan Stingray tu nie pracuje.
O ile wiemy,
ma dozór kuratorski i zakaz zbliżania się do dzieci.
A jeśli to się powtórzy?
Organizujemy akcję „Przytul, nie bij”.
- Podobną do tej przeciw narkotykom. - Będziecie przytulać dzieci?
Przytulałyby siebie nawzajem.
Pani Blatt chce powiedzieć, że zakazujemy karate.
Koniec taryfy ulgowej.
Nie musicie zabraniać nauki karate.
Nie ono stanowi problem.
W czasach szkoły byłem nękany i karate mnie uratowało.
Nie chrzań! To ty nękałeś innych.
Drodzy państwo…
usiłujemy właściwie zareagować na sytuację.
To dlaczego zawiesiliście naszą córkę za to,
że imitacja Freddy’ego Kruegera chciała ją pociąć?
Puszczała się z jej chłopakiem!
- Proszę… - Słucham?
Kto to powiedział? Sam nie wszczęła bójki.
Zejdź na ziemię, LaRusso.
To ty nauczyłeś ich, jak się bić.
Twój uczeń skrzywdził Diaza.
Takie są skutki.
Proszę się uspokoić.
Usiądźmy.
No dobrze.
Proszę o spokój.
Ty, blondas.
To zakażenie?
- Czołem. - Proszę.
Kogo mamy?
Same ćpuny…
Jasna cholera!
Gość z Applebee’s?
Masz coś do gównianych sieciowych restauracji?
Większość ludzi cieszy się z happy hour.
To twój synalek wypchnął tego chłopaka.
Niedaleko pada zgniłe jabłko.
Robby nie jest do mnie podobny.
- To dobry dzieciak. - Ścigany.
Tak?
To dlaczego tu jesteś i mlesz ozorem? Nie powinieneś go szukać?
- Jeden błąd nie przekreśla życia. - Powiedz to dzieciakowi, którego zabił.
Jak to zabił?
Coś się stało Miguelowi?
Lekarzem nie jestem.
Ale po dwóch tygodniach śpiączki człowiek zwykle się nie budzi.
LOKALNY MISTRZ KARATE WALCZY O ŻYCIE
- Cześć. - Idzie twardziel.
- Jak leci? - To nasz rok.
Dzień pierwszy, runda druga. Do dzieła.
Świeżynki na jedenastej.
Dziewczyny, pierwszy rok bywa ciężki.
Gdyby ktoś wam się naprzykrzał, mogę…
Zmoczyć łóżko i wpaść na witrynę?
Wiemy.
Grubo!
Cześć, Demetri.
Ktoś wie, kim jestem.
Ludzka kobieta!
Jesteś sławny.
Mówiłeś coś?
Obczaj mój podręcznik do angola.
Ciężki materiał.
Ochrona nie upilnuje twojego chudego tyłka.
Nie potrzebuję ochrony.
Wszystko w porządku?
Jesteśmy kumplami.
- Prawda, chłopaki? - Tak.
Nie powinniście iść na lekcje?
Tak, pani Blatt.
Naciągnęłaś gacie?
Co tu się stało?
Wracam z wakacji i w szkole rządzą frajerzy?
Bądź milsza. Połowa szkoły zna karate.
Aisha jest teraz królową suką?
Nie słyszałaś? Po bójce rodzice przenieśli ją do prywatnej szkoły.
Sprzedają dom.
Choć tyle dobrego.
Może dla ciebie. Żal mi Sam. Przyjaźniły się od dziecka.
Dzięki.
Jest.
Coś ty zrobił?
Spokojnie, Kapitan Marvel. Jestem po twojej stronie.
Muszę iść.
Muszę go znaleźć. Nazywa się Robby Keene.
K-E-E-N-E.
Może nie macie nazwiska.
Dobrze. Dziękuję.
- Strata czasu. - W szpitalach nic nie wiedzą?
Niestety. Podobnie w schroniskach.
Szefie i szefowo. Musicie coś zobaczyć na komputerze.
Bez obaw, tym razem to nie porno.
Dobrze, Louie. Zaraz przyjdziemy.
Że też go przyjęliśmy.
Nie przepadam za nim, ale odezwał się, gdy Sam ucierpiała.
Wiem, że nawalił, ale zależy mu na rodzinie.
Swoją drogą, kupiłem bajgle.
No comments yet. Be the first to leave one.