نخستین 200 خط.
Nie ma życia w paznokciach!
Nie ma życia w paznokciach?
- Benek, jak tym razem... - W dupie to mam!
Benek, prosimy cię do nas.
W paznokciach nie ma życia?
Bo ono jest gdzie indziej!
Jesteś zwolniony.
- Żyjesz? - Jeszcze tak.
Zjemy obiad w rocznicę, Chrystusku?
Nie będę wtedy głodny. I to nie moja rocznica.
Przestań myśleć, że zrobisz to co on.
Tatuś nasz!
Ha! Kurwa, chcesz, to sobie celebruj!
Tarasujesz przejazd!
Chcę przejechać.
Prze-je-chać!
Moknę!
Umiesz tańczyć?
- Nie. - Śmiać się?
- Nie pamiętam. - Żyć?
Tylko przez chwilę.
To idealnie.
Jedziemy?
- Dokąd? - Do ciebie?!
Tylko nie licz na seks.
I pamiętaj, że ja prowadzę, nawet kiedy nie trzymam kierownicy.
To gdzie w takim razie jest niebo?
Gdzie indziej.
- To zabierz mnie gdzie indziej. - Teraz?
Teraz.
Tylko najpierw zdjęcie z tego twojego piekła...
Fotografuję ludzi tylko komercyjnie.
Potraktuj mnie jak martwą naturę.
A coś oprócz samobójstwa cię interesuje?
Nic. Koniec, rozpad, spokój, przeźroczystość.
Lubię na to patrzeć.
Większość ludzi, których znam, jest co najmniej w połowie martwa.
Ty - tak w trzech czwartych. Na moje oko.
Jesteś idealny.
Poszłam z martwą bestią do łóżka, należy mi się nagroda.
- Wcale się nie napraszałem. - Wcale.
Zdjęcie. Proszę. Już.
Proszę, nie. Poważnie.
Dokąd?
Gdzie indziej. Ja stawiam.
Hej! Za szybko!
- To mój samochód! - Nie twój, tylko go używasz.
Mój. Raty płacę w terminie.
A co gdybym zaproponowała tobie i twojemu samochodowi
- wspólne samobójstwo? - Teraz?
Niekoniecznie. Dostosuję się do twojego kalendarza.
Konkretnie.
Upijam tchórza w sobie.
A po co?
- Tańczy pani? - Nie. Noszę żałobę.
- Po kim? - Po sobie.
Wiesz, że ja nigdy nie kąpałem się w morzu?
Ojciec miał mnie zabrać, ale nie zdążył.
Wspaniale.
Kiedy robisz coś nowego, dowiadujesz się czegoś o sobie.
Należy robić to codziennie,
bo życie nie jest takie długie, na jakie wygląda.
Kochaj!
- Kocham. Kochaj! - Kocham. Kochaj!
Kocham. Co tam?
- Kocham. Kochasz? - Kocham. Kto tam?
Kocham, szlocham.
Kocham cię za to, że jesteś kim jesteś
Nie muszę lepsza być przy tobie
Mogę być...
Tu zaczynamy!
...niedopracowaniem
Rozmyciem, plamą, niepogodzeniem
Tu zaczynamy!
Kocham twe ciało, które więzi cię
Kości i mięśnie, serce i krew
Tu kończymy.
W chorobie, zdrowiu przyjmuję je
Jak święty opłatek
Tu zaczynamy.
Ja nie...
Co "nie"?
Nie chcę umierać.
No i...?
Dla ciebie i piękna tej chwili się zmuszę.
Nie rozumiem tej obsesji czerni.
Przecież pogrzeby są smutne same w sobie.
A czerń ten smutek tylko pogłębia.
Mała czarna śmierć!
Masz?
Ładna.
A twoja?
Lena...
Chcę...
Muszę ci powiedzieć...
Zapytać... powiedzieć... A w gruncie rzeczy...
Wprawdzie przeżyliśmy tylko kilka szalonych dni, ale...
Chyba musisz ją teraz puścić.
Ale dlaczego nie szaleć do końca, co?
Mówię poważnie. Lena, weźmy ślub.
Nie słuchałeś mnie.
Lena, wyjdź za mnie.
Ty nic nie rozumiesz. Nie na to się ze mną umawiałeś.
Nigdy nie czułem, że chcę z kimś spędzić resztę życia.
Tej reszty za dużo nie zostało.
Ja nie mogę, a przede wszystkim...
nie chcę.
Mam kogoś.
Kogo?
Taki jakby... zwierzak.
Nie, nie... Nie mów mi.
On jest wielki.
Nieprzewidywalny.
- Czuję go głębiej. - To czego ode mnie chciałaś, co?
Ty jesteś bardziej męski.
Mam raka piersi.
Prawej. I lewej zresztą też.
Damy radę.
Nie "damy", tylko ja nie dam, bo nie zamierzam próbować.
I tak cię takiej nie zostawię.
Takiej nie możesz mnie mieć.
Ja natomiast zostawiam cię takiego, tu i teraz.
Kurwa mać!
Przybądź nam miłościwa pani, ku pomocy,
A wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy.
Chwała Ojcu, Synowi Jego Przedwiecznemu...
- Dobraliśmy się jak dwie połówki. - Ta, czuć jeszcze ten litr.
Ona ma raka. Naprawdę. Kumasz?
No ja wiem, śmiertelną chorobę.
Wkurzyłem się, bo mnie w to wciągnęła i nic o tym nie powiedziała.
- A pytałeś? - No nie.
Nie ma pytań, nie ma odpowiedzi.
Obiecała ci coś więcej niż kilka szalonych tygodni?
- No nie. - Właśnie.
To może przeżyj z nią tych kilka szalonych tygodni,
namów ją na ślub...
W tak krótkim małżeństwie może nie zdążycie się znienawidzić.
Benek!
Czemu?
Czemu się nie chcesz leczyć?
Mogą być?
No jasne.
Jak mi je wytną, nie zrobię kariery w showbizie.
Nie wiedziałem, że chcesz.
- Wyglądam na tchórza? - Nie.
No a jestem.
Cierpienie wymaga większej odwagi niż śmierć.
Z pewnego źródła to wiem, Benek.
To przeżyj ze mną tych kilka szalonych tygodni.
W tak krótkim małżeństwie nie zdążysz mnie znienawidzić.
Nie.
Proszę.
Nie.
Ja, Benedykt...
Ja, Benedykt...
biorę ciebie, Leno, za żonę
i ślubuję ci miłość,
wierność
i uczciwość małżeńską.
- Oraz, że cię nie obudzę... - Nie opuszczę...
"Nie obudzę".
...aż do śmierci.
Tak mi dopomóż...
Tak mi dopomóż,
Panie Boże wszechmogący, w Trójcy jedyny
i Wszyscy Święci.
Życzenia później.
Życie teraz!
- Szkoda jej, bo ładna. - A jej rodzice gdzie?
Nie biorą bezpośredniego udziału w jej życiu.
Ale wiedzą, że chora, że ślub?
Niech ksiądz tyle nie pyta.
Kościół to w końcu nie pytania, a odpowiedzi.
- Pan jest mężem? - Tak.
Gdzie są wyniki wcześniejszych badań?
- Nie wiem. - Ale leczyła się jakoś?
- Nie. Znaczy, nie wiem. - Kto jest lekarzem prowadzącym?
- Nikt. Nie wiem. - Nikt? Nie wiem? Nie ma?
Przecież ma raka!
To co teraz robimy?
Zostaniesz wdowcem z małą sierotką.
Laski będą piszczeć.
Brutal i niemowlę.
Tragicznie i młodo zmarła ona.
- Chcesz mieć dziecko? - A ty?
O co ja cię pytam? Przecież ty sam jesteś dzieckiem.
A dzieci nie powinny mieć dzieci.
Ciąża i chemioterapia nie idą w parze.
Aborcja i chemioterapia - to jakoś rokuje.
Rak? Chemia?
- Dziecko? - Tak.
Rak? Urodzić?
Niech pani weźmie chemię w pierwszym trymestrze. Samo zginie.
Bez leczenia dziewięć miesięcy pożyję?
Pani nie ma wyjścia!
Może się pani tylko leczyć i mieć nadzieję.
Tu nie ma takiego dylematu nawet.
Ciąża tylko przyspieszy rozwój nowotworu, którego się pani,
przez chwilę matko, nie leczyło.
A poza tym, matki nie powinny być martwe.
No comments yet. Be the first to leave one.