200 ensimmäistä riviä.
23.976
PAŹDZIERNIK
Nic, zupełnie nic.
Wyślij jeszcze raz.
Próbowałem już wszędzie od wybrzeża Sarasota po Everglades.
Zewsząd odbieram to samo.
Nie ma tu nikogo, a przynajmniej nikogo z radiem.
No dobrze, więc wylądujmy i spróbujemy przez megafon.
Wylądować?
Chwileczkę, tego nie było w umowie.
To największe miasto w obrębie 150 mil. Wykorzystamy każdą możliwość.
- Jezusie, Mario i święty Józefie. - Ląduj, John.
Wyląduję...
ale nie ruszę się z miejsca i zostawię włączony silnik.
Poza tym, jak pojawią się kłopoty, od razu startuję.
Jeśli nie będzie was na pokładzie,
będziecie mieli kiepskie popołudnie.
Wzywam kogokolwiek na tej częstotliwości.
Tu helikopter 4-0-Alfa.
Jeśli mnie ktoś słyszy, proszę o uwagę...
Czy ktoś tu jest?
Czy ktokolwiek tu jest?
Czy ktokolwiek tu jest?
MARTWY POCHÓD
DZIEŃ ŻYWYCH TRUPÓW
Możemy zabrać was w bezpieczne miejsce.
Odpowiedzcie, jeśli mnie słyszycie.
Zapomnij, Billy.
To miejsce jest wymarłe.
Teraz wzywa innych.
Posłuchaj...
Słychać to pomimo pracy silnika.
Jezusie, Mario i święty Józefie.
- Znalazłeś coś? - Jasne.
Nieruchomości na sprzedaż, po niewiarygodnie niskich cenach.
Trzeba zatankować maszynę, bo już latamy na oparach.
Zaczekajmy aż się ściemni.
Za dużo ich tu się kręci.
To zły pomysł odlatywać stąd z pustym bakiem.
Prawdopodobnie będziemy odlatywać stąd w pośpiechu.
To wtedy będziemy mieli cholernego pecha.
Zwracamy na siebie zbyt dużo uwagi.
Zrobimy to wieczorem, gdy nas nie widzą.
Wiedzą, że tu jesteśmy, nawet, jeśli nas nie widzą.
- Więc czemu mamy zostawiać pusty bak? - Ruch je wabi, a jest ich zbyt wielu.
Co dzień ich przybywa.
Jeśli przybędzie ich więcej, będziemy musieli kilku odstrzelić,
albo skryć się w budynku poza zasięgiem ich wzroku.
Mieszkałeś na przedmieściach, nie wiesz jak przeludnione było to miasto.
Miguel, chodź. Schodzimy na dół.
Miguel, co ja mogę zrobić?
Co?
- Pomogę ci... - Nie potrzebuję pomocy.
No już, daj mi to.
Wszystko w porządku. Jestem tylko zmęczony.
Jesteś załamany. Pomogę ci...
Załamany?
Wszyscy jesteśmy załamani, cały oddział jest załamany.
Wszyscy poza tobą.
Wiem, że jesteś silna, ale co z tego?
Silniejsza ode mnie i od wszystkich, ale co z tego?
Co z tego?
- To nowy grób. - To Major Cooper. Zmarł dziś rano.
I pozostało ich dwunastu.
To przez ten pogrzeb jest tu ich aż tylu.
A co ich tu przywiedzie jutro, pojutrze i następnego dnia, Saro?
Jest ich tam setki, tysiące...
Może nawet miliony!
Wyjdziesz na zewnątrz, a one zajdą cię od tyłu i odgryzą ci tyłek!
Pozostawanie tu, szaleństwo.
A masz lepszy pomysł, to z chęcią go wysłucham.
Mam. Jasne, że mam lepszy pomysł.
Zapakować się do śmigłowca, znaleźć jakąś bezludną wyspę
i spędzić resztę życia na wygrzewaniu się w słońcu.
- Co ty na to? - Mógłbyś tak zrobić, prawda?
Po tym co się stało, zrobiłbyś to bez zastanowienia?
Pewnie.
Zrobiłbym to nawet wtedy, gdyby nic się nie stało.
- Kolejna strata czasu, co? - Masz rację, człowieku.
- Co znaleźliście? - Nic.
Nic?
To jak daleko od wybrzeża szukaliście?
100 mil w każdą stronę.
Wskakuj, żołnierzu.
Musimy jeszcze przyprowadzić dwóch przygłupów. Ruszajmy
Jeszcze dwóch? Co tam Logan z nimi wyprawia?
Wskakuj, żołnierzu.
On nie śpi już dobę, nie możesz zabrać kogoś innego?
Kogo innego? Nie ma tu nikogo innego. Jesteśmy tutaj tylko my.
Nie możecie iść tam tyko we dwoje, to zbyt niebezpieczne.
Chryste...
Ja pójdę!
Co z twoim przyjacielem?
To nie ma znaczenia.
W porządku. Ruszajmy.
MAGAZYNY SEMINOLE
Dobra, załatwmy to.
Według zapisów, ostatni raz zabieraliście kogoś 15-ego.
- To przecież się nie zgadza. - Czasami zapominamy wpisywać.
Macie za każdym razem to wpisywać. To konieczne.
Czy to nie dociera do waszych zakutych łbów?
Skąd teraz mamy wiedzieć ilu ich tam zostało?
No dalej wy pieprzone przygłupy! Chodźcie tutaj!
Tu jesteśmy!
No dalej!
No dalej, przygłupy. Chodźcie, chodźcie.
Chodźcie, rybie mózgi! Co się z wami dzieje?
Boją się, czy co?
Wiedzą co z nimi zrobi Frankensztain jak ich dopadnie.
Jeśli masz rację, Rickles...
to znaczy, że oni się uczą.
Oni rzeczywiście się uczą.
Chodźcie!
Chodźcie i zobaczcie, co dla was mam.
Chodźcie fiuty! Macie tu wspaniały kąsek!
Chodźcie i go sobie weźcie!
Chodźcie i weźcie sobie kęsa!
Tak jest, wystaw go i nim pomachaj, to je na pewno zwabi.
Jasne, bo to największy kawał mięcha w tej jaskini.
Tylko nie chcę podniecić tej damy, bo jej chłopak jest w pobliżu.
Nie jesteś w stanie mnie tym podniecić, Steel,
no chyba, że jako antropologa.
- Co to do diabła miało znaczyć? - To, że jesteś jaskiniowcem, dupku.
Stałeś się człowiekiem pierwotnym, bo za dużo czasu spędzasz pod ziemią.
Ale nie martw się, Steel,
wszyscy ludzie pierwotni mają duże maczugi.
No dobra, przygłupy! Chodźcie tutaj, szumowiny!
Wasz stary kumpel Steel chce się z wami widzieć.
- Cholera. - Wejdę tam.
Nie dasz rady. Nie martw się, będę uważał na twojego chłoptasia.
Jak to nie dam rady. Robiłam to już wiele razy.
Nie chcę cię tutaj. Podaj tyczkę, bo tu podchodzą.
Na miłość Boską, on jest wykończony, spójrz na niego.
Podaj tyczkę. Daj tą przeklętą tyczkę!
Podchodzą! No już!
Przygłupy.
Kupa gówna.
Wy przygłupy, chodźcie, to skopie wam tyłki!
Chodźcie szumowiny.
Zaczepiłeś ją?
Zaczepiaj.
Fajny kapelusz, dupku.
Chodź! Zabierz stąd tego drugiego!
Steel, Steel!
Załatw ją!
Jezu.
Dobra, dobra. Mamy ją.
No dalej. Chodź tu.
O mały włos zabiłbyś Ricklesa.
Tak, o mały włos zabiłbyś Ricklesa.
Puść go, Steel.
To on powinien, tam wejść zamiast niego.
Steel, przestań!
Zostaw go, ty sukinsynu!
Zostaw go, do cholery, albo odstrzelę ci jaja.
Zamknijcie się przygłupy.
Mam nadzieję, że potną was na kawałeczki.
Chodź, Rickles, zabieramy się stąd.
Mam nadzieję, że tu zdechniecie!
Pieprzcie się!
Nie pozwolę ci, żebyś mnie tu czymś szprycowała.
Potrzebujesz środka uspakajającego.
Twoje zachowanie jest niebezpieczne.
Ja po prostu próbuję ci pomóc, Miguel.
Nie potrzebuję pomocy ani od ciebie, ani od nikogo innego.
Sprawiłaś, że wyszedłem tam na dupka.
Przez ciebie czuję się jak gówniarz.
Trzymaj się z tym z daleka ode mnie, Sara.
Trzymaj się z daleka.
Ty suko.
Musimy tu mieć sterylne warunki.
Bez tego, połowa naszej roboty idzie na marne.
Musisz sobie radzić z tym, co masz, Fisher.
Ale to szaleństwo!
- Czy nie możesz tego zrozumieć? - Wiem jedno!
Ty i twoi ludzie...
szybko tracicie tutaj przyjaciół.
Posłuchaj...
- Major Cooper obiecał mi... - Major Cooper nie żyje.
Ja tu teraz dowodzę i mówię ci,
radź sobie z tym, co masz
i lepiej niech to zacznie przynosić efekty,
bo niedługo i tego ci zabraknie.
Nie ma mowy o efektach, bez odpowiednich warunków pracy!
Sytuacja jest krytyczna. Potrzebujemy siebie na wzajem.
- Nie możemy się po prostu dogadać? - Ja widzę to inaczej, paniusiu.
Wy potrzebujecie nas, ale nie jestem pewien czy my potrzebujemy was.
Racja.
Nawet nie wiem, co wy, do diabła, tam w ogóle robicie...
i czemu, do diabła, mają za to ryzykować swoje tyłki moi ludzie.
Możliwe, że gdybyśmy współpracowali,
pańscy ludzie nie musieliby ryzykować swoich tyłków aż tak często.
Miguel Salazar jest w kiepskim stanie.
Co ty nie powiesz?
Chciałabym, żeby zwolniono go ze służby do czasu poprawy jego stanu.
Nic z tego.
Jest na krawędzi załamania i zmienia się w galaretkę.
Galaretkę?
To tak właśnie naukowcy nazywają operetkę...
Miguel jest naprawdę w ciężkim stanie.
No comments yet. Be the first to leave one.