Ang unang 200 linya.
- Kurde! - Tedy, chodz.
Emilie.
Cofnijcie sie!
Cédric! Mounir!
Prosze sie cofnac. Zrobcie im miejsce.
Juz dobrze, Emilie.
Uspokoj sie. Spokojnie.
To ja, Malik.
Spokojnie. Cédric, pomoz mi z nia!
Juz dobrze. Oddychaj.
Wlasnie, oddychaj.
A teraz wstajemy. Na "trzy", dobrze?
Wstajemy, w porzadku? Chodz.
Posluchaj. Juz jestesmy.
Dobrze. Spojrz, jedzie Sadio.
Juz jest. Chodz, Emilie.
Nie. Chodz.
Wskutek falszywego alarmu moga nastapic opoznienia na liniach...
- Jak tam, Joseph? - Szarpnalem niechcacy za hamulec.
- Wiem. Nic ci nie zrobili? - Jestem niewinny.
Alez wiem. Nie przejmuj sie.
Pojdziesz ze mna? Tylko cicho.
- Prosze pana? - Tak, slucham?
Chwileczke. Ustalilismy, ze to nie pierwszy raz.
Juz tak kiedys zrobiles?
Nie przypominam sobie. Ale spokojnie, juz go przypilnuje.
Wolno mu jezdzic samemu?
Staramy sie wlasnie przyuczyc go do jazdy pociagami, zeby...
Zdaje pan sobie sprawe, ze to godziny szczytu?
Tak, wiem o tym. Bardzo panow przepraszam.
Stawial opor. Czterech nie dawalo mu rady.
Chcial mnie pogryzc.
Nie wierze wlasnym uszom.
- Chciales ugryzc tego pana? - Jestem niewinny.
Wiem o tym. On nie jest brutalnym chlopakiem.
- Ale wolno bic mame? - Nie, skad.
Lubi sobie tak zartowac.
Robi to specjalnie, zeby bylo mi niezrecznie.
To my juz pojdziemy. Dziekujemy panom.
Jeszcze jedno. Na ktorej stacji zahamowal?
Na moscie, w polowie drogi do Kennedy.
Dziekuje. Milego dnia.
W polowie drogi, brawo. Teraz byle do Kennedy.
- Coraz blizej. - Zgadza sie.
Jestem z ciebie dumny. Damy rade?
- Tak. - Jasne, ze tak. Zmykajmy stad.
- Pokazesz skarpetki? - Nie.
A moge ci sie oprzec na ramieniu?
- Wolno mi bic mame? - Nie, nie wolno.
- Nie bic mamy! - Wlasnie.
NADZWYCZAJNI
- Sa w paski? - Co?
Skarpetki.
Wysiadamy.
Pociagnalem niechcacy za hamulec.
- Tak, slyszalam. - Coraz blizej.
Po drodze, posrodku mostu.
Wejdziesz na kawe?
Dziekuje, Hélène, nie wyrobie sie.
No chodz. Na chwilke.
Naprawde na chwilke.
NIE BIJ MAMY, BO BRUNO SIE OBRAZI
Oglada w kolko stare reklamy. To go uspokaja.
Zrobilam placek z ananasem, taki jak lubisz.
Bardzo dziekuje. Nie trzeba bylo.
Prosze, wez sobie.
Hélène, naprawde nie powinnas...
Ale skoro to ananasowy...
"Praktyczna, niedroga, solidna"!
Dzieki. Musze leciec.
Zdejmij buty.
- Po co je chowam? - zeby nie ukradli.
- A jak ukradna? - Wrocisz boso.
Ktos tu nie moze sie doczekac. Nakreciles sie.
Zaraz wloze swoje i pojedziemy.
Nie za ciasno? Dobrze?
Matthieu, patrz tutaj.
Cédric? Uwazaj.
Nigdy nie tul tak lyzwy. Wbije ci ja, jesli wierzgnie.
Tak nie wolno. Garance. Nie bij mnie.
Wkladaj lyzwy.
- Spozniony. - Trudno tu dojechac.
Spozniasz sie juz drugi raz. Trzeciego nie bedzie, jasne?
Jasne.
- Jaki nosisz rozmiar? - Co?
Rozmiar buta.
Nie wiem, chyba 43.
Chyba 43.
Sadio! Wez dla Dylana pare 43-ek, co?
No co ty. Nie przyszedlem jezdzic na lyzwach.
A co sie robi na lodzie? Kreci hula hop?
Jesli chcesz prace, to wkladaj lyzwy. Inaczej nie marnuj mojego czasu.
Jazda. Ruszamy!
Na lodowisko!
Jest u nas od pol roku.
Wyrzucili go z szesciu zakladow.
Dobrze mu szlo, az uderzyl dwie pielegniarki.
- Jaka diagnoza? - Ciezka odmiana autyzmu.
- Rodzice? - Rozwiedzeni.
Matka w szpitalu. Ojciec odchodzi od zmyslow.
Bardzo zlozona sytuacja.
Dzien dobry.
Valentin?
Czesc.
Jestem Bruno.
Podasz mi reke?
Valentin?
Nie chcialbys wstac? Moze sie przejdziemy?
Nie podoba mi sie ten ochraniacz.
Trudno w to uwierzyc, ale mu pomaga.
Gdy Valentin sie bije, robi to z calej sily.
Robil sobie krzywde nawet, gdy caly czas byl skrepowany.
Musi wychodzic chociaz raz w tygodniu.
Nie moze u nas zostac. W ten sposob znow sie w sobie zamknie.
- Cos wymysle. - Nie watpie.
Nie, Matéo Laprade jest nieletni. Byl w IME. ARS nic do tego.
Zalatwimy to przez ASE.
Witaj, Menachemie.
Dobra. Poprosze MDPH o dokumenty i jeszcze sie odezwe.
Dzieki.
Panie Haroche, to pani Diabaté. Wlasnie przyjelismy jej syna, Ibrahima.
Jak sie pani ma? Wszystko sie udalo?
- Udalo. - Ciesze sie.
- Lece na gore. - Jasne.
- Czesc, Mendel. - Witaj, Bruno.
- Z Ibrahimem wszystko dobrze? - Tak jest.
- Fabrice, moge na slowko? - Jasne.
Co to za dwojka?
Inspektorzy.
- No tak, to dzis. - Wlasnie.
- Dasz rade? - Bez problemu.
Dzien dobry.
Robicie szarlotke?
Jak sie masz, Salimato? Dobrze?
Nie przeslodzcie. Wyjdzie przepyszna.
- Dzien dobry. - Czesc.
- Witaj, Mendi. - Czesc, Bruno.
- Bruno? - Tak?
Obdzwonilam wszystkich, ale nikt nie ma czasu jezdzic do szpitala.
- Na pewno? - Szukalam dwie godziny.
Moze spytajmy Malika?
- Zadzwonie. - Jak tam Joseph?
Posrodku mostu.
- Coraz blizej. - Tez mu mowilem.
Tak? Dzien dobry, pani Engel.
Nie... Obiecalem, ze cos wymysle.
Dam pani znac, dobrze?
Co sie stalo?
Zachlapal sie. Pan Fratti czeka w gabinecie.
- To dzisiaj? - Sprawdz w kalendarzu.
Masz tam wypisane wszystkie spotkania.
- Wiem... - Zaloguj sie na komorce.
Zajrzyj do kalendarza i zobaczysz: "11:00, spotkanie z panem Frattim".
- Trzeba czytac te notki. - Tak, tak.
Jak Fratti, w humorze?
Po tylu kawach? Jak myslisz?
Nie spiesz sie, nie czekalem od godziny.
- Moze kawki? - Nie zartuj sobie. Siadaj.
Odloz to i posluchaj.
Rano przyszla inspekcja.
Nie denerwuj sie.
"Nie denerwuj sie". Co to znaczy?
zebys sie uspokoil.
Zostana, powesza pare dni, a potem sie odczepia, jak zawsze.
Nie ci!
Albercie, nie krzycz, bo wychodze.
Troche spokojniej, prosze.
Nie ci.
Ci sie nie patyczkuja. To inna liga, kolego.
Elitarni rzadowi urzednicy, przyslani prosto z ministerstwa.
Mowie dosc spokojnie?
Pewnie. Wole, gdy nie krzyczysz i sie nie ciskasz.
swietnie, bo w duchu wychodze z siebie. Slyszales o IGAS?
Generalny Inspektorat Opieki Spolecznej.
"Inspektorzy orzekaja, czy organizacje dzialaja przepisowo,
czy tez nalezy rozwazyc alternatywy". Alternatywy.
Rozumiesz?
Mam ci wytlumaczyc? Alternatywa to zamkniecie.
Dobiora sie do ciebie. Mowilem, ze bierzesz za duzo dzieci.
Spojrz na wydatki. Nie zaplacimy nawet podatkow.
Jest za duzo wychowankow. To nas przerasta.
Doigralismy sie. IGAS nas zalatwi.
Zrozum, Bruno. Nie groze ci.
Bede tu dalej ksiegowym, ale zrob dla mnie jedno. Jedna rzecz.
Przestan wszystkim powtarzac, ze "cos wymyslisz".
Na poczatek.
Co cie sprowadza? Nie masz zajec muzycznych?
- Ibou, chodz do mnie. - Zaniose go.
Albert, rozumiem cie doskonale. Cos sie...
Znajdziemy jakis... No wiesz.
Idealna postawa, Cédric. Tak trzymaj.
- Dzieki. - W sam raz.
Nie ma co, mamy tu prawdziwa lyzwiarke!
Dobrze, zaczynasz lapac.
Za spoznienie robisz dwa kolka.
Co za lekkosc, styl i elegancja. Jestem pod wrazeniem.
- Serio? - Pewnie, ze tak.
Tylko szpagatu nie umiem zrobic.
Czytales wiadomosc? Kto moglby wychodzic z tym chlopakiem?
Mam jednego zielonego, co nie przeszedl chrztu.
No comments yet. Be the first to leave one.