Hustle

Hustle

Polish उपशीर्षक डाउनलोड करें

रिलीज़ जानकारी

Hustle 1975 1080p WEBRip DD2 0 x264-SEV
टिप्पणी द्वारा Chromeman

टैग

webrip
web
x264
BRip
1080
प्रकाशित: 2017-09-26
डाउनलोड: 13
श्रवण बाधित: No

Polish उपशीर्षक पूर्वावलोकन

पहली 200 पंक्तियाँ।

A teraz dla wszystkich wielbicieli filadelfijskiego rocka...

- Siadaj, David! Ty te¿, Brad! - Ale proszê pana!

Jeœli nie usi¹dziecie, mo¿ecie zapomnieæ o hot dogach.

Czy wszyscy siedz¹? Czy wszyscy zapiêli pasy?

- Tak! - Kim jesteœmy?

Weekendowym obozem Franklina!

S³yszê chyba garstkê dziewcz¹t. Kim jesteœmy?

Weekendowym obozem Franklina!

- Teraz lepiej. Proszê o "F". - "F"!

- Teraz R-A-N. - R-A-N!

- Teraz "K". - "K"!

- I jeszcze L-I-N. - L-I-N!

Tak literujemy, a tak wykrzykujemy.

- Franklin! - Tak!

A teraz b¹dŸcie cicho, a¿ dojedziemy do pla¿y,

bo chcê pos³uchaæ muzyki.

Zrzucajcie ciuchy!

Kto rozbierze siê ostatni, nie dostanie zimnego napoju.

Za godzinê spotykamy siê na lunchu. Nie oddalajcie siê za bardzo.

ChodŸmy!

Kto jest ostatni? Ty bêdziesz ostatni.

Ruszajcie siê!

Niech pan przyjdzie, ktoœ tu le¿y!

Mogê prosiæ o szklankê mleka?

Dlaczego zawsze jesteœ po tym spragniony?

Nie wiem. Tak po prostu jest.

- Nie jesteœ bardzo spragniony. - Masz racjê. Nie jestem.

To by³o niesamowite.

Bardzo profesjonalne, ale niesamowite.

To profesja stara jak œwiat. Starsza od twojej.

Ale ty masz to wszystko za darmo.

Bingo.

Wiesz co? Ka¿de zaci¹gniêcie siê skraca ¿ycie o 7 minut.

Zrobiê kawê.

Daj spokój, cz³owieku. Jest niedziela. Co?

Dobrze, na razie. Tak, w porz¹dku.

£adny dzieñ.

Dziêkujê.

Jak wypijemy kawê, zrobiê œniadanie.

Muszê lecieæ. Dzwonili z komisariatu.

W niedzielê?

Tak.

- To mia³a byæ moja niedziela. - Nasza.

ZnaleŸli martw¹ dziewczynê na pla¿y.

W nowej dzielnicy. Chc¹ unikn¹æ rozg³osu.

Jakiego rozg³osu?

Martwa dziewczyna na pla¿y oznacza rozg³os.

Dok¹d chcia³eœ mnie dzisiaj zabraæ?

- Co za ró¿nica? - Odwo³a³am wszystkie spotkania.

Bêd¹ musia³y im wystarczyæ pisemka z panienkami.

Chcia³abym wiedzieæ, co zaplanowa³eœ.

Chcia³em ciê zabraæ na mecz.

Chcia³em, ¿ebyœ w³o¿y³a te bia³e, obcis³e spodnie i seksown¹ bluzkê.

A potem przesz³a parê razy miêdzy rzêdami tam i z powrotem.

Patrzy³bym na tych wpatrzonych w ciebie facetów i powiedzia³ do siebie:

"Frajerzy, ona jest na sprzeda¿".

Jak wszyscy w Coliseum.

Bingo.

Zabierz mnie do Cannes, Phil.

Bêdziemy siedzieæ na tarasie hotelu Majestic i popijaæ Campari.

Chcia³abym st¹d uciec.

Tak.

Potem pojedziemy do Rzymu.

Staniemy u szczytu Schodów Hiszpañskich.

Noc¹ czuæ tam zapach...

Afryki.

Tak. Zapach Afryki.

I czerwonych murów.

Cholernych, czerwonych murów.

Dobrze, pojedziemy do Rzymu.

Tak, pojedziemy.

Naprawdê?

Naprawdê.

Ju¿ wkrótce.

Zadzwoniê do ciebie.

VIKINGS NA LINll 11 JARDÓW PIERWSZA PRÓBA

Proszê o uwagê. Pan Martin Hollinger...

jest proszony o zg³oszenie siê w biurze Coliseum.

Pan Martin Hollinger jest proszony do biura Coliseum.

Pan Martin Hollinger jest proszony o zg³oszenie siê w biurze,

które znajduje siê pod perystylem na wschodnim krañcu Coliseum.

przy linii bocznej, ale nie uderzy³ go.

Koñcowy wynik: San Francisco 27, Atlanta zero.

Koñcowy wynik: Denver 20, Oakland 17.

Dziewi¹te zwyciêstwo z rzêdu dru¿yny Raiders...

Sier¿ancie Mendez, proszê siê zg³osiæ do oficera dy¿urnego.

Oficerze Hallman, pani Walinsky...

czeka na pana w poczekalni.

Wróci³am z koœcio³a. Przed domem czeka³ radiowóz.

Pytali o ciebie. Powiedzia³am, ¿e jesteœ na meczu.

Mo¿e to pomy³ka. Oni ci¹gle siê myl¹.

Na pla¿y znaleziono nastolatkê.

Martw¹.

Maj¹ powody s¹dziæ, ¿e to Gloria.

- Jakie powody? - Nie powiedzieli.

Nie powiedzia³, dlaczego uwa¿a, ¿e to Gloria?

Nie.

Panie Hollinger?

jedyne przy³o¿enie w drugiej po³owie zdobyte przez Rams...

z Garrettem...

- Pan Hollinger? - Tak.

Porucznik Gaines. Jesteœmy gotowi do identyfikacji.

Sk¹d wiecie, ¿e to moja córka?

Nie jesteœmy pewni i dlatego jest pan tutaj.

Nie ma sensu, by oboje pañstwo szli.

Nie wolno tam paliæ.

- Bzdura. - Proszê, Marty.

Jeœli chce pan paliæ, niech pan pali. Proszê têdy.

Harold Jackson na lewo, Snow na prawo. Z ty³u...

Cappelletti i McCutcheon biegn¹...

na lew¹ stronê, podwójne krycie.

Harris ma mnóstwo czasu na rzut...

Panie Hollinger,

- to mój partner, sier¿ant Belgrave. - Proszê têdy.

Wymarzony sposób na spêdzenie niedzielnego popo³udnia.

Jak sobie radzi Harris?

W pierwszej po³owie rzuci³ trzy czy cztery razy.

Ale trener wymaga³ niestworzonych rzeczy.

Powtarza siê historia Allena i Gabriela.

Jak im idzie w drugiej po³owie?

Jeœli nie zabraknie czasu, maj¹ szansê.

Harris nie jest z³y jak na czarnego rozgrywaj¹cego.

na linii 46 jardów, po pierwszej próbie...

Fatalnie!

gra z pêkniêtym ¿ebrem...

- Jaki wynik, Chick? - Wci¹¿ 17 do 13, ale goni¹ ich.

wchodzi za niego Amos Martin.

Sto osiemdziesi¹t trzy.

- Jeden, osiem, trzy. - Tak, 183.

Panie Hollinger, czy to pañska córka?

Porucznik zapyta³, czy to pañska córka.

Ty cholerny sukinsynu.

Ty ³ajdaku!

£ap go, trzymaj!

- Cholera jasna! - Wykrêæ mu rêkê.

- Skuæ go? - Nie, puœæ go.

- Co? - PuϾ go.

Mogliœcie j¹ zakryæ.

Mogliœcie j¹ zakryæ, ³ajdaki.

Schowaj cia³o, Chuck.

Niech pan idzie! Powinniœmy go oskar¿yæ.

- O co? - Atak na policjê.

ZAKAZ PALENIA

- Powinniœcie j¹ byli zakryæ. - Powinniœmy pana oskar¿yæ.

Louis, czy móg³byœ pójœæ na górê...

i przyprowadziæ tu pani¹ Hollinger?

Stukniêty sukinsyn.

Proszê. Œmia³o.

Panie Hollinger, nie ja wymyœli³em te procedury. Nie ja.

Ma pan racjê. Powinniœmy byli j¹ zakryæ.

- Dlaczego zabi³eœ te dzieciaki? - Nic nie zrobi³em.

Ty ¿a³osny wyp³oszu, dlaczego zabi³eœ tych staruszków?

Jeszcze nie skoñczyliœmy, Freddy.

- Zapamiêtaj sobie. - Nie zrobi³em tego.

Potniemy ciê na ma³e kawa³ki i rozrzucimy je w ca³ym mieœcie!

To by³y jeszcze dzieci, sukinsynu!

Zrobimy z ciebie karmê dla psów, bia³asie.

Rozumiesz, Freddy? Najpierw palce, potem rêce...

Wystarczy! Koniec zabawy.

Nie wtr¹caj siê, Phil.

Charley, zabierz go na dó³ i daj mu coœ do jedzenia.

Niech siê wyk¹pie, a potem wypuœæ go lub postaw mu zarzuty.

Ty sukinsynu!

Zabierz go st¹d, Charley!

Ruszaj siê!

ChodŸmy do mojego gabinetu. Musimy pogadaæ.

- Bzdura, pogadajmy tutaj! - Pogadamy w moim gabinecie!

Znêcasz siê...

nad tym biedakiem od dwóch tygodni...

na podstawie donosu jakiegoœ æpuna. Koniec z tym. Daj mu spokój.

B¹dŸ ze mn¹ szczery, poruczniku.

Coœ ciê ³¹czy z tym albinosem, coœ osobistego, tak?

Nie.

Nic. Absolutnie nic.

Dobrze. O której jutro?

30 w kostnicy.

- Coœ jeszcze? - Tak.

Nie uwa¿asz, ¿e powinniœmy okazaæ nieco wspó³czucia...

cz³owiekowi, który patrzy na œwiat...

przekrwionymi oczami?

Popracujê nad tym.

Nie cierpiê jeœæ œniadañ ze zrzêdami.

Na szczêœcie nie same albinosy chodz¹ po tym œwiecie.

- Wymeldowujesz siê? - Tak.

Czemu nikogo nie bzykasz, Nick?

Ju¿ siê nabzyka³em.

- Z facetami czy kobietami? - Ró¿nie bywa³o.

Mam coœ, co mo¿e ciê zainteresowaæ.

Tak?

Jerry Bellamy.

- Jezu Chryste. - Tak.

Piêæ lat temu za³atwi³em mu dwa do¿ywotnie wyroki.

Tak, ale zosta³ zwolniony. "Pe³na rehabilitacja".

Po po³udniu poci¹³ 40-letni¹ kobietê w jej domu...

w Mulholland.

- Namierzy³eœ go? - Wiadomo tylko, ¿e gdzieœ tam jest.

Wspaniale.

Oficerze Ingersol, oficer dy¿urny chce siê z panem widzieæ.

- Halo. - Witam pani¹.

Czeœæ. Jestem g³odna. Gdzie jesteœ?

टिप्पणियाँ

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left