Ranczo

Ranczo

Unduh Subtitle Polish

Musim 10

Informasi rilis

Ranczo S10 PL 1080p NF WEB-DL DDP5 1 x264 PACK-PSiG
Komentar oleh fluffytoy
retail subs

Tag

Web-DL
web-dl
web
WEB-DL
x264
1080
Diterbitkan pada: 2021-02-05
Unduhan: 24
Tuna Rungu: No

Pratinjau subtitle Polish

200 baris pertama.

Ty, nie przemęczasz się za bardzo?

- I co, już nigdy nic nie będziesz robił? - A po co?

O rany, faktycznie. Po co? Żona wyjechała na parę miesięcy i życie straciło sens.

Na dłużej niż na parę miesięcy. Może na dużo dłużej.

Ale w każdym razie nikt nie umarł, nie? A ty jakbyś w żałobie był.

Ty się widziałeś w ogóle w lustrze ostatnio?

Normalnie jak portret frustracji i marazmu wyglądasz.

Słyszałeś? „Frustracji i marazmu”.

I po to się dzieci na studia wysyła.

Żeby więcej wyrazów znały, jak chcą ubliżyć.

No jasne, biedny, strasznie skrzywdzony Kusy.

- Rozmawiałeś z Lucy wczoraj? - Nie.

Nie stać mnie, żeby codziennie do Stanów dzwonić.

No to już cię stać.

Skype'a ci założyłam.

Teraz możesz za darmo rozmawiać i jeszcze będziecie się widzieć.

Ja tego nie umiem obsługiwać.

Dlatego zaraz się nauczysz, bo to bardzo proste.

Pójdę do kuchni i zrobimy próbę. Jak zadzwoni,

to naciśnij tylko ten klawisz.

Tyle dasz radę?

Oj, na pewno dasz. Jesteś dużym chłopcem.

Te kobiety wszystkie, bracie, to…

Jedna udręka po prostu. Tak, tak.

Szczęść Boże.

Przepraszam księdza biskupa, ale ja muszę na chwileczkę.

No dobrze, skoro pani musi, proszę.

- Niech mnie Eminencja pobłogosławi. - Ale na jaką okoliczność?

Tej mojej pracy w urzędzie gminy nieszczęsnej.

Nieszczęsnej? Pani wiele zrobiła, żeby tę pracę zdobyć.

Niektórzy mówią, że za wiele.

Tylko tyle, co trzeba w kampanii wyborczej,

żeby wygrać, nic więcej.

Wszyscy tak robią.

Wszyscy? To ma być usprawiedliwienie?

A jakby wszyscy mordowali, żeby wygrać, to też by dobrze było?

Jak ktoś wybory wygrywa,

to znaczy, że więcej od przeciwnika nagrzeszył.

Natychmiast do spowiedzi powinien iść

i ciężką pokutę odprawić.

No, może i prawda.

Święta prawda.

Pójdę do spowiedzi. Moja wina, moja bardzo wielka wina.

Ale teraz niech biskup pobłogosławi. Dla dobra gminy.

Pani dopiero kilka dni pracuje.

- Co panią tak przypiliło? - Długo by gadać, a tam mąż czeka.

Błagam, niech mnie eminencja pobłogosławi,

bo bez boskiej pomocy ani rusz.

Jak trwoga, to do Boga. Szkoda, że tylko wtedy.

No dobrze, niech pani klęknie porządnie.

O, cześć, mamo.

Co masz?

Tobie, córcia, powiem.

- Licencjat zrobiłam. - O! Super. Pokaż.

Na piątkę! Brawo, mama!

Ano, Panu Bogu dziękować, udało się.

Ale nikomu nie rozpowiadaj,

bo z tym licencjatem to jak z wygraną w totolotka.

Radość wielka, ale pochwalić się strach.

No co ty, na to sama sobie ciężko zapracowałaś.

Może i zapracowałam,

ale ty nie rozpowiadaj.

Bo jakby nas ludzie znowu mieli wziąć na języki, to…

ja już bym tego nie wytrzymała.

Co?

Boję się.

Już tydzień do pracy chodzisz i ciągle jeszcze w panice?

A ty myślisz, że ja przez tydzień zmądrzałam?

Gdzie ty głowę miałeś,

jak się zgadzałeś, żebym kandydowała na wójta?!

Przecież ja się na tym nie znam.

- To ty sama chciałaś. - Bo głupia byłam.

A ty mogłeś mnie uprzedzić.

Pism nie znam, przepisów nie rozumiem…

Andrzej…

Ja chcę do mojego sklepu.

Jak mnie tam dobrze było.

Co za diabeł mnie podkusił, żeby to wszystko rzucić?

Wiesz, ja mam to spotkanie w Lublinie…

Jasne.

To ja z nerwów zawału albo innego wylewu dostanę,

a dla niego spotkanie ważniejsze!

Wsparcie od męża!

Krysiu!

No! Widzisz, jakie proste?

Tylko laptopa tak przestaw, żebym ciebie widziała.

- Wystarczy, że ja cię widzę. - Skup się.

Przestaw laptopa.

O!

O matko. To ja tak wyglądam?

Reszta jest jeszcze gorsza.

Przecież to paranoja jakaś.

Co ty robisz?!

Ja z pokolenia radia jestem, a nie telewizora.

Dla mnie ważne jest, co się mówi, a nie jak się wygląda.

Zapuściłeś się, głupio ci, więc ideologię do tego dorabiasz.

I dobrze. Jak to się wyłącza?

Weź się nie wyłączaj…!

Od razu lepiej.

Nie… No przecież ja się zabiję!

Dudę i Lodzię do mnie! Natychmiast!

- A wy co? - To, żeby twoje święto uczcić.

Nawet mama nie wie, jak jesteśmy z mamy dumni.

Jakie dobre dzieci trafiły mi się, żeby tak ładnie matkę uszanować.

I że dumne jeszcze…

No! To mamy!

Zostaw ten kieliszek, Jasiek! Bo ci łapa uschnie zaraz!

18 lat skończył, żeby próbować?

Mama, łyczek tylko. Z takiej okazji…

Jego ojciec też od łyczka zaczął i do tej pory nie przestał!

Co znowu ojciec?

Tysiąc podpisów poparcia mamy.

A to tylko tysiąc na kandydata na prezydenta wystarczy?

Tylko do zgłoszenia do komitetu wyborczego.

Potem jeszcze sto tysięcy musimy zebrać.

Zgodę na kandydowanie prezes musi podpisać.

- Ale… - Przepraszam, już.

Proszę bardzo.

Oj, orzesz mną, Czerepach.

Wyrażenie zgody na utworzenie komitetu wyborczego.

Pełnomocnik wyborczy – to ja, pełnomocnik finansowy – to ja…

O. I jeszcze to.

- A to co znowu? - Oświadczenie lustracyjne.

Że co?

Czy do UB, czy innych służb tam prezes nie donosił.

- Albo że donosił. - Ty uważaj lepiej na słowa.

Pewnie, że nie donosił.

Ważne, że tam czegoś śmierdzącego w papierach na prezesa nie ma.

A mnie skąd wiedzieć, czy nie ma?

No… Skoro prezes nie donosił…

A pamiętasz, ile to się wtedy służbowo piło?

I z kim?

Z każdym praktycznie.

- Znaczy ze zwierzchnictwa. - No właśnie.

To skąd gwarancja, że jakaś menda notatek nie robiła

i w papiery potem tego nie wpięła, i mnie tam jako informatora…?

Co się głupio patrzysz? Ja się tylko teoretycznie zastanawiam.

- Na pewno? - Czerepach!

No… bo jeżeli teoretycznie, to wykluczyć nie można.

No właśnie.

Jak mi tam co znajdą i w kampanii odwalą,

to po nas, Czerepach, tylko lej w ziemi zostanie.

Cholera jasna.

Może tak być.

- Na cześć mamy, bo licencjat ma. - I jesteśmy z mamy dumni.

Tu dla ojca też nalane, oczywiście.

- O! Bąbelki. - No! Zdrowie mamy.

A jemu czego nie dali?

- Zabrakło? - Nie, nie zabrakło.

- Za młody na picie. - Tego?

Jak tak, to ojcu dolej.

No to zdrowie matki!

No to miło było, dziękuję wszystkim serdecznie,

ale robota czeka. Zbierajcie szkło, dzieciaczki.

Drugiej nie ma?

No co, tata, jedna tylko, tak symbolicznie.

To ja idę.

Nawet spokojnie to przyjął, nie?

Bo nie zrozumiał, o co się rozchodzi.

I lepiej, żeby tak zostało.

- Tak dłużej nie może być! - Bo?

Nowa jestem, a wy co mi robicie? Co to ma być?!

Znaczy… Dokumenty do podpisu.

A skąd mam wiedzieć, co podpisać?

Chcecie, żebym się na czymś wyłożyła?

Ależ skąd.

I gdzie jakieś przepisy są, ustawy? Biurko puste jest.

Na półce z tyłu, jak zwykle.

No, no. Ta Lucy to niby taka święta, a tu proszę.

A to… To po wójcie Koźle jeszcze.

Taka przechodnia pamiątka. Lucy zostawiła, bo to nie jej.

- Tak? - Ale do użytku, oczywiście.

Są takie chwile, że bez tego na urzędzie człowiek nie wytrzyma.

A Lucy wytrzymywała?

Znaczy…

Na początku jej urzędowania butelka była pełna,

wydaje mi się.

Pół butelki przez całą kadencję.

Święta kobieta.

No nic. Siadać i każde pismo mi tu po kolei tłumaczyć.

Co, kto, gdzie, z kim i dlaczego. Już!

Jak tak myślę, to każdy mógł zakapować.

Pamiętasz tego naczelnika wydziału w województwie?

- Sielucki, Sieklucki… - Sieklicki.

Nie, bardzo miły był. Zawsze jarzębiak wyciągał.

Dlaczego wyciągał, jak my dla niego nic nie znaczyliśmy?

I na wypytki ciągle brał. „A co tam w gminie słychać?”

I na jedną nóżkę, i na drugą, i na trzecią…

Żeby rozmiękczyć.

- Cholera. - No.

Ale może to zwykły alkoholik był? Na biurko padał i zasypiał.

Padał albo tylko udawał.

My w drzwi, a on skrob, skrob raporcik.

- Cholera jasna. - No.

Albo ten z powiatu. Pamięta prezes? Taki rudy.

Zawsze o nastroje w kolektywie pytał.

Jak jakiś instytut badania opinii.

I wszystkich w gminie po nazwisku znał.

To gdzie on pamięć tak wyćwiczył? I do tego rudy!

- Matko święta! - No.

Ranczo subtitles in other languages

More Polish subtitles for Ranczo

Komentar

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left