200 baris pertama.
Chodź.
Rozkuj go.
Dziękuję.
Co słychać, Dale?
Siadaj. Nic się nie stanie.
Doszedłem do wniosku…
Że prędzej zginiesz, niż zdradzisz mi to, co chcę wiedzieć.
Prawda?
Jak jeden z tych jebanych mnichów, którzy dokonują samospalenia.
Zginiesz, by coś udowodnić.
Na tym polega problem z takimi bystrymi chłopakami.
Czytacie za dużo książek.
Tak myślałem.
Wiem, kiedy odpuścić.
Nie wycisnę tego biciem.
Przynieście je!
Dzięki.
Jedno dla mnie, drugie dla mojego kumpla.
Pięknie. Proszę.
Pij, Dale.
Za twoje zwycięstwo.
Dziękuję.
Przez ciebie zginę.
Tak. Wiesz, jest tu tylu gnojów,
zboków, gwałcicieli, pedofilów, a mimo to kable mają najgorzej.
Tutaj kłamliwych zdrajców i konfidentów się zabija.
Zginiesz za tajemnicę, której dochowałeś do samego końca.
Jak byś to nazwał, mądralo?
To ironia?
Nie, stary.
To morderstwo.
Takie samo, jakbyś dokonał go osobiście.
Szukasz honoru?
Mam w dupie honor, Dale.
Zajmuję się tym zdecydowanie za długo. Wybór należy do ciebie.
Powiedz mi, kto zabił oficera Florisa,
a ja przeniosę cię w bezpieczne miejsce.
Albo zostań tutaj i podejmij ryzyko.
Tak czy inaczej, jesteś teraz kablem.
Lepiej wypij, zanim się ociepli.
Pies!
Pies! Jesteś kablem.
Pamiętaj o planie. Mówimy tylko tyle, ile trzeba.
Zamówiłam chai.
Dziękuję, że przyszłaś. Kavito, to mój przyjaciel Prabhu.
Sprowadził mnie do Sagar Wada, kiedy nie miałem gdzie się podziać.
To również mój wspólnik.
To biznes medyczny?
Turystyczny.
Odnosimy sukcesy. Jest popularny wśród gora…
Prabhu, to Kavita, dziennikarka, o której ci opowiadałem.
Przepraszam.
Wiele się działo i…
Nie. Przesadziłem.
Nie przejmuj się.
Nie rozumiem, czemu nie chcesz artykułu. Pomógłby ci w pracy.
Rozumiem. Jeszcze niedawno czułbym to samo.
Poprosiłem Prabhu, by przyszedł, żebyś usłyszała to od niego.
Kavito, ten pani artykuł o Linbabie bardzo nas niepokoi.
Nas?
Mieszkańców Sagar Wada.
Bo jesteśmy „nieludźmi”.
Im bardziej jesteśmy nieludźmi,
których nikt nie zauważa, choć ma ich przed oczami,
tym dłużej możemy trwać.
Albo napiszę tekst i nikt nie odważy się was skrzywdzić.
Kavito, czy mogę zapytać, jak długo mieszkasz w Bombaju?
Przez całe życie.
To chyba jesteś zbyt mądra, żeby tak sądzić, na?
Przez jakiś czas będzie o nas głośno, a potem wszyscy zapomną.
I wtedy ukarzą nas buldożery albo policja…
Rozumiem.
Miasto nie walczy z biedą. Walczy z biednymi.
Dlatego chcę opowiedzieć tę historię, chcę coś zmienić.
Ciężko walczyliśmy o to, co mamy.
Sagar Wada nie chce zmian.
Proszę, Kavito.
Żadnego artykułu o Linbabie.
Muszę żyć według ich zasad, bo inaczej na co im się przydam?
Dobrze.
Zrezygnuję z artykułu.
Są inne tematy.
Obiecaj, że będziesz nadal ich leczył.
A gdybym mogła pomóc z tą karetką, daj mi znać.
Dziękuję, Kavito. To świetne wieści.
Wszyscy się ucieszą.
W porządku.
Doceniam to, Kavito.
Wierzysz jej?
W życiu, Linbabo.
Jest bogata, mieszka w Bombaju całe życie. Ma gdzieś slumsy. To zbyt proste.
Tak mi się wydawało.
Kurwa.
Mam go.
Raghu Rai lepiej by tego nie zrobił.
I co mówił o nieżyjącym Lindsayu Fordzie?
Nie pytałam.
Co?
Potrzebuję czasu, żeby ustalić, kim jest i co ukrywa.
Jeśli dowie się, że się zbliżam, ucieknie i będzie po temacie.
W ten sposób nie ucieknie.
Chodź.
Jeszcze jedno.
Ile potrwa wywołanie?
Kilka dni.
Czy za sto rupii będzie gotowe na jutro?
Za 100 rupii? Dopiero na jutro?
Dobrze.
Tak długo nie miałeś dokumentów. Po co ci teraz paszport?
Nie mogę ryzykować, że pojawię się w gazecie.
Wyjeżdżam.
Wiedziałeś o tym.
Linbaba, nie możesz wyjechać.
Tu w Bombaju cały czas się coś dzieje, wybuchają skandale.
Ludzie są wściekli i oburzający… a potem zapominają.
Wiem, ale nie mogę ryzykować.
To poproś któreś z przyjaciół.
Didiera czy Karlę. Albo przekup ją, żeby nie publikowała tekstu.
A jeśli zrobi z nimi to samo, co z nami?
To niech Abdullah ją zabije!
Po co ci znajomi goonda, skoro dla ciebie nie zabijają?
Lubią to, a ty tego potrzebujesz. To przyjaźń.
Mówisz poważnie?
Tylko w połowie. Nie, nie mówię. Przepraszam.
Bardzo źle jest tak mówić.
Po prostu bym za tobą tęsknił.
Zachowaj.
Dzięki!
Gdzie byłaś?
Na spacerze.
Martwiłem się.
Zawsze się martwisz. Już wróciłam.
Ładnie pachną?
Usiądź.
Nie znałam dotąd poranków.
Chyba że opuszczałam pokój hotelowy o 4.00 rano,
zbyt naćpana, by ustać na nogach.
Teraz wszystko wygląda inaczej, nawet światło.
Sama nie wiem. Świat po prostu wygląda inaczej.
Niedługo będzie nas stać na zamieszkanie gdzieś indziej.
Tylko ty i ja.
Dokąd pojedziemy?
- Dokąd zechcesz. - Ty zdecyduj.
Teraz.
Pokaż mi Hiszpanię.
Stamtąd pochodzisz.
Chcę poznać twoich ośmioro rodzeństwa.
Próbować jedzenia, zobaczyć Madryt.
- Spodoba ci się tam, Liso. - Tak?
A ty spodobasz się im.
Może nawet oddam im pieniądze, które ukradłem przed wyjazdem.
Wtedy się ucieszą.
Skąd Maurizio bierze nagle tyle heroiny?
Nie może wiedzieć, że ci powiedziałem.
Madame Zhou.
Nie mówisz poważnie.
Ona jest niebezpieczna, Sebastianie. Szalona.
Gdybyś wiedział, co tam widziałam i słyszałam…
- Skończ z tym. - Hej.
Hej, hej. Liso, już dobrze.
Nikt o tym nie wie.
To problem Maurizia, to jego układ.
Liso, spójrz na mnie.
To cię nie dotyczy, przysięgam.
Kilka transakcji
i zbierzemy dość kasy. A wtedy spadamy, terminada.
Obiecuję.
Biorę. Zostawcie meble.
Je też wynajmę.
Witaj, Gaurav. Nie ma to jak partyjka teen patti.
Czego chcesz? Mojej wygranej?
Interesuje mnie harmonogram ministra Pandeya.
Co?
Miła rodzina, Gaurav.
Byłoby szkoda, gdyby coś im się stało.
Hej, Prabhu!
Hej, ciociu.
Przez ciebie Parvati spędza cały czas w przychodni.
Nigdy nie prosiłem jej, żeby pomogła Linbabie.
Więc posłuchaj.
Jeśli chcesz się ożenić z Parvati z naszym błogosławieństwem…
Powiedz Linowi, żeby odesłał Parvati do nas.
Ciociu?
Podoba ci się…
czy nie?
Gdybyś widziała, jak pracuje z chorymi,
zobaczyłabyś, ile sprawia jej to radości.
Nie, ciociu, proszę. Nie każ mi tego robić.
Nie mogę.
Zrobimy to bez ich błogosławieństwa.
Jeśli naprawdę ci się podobam.
Podobasz się moim oczom, uszom i wielu innym częściom ciała.
Nie chodziło mi…
- Chcę dziesięć kilo. - Dziesięć?
Raz na miesiąc. To problem?
Gdy cię poznałem, powiedziałem Modenie:
„Ten człowiek będzie rządził Nigerią”.
Mój dostawca chętnie spełni twoją prośbę.
Połowa z góry, jak zwykle. To będzie…
Dwieście tysięcy dolarów.
No comments yet. Be the first to leave one.