200 baris pertama.
Grace – Tata
„To była noc przed Bożym Narodzeniem, a w całym domu
żadne stworzenie, ni mysz, nie przeszkadzały nikomu.
Przy kominku...”
„Przy kominku skarpety równo wisiały
i wizyty św. Mikołaja wyczekiwały.
Dzieci pod pierzyną w snach pogrążone
o śliwkowych landrynkach śniły rozmarzone”.
Odrobinę tego i szczyptę tamtego.
Kocham sezon na zupę!
Evviva! Calvinowie powrócili!
Panie Stroju, czas wracać do domu!
Co?
A to spryciarz.
ŚNIĘTY MIKOŁAJ: SERIAL
ODCINEK SZÓSTY CO TO BYŁY ZA ŚWIĘTA
Jak ten koń się tu dostał?
Znajdźcie intruzów!
Ale ma fajne drony.
To znaczy, byłyby,
gdyby wszystkiego nie niszczyły.
Głośno żujesz.
Pomóżmy waszemu tacie.
Uważajcie i nie dajcie się złapać.
Tylko lamusy dają się złapać!
Wtedy zrozumiałem, że straciłem miłość mojego życia.
Powiało mrokiem.
Będzie tylko gorzej. Był rok 1961...
Mówię o kuli. Widziałeś, jak pociemniała?
Skoro o tym mowa, pewnie zastanawiasz się, co z moim okiem.
Nie. Zauważyłeś, że Simon nie wygląda jak Mikołaj?
Nie ma cudownego brzusia ani brody.
Więc proces Mikołajowania jeszcze się nie zaczął.
Nie założył stroju!
- Nie założył stroju. - Właśnie to powiedziałem.
Nie, to ja ci to mówię. Zgubił go pierwszego dnia.
Była niezła afera.
Oto rozwiązanie.
Bez stroju nie został oficjalnie Mikołajem.
Gdy znajdziemy strój, wszystko zmienimy.
Myślisz, że ten dron nas słyszy?
Ej, dronie!
Słyszałeś nasz plan o przechwyceniu stroju przed Simonem?
Tak.
Serio?
Ten, kto kontroluje strój, kontroluje biegun.
Durny strój.
Dzięki, EN-52. Spisałeś się.
Jestem EN-51.
Drony, przynieście mi strój Mikołaja.
Tatusiu!
- Mam coś dla ciebie! - Nie teraz, skarbie.
Tatuś jest bliski, by mieć wszystko, czego chciał.
Czego my chcieliśmy.
Przecież masz już wszystko. Jesteś Mikołajem.
Nie ma nic złego w tym, by chcieć więcej.
Tatuś chce być lepszy niż Mikołaj.
Ale źli ludzie chcą mu przeszkodzić.
Zrobisz coś dla mnie?
Zostań w swoim pokoju, aż będzie po wszystkim.
Może gdyby zobaczyli mój prezent,
nie byliby źli i znów uwierzyli w magię Świąt.
Idź już sobie.
Mam dość słuchania o magii Świąt!
- Uważaj na głowę. - No tak.
Przywykłem do normalnych drzwi.
Dobra.
Pomożemy wam ocalić Gwiazdkę.
Kogo obchodzi Gwiazdka?
Betty i pozostałe elfy zniknęli.
Tak mi przykro.
Ale musisz wierzyć, że ich odzyskamy.
Nie możemy znaleźć taty.
Czuję, że jest blisko. Ale jest w potrzasku.
W potrzasku? Tylko nie mój Mikołaj!
Dobra, chodźmy. Za mną.
Głowa!
- W porządku. - Dobra.
Scott! Dzięki Bogu.
- Bałam się, że cię torturują. - I to jak.
Dobrze was widzieć!
Niektórych bardziej niż innych, nie? Wiem to.
Jak się tu dostaliście?
Poprzedni Mikołajowie mieli rację. Mamy moce.
Wiedziałem! Dobra, użyjcie ich.
- Wydostaniecie nas? - Nie.
Sandra rozmawia ze zwierzętami, a ja widzę dziury w niebie.
Fajnie. To interesujące, ale trochę się zawiodłem, bo to nam nie pomaga.
Przecież możecie przegryźć kraty.
Są z lukrecji.
Czemu nic nie mówiłeś?
Myślałem, że zbliżamy się do siebie.
Zbliżacie? Ty i mój Mikołaj?
Noel!
Stary, Noel!
Noel, ty kretynie!
Wrócę i się zemszczę!
Twój durny kapelusik nie działał.
Nadal tu jesteś.
- O nie. - Dobra.
Później wskażemy winnego.
Ale najpierw...
bon appétit.
Chodź do mnie, stroju!
Nie chowaj się, durny, zidiociały stroju!
Drony.
Dam milion dolarów temu, który go znajdzie.
Nie dbamy o kasę.
Durne drony.
Naciskałeś guzik. Słyszeliśmy to.
Wybaczcie. Znaleźliście intruzów?
Nie. Ale wiemy, gdzie znajdziesz piechotę.
Piechotę?
NIE OTWIERAĆ
Udało się.
Nieźle. Dziękuję.
- Bułka z masłem, nie? - Wcale nie.
Daj mi chwilę.
Serio? Ja nadal jestem głodny.
Smaczne.
Klucz był tutaj.
Noel!
Nie przeszukałeś biurka?
- Serio? - Musimy znaleźć strój.
Jest blisko. Czuję go.
Ja też. Właśnie o tym myślałem.
Później o tym pogadamy.
Musimy go znaleźć.
Więcej zdziałamy, jeśli się rozdzielimy.
Idę z Mikołajem!
Macie cele z czerwonej lukrecji?
Byłyby pyszne.
Dobra.
Sandra, to ty?
Tak, to ja, Lewis.
Rozumiesz mnie?
Zawsze cię rozumiałam, ale teraz mogę rozmawiać ze zwierzętami.
Co jest fajne i męczące, bo czasem dużo gadacie.
Chętnie pogadam, ale musisz mi pomóc.
Musimy znaleźć strój Mikołaja przed Simonem, zanim zniszczy Gwiazdkę.
- Dobra. - Chodźmy.
- Chodź. - Idę!
Chodźmy.
Hej, panowie.
Mów, gdzie strój, albo strzelimy.
Nie wiem, gdzie on jest, ale czuję, że jest niedaleko...
Również czuję, że nie jesteście złymi dronami.
Tak was zaprogramowano.
Nie próbuj nas wziąć pod włos.
Przykro mi, że tak sądzicie.
Mieliście dawać ludziom radość.
To pewnie trudne. Żaden dron na to nie zasługuje.
Dziękuję.
To ja dziękuję.
Pamiętam was i wasze durne twarze!
Nie przejmujcie się. Ta nieznana kobieta nie stanowi zagrożenia.
Nieznana kobieta?
Jak śmiesz.
O nie.
Wiesz, kim jestem?
Panią Mikołajową!
Dobra.
Życie w prawdziwym świecie dało mi do myślenia.
Każdy ma jakieś problemy.
Powinniśmy usiąść i słuchać.
Nie krępuj się.
Budują cię, pracujesz na biegunie,
myślisz, że to fucha życia.
- Ale... - Spokojnie, mały. Wiem.
- Wyrzuć to z siebie. - Co do...?
Rozmawiasz z dronami?
To bezzałogowe statki latające. Ale tak.
Musimy znaleźć strój.
Pomożemy wam.
Są przyjazne?
Po zapoznaniu są uprzejme.
Strój!
Tu jest!
Co tu się stało?
Tak to robimy w Chicago.
Tato! Strój.
Mój Boże.
Dymny potwór?
Gdzieś to już widziałam.
Wiem, co to.
To ja, La Befana!
I kręci mi się w głowie.
Nara, il babbeo!
- Wybacz. - Dobra.
- La Befana. - Do stu biscotti!
Dzięki, szalona wiedźmo.
Scott, wyjaśnij mi coś.
Potrzebujesz tego starego, zakurzonego stroju, by zostać Mikołajem
- i pozbawić mnie fuchy? - Nie. Nie rób tego.
Gdy go zniszczysz, zabijesz Gwiazdkę.
- Zabiję? - Tak!
Serio? Chcę dobrze.
Samodzielnie ocaliłem Gwiazdkę.
Ludzie dostają to, czego chcą i kiedy chcą.
Nie chodzi o dostawanie, a dawanie.
No comments yet. Be the first to leave one.