196 baris pertama.
Łowcy czarowników służyli ci lojalnie
i bez wahania przez wszystkie lata panowania,
podróżując do najdalszych zakątków królestwa, by pozbyć się zła.
Potem odrzuciłaś boskie doktryny,
niszcząc nas i zmuszając, byśmy się ukrywali.
Teraz mówisz, że chcesz, byśmy znowu ci służyli,
jakby to się nigdy nie stało?
Tak, zgadza się.
To zapytam,
czemu, kurwa, mielibyśmy to zrobić?
Czemu cię nie zabić jako heretyczkę i mieć to z głowy?
Lucien ma rację.
Przysporzyłam wam bólu i cierpienia.
I za to najmocniej was przepraszam.
Moja siostra, długo uważana za zmarłą, została mi zwrócona.
I w radości
i wdzięczności Boskiemu Płomieniowi otworzyłam serce.
Siostra mnie opętała.
Ona i jej dwoje dzieci.
I zbłądziłam.
Tak jak wy, wiele się za to wycierpiałam.
Ostatnie dziewięć miesięcy spędziłam zakuta.
Głodzili mnie. Torturowali.
Odebrali mi dziecko.
Ale to nie oni.
Nie, byli tylko narzędziami Boskiego Płomienia.
Testowali mnie.
Poddawali mnie tym próbom, by raz jeszcze oczyścić moje serce,
bym mogła odzyskać moje święte królestwo dla sprawiedliwych.
I czemu mamy ci wierzyć?
Czemu macie mi wierzyć?
Bo jestem waszą królową!
Jestem waszą królową
wybraną przez boginię.
I żaden człowiek tego nie zmieni. Ani moja siostra, ani Trivantianie.
Ani ty, Lucienie.
To ja wypowiedziałam wojnę Trivantianom,
ja przewidziałam nasze zwycięstwo pod Greenhill Gap.
I od tamtej pory do zabicia mnie wzywał Tamacti Jun,
moja siostra i jej skorumpowana rada, Trivantianie.
A jednak żadne z nich nie dało rady wykonać tego prostego zadania
przyłożenia mi ostrza do gardła,
ani nie utrzymały mnie ich łańcuchy.
Boski Płomień wysłał mnie, bym was znalazła.
Jesteście żołnierzami bez kraju…
bez prawa do korony.
Czeka was jeden z dwóch losów.
Albo dorwie was armia mojej siostry,
albo zostaniecie niewolnikami Trivantian.
Czemu macie mi wierzyć?
Bo tylko mnie macie! A ja was kocham!
Zamierzam odzyskać tron ojca.
Boski Płomień pokazał mi drogę.
I teraz proszę was.
Nie, rozkazuję wam,
w jej imieniu walczcie po mojej stronie!
By odzyskać nasze święte królestwo!
Dla bogini i dla was samych.
Moi święci wojownicy!
Prawdziwi obrońcy Payi!
Haniwa.
Widziałeś go?
- Kogo? - Harlana.
- Jest tam z resztą. - Jako więzień?
- Nie wiem, nie sądzę. - Zapomnij o nim.
Zajmę się nim później. Pomóż mi zamknąć drzwi.
Okej.
Wszyscy nie żyją.
Wszyscy?
Kto to był? Payańscy żołnierze?
Jeśli tak, to żaden z nich tu nie zginął.
To są nasi żołnierze.
To mało prawdopodobne.
Sprawdźcie bomby i dzieci.
Tak jest.
Szyk!
Sprawdzić dom.
Tak jest.
Drzwi są zabarykadowane.
Zabarykadowane?
Czyli nie jesteśmy sami.
Idźcie dalej.
Wren, nie potrzebuję cię tu. Znajdź Haniwę.
Obiecałam ich bratu, że ich przypilnuję.
Nie mamy czasu na kłótnie.
Zostaję.
Dobrze. Idziesz ostatnia. Pilnuj tyłów.
Kolejnych czterech.
- Bomby? - Bezpieczne.
To dzieci z budynku?
Dzieci nie zabiły dwóch tuzinów żołnierzy. To ktoś inny.
Może zabrali dzieci ze sobą albo…
Kapitanie Armagon.
Przeszukać teren.
Znajdźcie te dzieci.
- Mają być żywe. - Tak jest.
Tormada, przyszliśmy po bomby. Zabierzmy je i chodźmy.
Jak zawsze myślisz w małej skali.
Zawsze w danej chwili, nigdy do przodu.
Straciliśmy już Olomana.
Bez innych widzących dzieci nie będziemy mieli bomb.
Nie po to spędziłem nad bombami tyle czasu, by stracić budowniczych.
- Charlotte. - Słyszę ich. Jak blisko?
Zbyt blisko.
Do drzewa. Idźcie.
No dalej. Na ziemię.
Zamknijcie oczy.
Ty tam.
Nie chcemy skrzywdzić dzieci.
To odejdźcie.
Zabić ją!
Wszyscy cali? Wszyscy są?
Tak.
Nic mi nie jest.
Okej. Idziemy dalej.
Chodźcie. Zawsze za mną.
Nie wiem, kim jesteście.
I nie obchodzi mnie to.
Ale jeśli macie tam moje dzieci, to możemy się dogadać.
To nie są twoje dzieci.
Sheva.
Dorosłaś i przewodzisz powstaniu.
- Jestem pod wrażeniem. - Pieprz się!
Nie chcę cię zabić, Shevo.
Ale zabiję, jeśli będę musiał.
Ciebie i twoją rodzinę.
Ktokolwiek tam z tobą jest może mnie nie znać, ale ty znasz.
Więc wiesz, że przejdę przez te drzwi.
Znam cię lepiej, niż myślisz, Tormado.
Znam ten głos.
Ranger. Mój stary przyjaciel.
Stęskniłem się za naszymi sesjami.
Tak, wiem!
Dlatego dałem ci te wszystkie blizny, byś mnie zapamiętał, nim wyjechałem.
Tak.
A ja będę pamiętał utrzymać cię przy życiu dość długo, byś tego pożałował.
Wielkie słowa jak na takiego gnoja!
Jego czas nadejdzie. Obiecuję.
Ranger. Jesteś tam?
Nie?
To z kim negocjuję?
Mówi Baba Voss.
I ja nie negocjuję.
Baba Voss.
Zebrałaś tam sobie niezłą bandę wyrzutków, Shevo.
Przysłużyłaś mi się. Mogę ich zabić wszystkich na raz.
Otwórzcie te drzwi!
Baba Voss.
Chwilowe pogorszenie sprawy.
Które sprowadził na nas twój brak samokontroli.
Przyznaję, że źle go oceniłem.
Przyznajesz. Co za ulga.
- Mogę coś zasugerować? - Harlanie…
Miał nic nie mówić.
Sheva i jej rodzina sprzedała córkę Baby Vossa Trivantianom, okej?
Nie są przyjaciółmi.
A po strzałach w żołnierzach wnioskuję,
że jego córka jest tam z nim.
A jeśli ona tam jest, to możesz być pewien, że jego syn też.
Daj mu czas, by zrozumiał, że jest w pułapce.
Odda ci dziewczynę, by ocalić własne dzieci, gwarantuję.
Lordzie Harlanie.
Może jednak się nam przydasz.
Babo Vossie!
Rozumiem, że twoje dzieci są z tobą,
legendarni Haniwa i Kofun z bitwy pod Greenhill Gap.
Nie mam dzieci, więc nie jestem ekspertem,
ale mam wrażenie, że masz w zwyczaju narażać ich życie.
Pozwoliłbyś dzieciom umrzeć,
by chronić rodzinę, która sprzedała twoją córkę Edo?
Oddaj mi Shevę i jej rodzeństwo,
a daję ci słowo,
że Haniwa i Kofun przeżyją.
Ale jeśli będę musiał po nich iść,
to wszyscy zginą.
Dam ci czas, byś to przemyślał.
Powinnam się poddać.
To moja rodzina was skrzywdziła. Pozwól mi to naprawić.
Zmuszono was do pracy dla niego.
Ja go znam. Ty go znasz.
Zrobił cokolwiek, byś mu wierzyła, że dotrzyma słowa?
- Nie. - Nie.
W końcu przejdą przez te drzwi.
Tak.
Więc bądźmy gotowi.
Czy to…
Synu, co to jest?
Olej?
Nie, chyba paliwo. Coś jak olej, ale szybciej się pali.
A to jest…
Tak, to lampa.
Jak ci to wyjaśnić?
Rozjaśnia ciemność, byśmy widzieli.
Boski Płomień w ręku.
Nie do końca, ale bardzo się nagrzewa.
Uważaj.
No comments yet. Be the first to leave one.