52 baris pertama.
UPIORNY POCIĄG
Przestań łapać mnie za nogi.
Zabierz stopy.
TEREN PRYWATNY
- Sądziłem, że to lubisz. - Śmierdzą, Peter.
- Twoja twarz śmierdzi. - Wcale nie.
Chyba pójdę na plażę.
Nie zostawiaj mnie tu z nim.
- Co ze mną nie tak? - Jesteś idiotą, Peter.
- Chyba ty, Sam. - Będzie dobrze.
Jeszcze raz nazwij mnie idiotą, a cię walnę.
Chodź, Sam.
- Przepraszam, drzwi są zepsute. - Widzę.
- Jak podróż? - W porządku.
- Zjadłeś kanapkę? - Możesz otworzyć okno?
Cholera. Przepraszam, Michael.
Z roku na rok coraz bardziej siwiejesz.
Dzięki.
Co na to twoja piękna szwedzka żona?
- Jest Finką. - To różnica?
Słuchaj, mam wolną kanapę. Zostaniesz na noc.
Wracam do domu, do dzieci. Przykro mi.
Jasne, wstąpmy po drodze na piwo. Nadrobimy zaległości.
Wolałbym mieć to już z głowy.
Dobrze cię widzieć.
Do kitu.
Co to?
1 £ ZA PRZEJAZD
Chyba tu się wkłada monety.
Mamy 52 pensy. Za mało.
- Masz więcej. - Nieprawda.
Twoja mama ma kasę, więc ty też.
Wcale nie.
Chodźmy na plażę.
Siniak albo kasa, twój wybór.
Dawaj.
- Plaża. - Przestań nawijać o plaży.
Idziemy tylko tam.
Chyba pójdę na plażę.
Na co czekasz?
Upiorne.
Pospiesz się!
W środku zetnę kilka głów.
- Co zrobiłeś? - Nic.
Włożyłem wszystko i po prostu…
Ty złodziejska kupo…
Ja się gorzej starzeję.
Może gdybym mniej pił, co?
Wyjeżdżam.
To jedźmy.
Z kraju.
Wyjeżdżam z kraju.
No comments yet. Be the first to leave one.