Le prime 200 righe.
Pan Chandos spędzał więcej czasu ze swoim ogrodnikiem, niż z żoną.
Omawiali śliwy. Do znudzenia.
Jego rodzina i służący nienawidzili września,
ponieważ byli raczeni śliwkami,
póki ich brzuchy nie burczały, niczym gromy,
a zadki nie bolały od nadmiernego użycia.
Wybudował kaplicę w Fovent,
gdzie siedziska były z drewna śliwowego.
Przypominał się więc mieszkańcom przez ich tyłki w dwójnasób.
Również dzięki drzazgom.
W ROLACH GŁÓWNYCH
Jakiś czas temu, dwóch dżentelmenów wróciło do Amsterdamu
twierdząc, że tutejsza okolica przypominała im dom.
Z powodu ilości wody.
Jest tu tyle ozdobnych stawów, kanałów, studni oraz rezerwuarów.
Była nawet pompa napędzana wiatrem.
Nie dane im było zrozumieć, iż...
Mój ojciec przekształcił swe ziemie w krainę zbiorników wodnych.
Ponieważ przeraźliwie bał się ognia.
Pod frontowymi schodami w domu znajdowało się pomieszczenie,
gdzie znajdowało się dwieście wiader z wodą.
Wiem o tym, bo kiedykolwiek mnie lub moich braci przycisnęło,
biegliśmy tam, by skorzystać z tych wiader.
Wiadra te napełniono przed śmiercią mej matki.
Domyślam się, że jeszcze tam są.
Pewnie z tą samą wodą, co trzydzieści lat temu.
No i z odrobinką moich dodatków, rzecz jasna.
Siusiałam niczym koń.
Nadal tak mam.
W POZOSTAŁYCH ROLACH
SIERPIEŃ ROKU 1694
W Southampton jest dom, który zawsze podziwiałem,
ponieważ z boku wygląda na bardzo płaski.
Zbudowany jest z białego kamienia, a w chmurny dzień wygląda,
jakby niebo miało go na uwięzi.
- Zwłaszcza wieczorami. - Jego właścicielką jest
niejaka panna Anterim. Jest to niezamężna dama.
Gdy się patrzy z boku, nie jest ona godna uwagi.
Może dlatego, odmiennie od swego domu, nie jest na uwięzi.
Biorąc pod uwagę tę płaskość, panie Neville,
jako malarz i rysownik...
Mógłby pan się tam dobrze zabawić.
Szczególnie wieczorami,
z boku.
Podobno Hrabia De Corsey zaprosił swojego hydraulika
na szczyt jednego z tutejszych, wybudowanych wodospadów
i zapytał go, czy mógłby zbudować dla kogoś coś tak wspaniałego.
Rzemieślnik, po rozpłynięciu się w podziękowaniach i pochlebstwach,
w końcu przyznał, iż przy odpowiednim mecenacie, mógłby.
Hrabia De Corsey delikatnie popchnął hydraulika do wody,
co okazało się być ostatnią kąpielą tego biedaka.
Panie Noyse, ma pan dla mnie jakąś sprośną plotkę?
Pani, jestem tu by zabawiać towarzystwo,
sądzę więc, iż wcześniej czy później, coś dla pani wynajdę.
Więc zasługuję pan, żeby tu być.
W przeciwieństwie do reszty towarzystwa,
której głównym celem jest zaspokojanie wiary w swoje bogactwo.
Pani, ty również jesteś częścią tego towarzystwa.
Mój bezwstydny związek z panem Seymourem był moim zaproszeniem.
Nie należę do towarzystwa, choć jestem częścią mienia.
Skoro o tym towarzystwo rozprawia i dyskutuje,
powinna być pani zaszczycona.
Sam bym panią zaszczycił,
na tle dwóch klombów i alei pomarańczy.
Pana komplementy nie są wysokich lotów, panie Noyse.
Nie jestem na tyle majętny, by zaoferować coś więcej, ale wkrótce się to zmieni.
W obecnym tu towarzystwie trzynastu osób zarządzających sporym kawałkiem Anglii,
Dwa klomby i aleja pomarańczy to dopiero początek.
A skoro jest pani zwolenniczką włoskiej mody,
powinna pani docenić wartość pomarańczy.
Słodko pachną i są bardzo orzeźwiające.
SCENARIUSZ I REŻYSERIA
Czy sądzisz, że twój ojciec poprosi pana Neville'a, by narysował dom?
Czemu nie zaprosisz go sama, tym samym zwiększając wasze szanse?
To zbyt wybujała, jak na mnie, intryga.
Twój ojciec uważałby to za niecodzienną zuchwałość z mojej strony.
Więc zaskoczyłabyś i jego, i może również pana Neville'a.
Lecz jeśli ten pomysł cię przeraża, matko...
Winą zawsze możemy obarczyć pana Neville'a.
W mych rękach jest rozkosz lub cierpienie właściciela
poprzez ustawienie posiadłości w cieniu lub słońcu.
Być może dzierżę także pewną władzę
nad zawiścią lub satysfakcją męża.
W zależności od portretowania jego żony, proszę pana, w ubraniu lub bez.
Pani Clement spytała mnie, czy mam żonę!
To czysta bezczelność!
Przecież wie, że mam ogród, to czemu nie wie o żonie?!
Może dlatego, że chwalisz się jednym, a drugim nie.
Taka skromność w oczach pani Clement to czysta bezczelność.
Twoja matka uważa za skromność trzymanie się tak z dala.
Czemu nie wychodzi częściej?! Tylko kryje się po kątach.
Nie "kryje się", ojcze.
A jeśli tak, to dobrze wiesz, że powodem tego jest twoja obojętność.
Dom, ogród, koń, żona.
- W takiej kolejności. - Bzdura.
Czekam ze zniecierpliwieniem na pański rysunek domu mego męża.
A to czemuż, pani?
Mój mąż to dumny człowiek,
który jest zachwycony, gdy jest kojarzony z każdą cegłą
i każdym drzewem swej posiadłości, w każdym momencie swego życia.
Na jawie, jak i we śnie, choć nie znam jego snów...
Pani, przy tak doskonałym związku męża z posiadłością,
z pewnością nie dba o jej kopię, mając oryginał na własność.
Nie podobają mi sie młodzi mężczyźni, którzy się pysznią.
Zarozumialstwo przewyższa ich umiejętności...
Pan Neville ma wystarczająco umiejętności.
Wystarczająco by oczarowywać, kiedy nie może imponować,
a potrafi oczarowywać i imponować żonom bogatych mężczyzn.
To nic nadzwyczajnego, panie Seymour.
Niech pan wybierze się ze mną jutro do Southampton.
Pokażę panu, jak zaimponować kobiecie dobrym widokiem.
Posiadłość mego ojca, panie Neville, jest dość skromna,
a skoro nie brzydzi się pan skromnością architektury,
może mogłabym poprosić pana, by narysował pan dom mego ojca?
Ta sama propozycja, ale od innej osoby.
Taki zbiorowy wysiłek wzmaga we mnie ciekawość,
ale mniemam, pani, iż, proszę wybaczyć mi moją śmiałość,
panią, ani pani matkę, nie stać na moje usługi.
Czemu nie skorzysta pan z naszej gościny?
Proszę jutro przejść się ogrodem pana Herberta.
Pani, nie mogę powiedzieć, że nie byłbym zachwycony,
ale obawiam się, że pomimo pani uporczywości,
czeka na mnie praca tej jesieni
w służbie lorda Charborough, aż do następnej zimy.
Twojej matce, pani, bardzo zależy, by przenieść ten dom na papier.
Czy może jest to pani zachcianka?
Może działa pani w zastępstwie matki?
Przyznaję, panie Neville, że spełniam prośbę mojej matki.
Ale ona nie chce rysunku dla siebie, lecz dla jej męża.
Prośba ta jest zaiste zawiła i urozmaicona...
Pochlebia mi to.
Lecz, czy pan Herbert nie mógłby samemu zadbać o swoje interesy?
W tym rzecz, panie Neville,
by właśnie tego uniknąć.
Pan, panie Neville, ma być narzędziem obiecującym pojednanie.
Panie Neville...
Jak mam pana przekonać, by został pan w Compton Anstey?
Nie możesz, pani.
Ale można pana kupić, panie Neville.
- Ile by to kosztowało? - Nie stać panią, pani.
Ale muszę przyznać, pani, że odmawiam z lenistwa,
cena wzrasta wraz z moimi oczekiwaniami przyjemności.
Nie spodziewam się tu wielkich przyjemności, pani.
Pani...
Muszę wyruszyć o brzasku do Southampton.
Przyszedłem się teraz z panią pożegnać.
Trawa ma być nieskoszona.
Ma pani nie opuszczać posiadłości i nie pić mojego wina.
Niech pani nie spodziewa się mojego powrotu, bo wrócę, kiedy będę gotów,
co nastąpi najwcześniej za czternaście dni.
Dobranoc, pani.
Postanowiłam, że nade wszystko musi pan tu zostać,
by wykonać dla mnie dwanaście rysunków posiadłości mego męża.
Wyjeżdża on do Southampton przynajmniej na dwanaście dni.
- Czy wystarczy panu tyle czasu? - Po pierwsze, pani,
żąda pani tego, jakbyśmy na ten temat nie rozmawiali dziś wcześniej.
Po drugie, zwiększa pani ilość rysunków do dwunastu.
Po trzecie, dodaje pani limit czasowy.
Po czwarte, chce pani, bym zaczął natychmiastowo.
To tylko cztery warunki, panie Neville, a zapewniał nas pan o swoim talencie i umiejętnościach.
Warunki są wygórowane.
Moje więc też muszą takowe być.
KONTRAKT RYSOWNIKA
Warunki zawarcia umowy, panie Noyse, są następujące:
Wypożyczam moje usługi, jako rysownika,
na dwanaście dni, bym mógł sporządzić dwanaście rysunków
posiadłości i ogrodów, parków i sylwetek budynków pana Herberta.
Samemu wybieram widoki do rysunków, kierując się przy tym radą pani Herbert.
Ja, Tomaszu, zobowiązuję się, iż zapłacę osiem funtów za każdy rysunek.
Zapewnię panu Neville'owi i jego służącemu wikt i opierunek.
Oraz...
Oraz, pani?
Oraz zgadzam się spotykać z panem Neville'em na osobności,
by spełniać jego zachcianki w stosunku do mnie.
/Rozporządzenie dotyczące wykonywania rysunków w Compton Anstey./
/Wytyczne rysunku pierwszego: od siódmej do dziewiątej, /
/teren obejmujący tył domu, od stajni do ogrodu pralnianego, /
/ma być wolny od ludzi./
/Pod żadnym pozorem nikomu nie wolno używać głównej bramy stajni./
/Nikt również nie będzie korzystał z tylnych drzwi, /
/okien czy mebli tej części domu./
"A" jak ambrozja...
"M" jak Maryla...
/ "C" jak cytryna.../
/ "A" jak ananas.../
- A-na-nas. - A-na-nas.
/ "P" jak pomidor.../
/Wytyczne rysunku drugiego: od dziewiątej do jedenastej, /
/teren obejmujący niższe poziomy trawnika, łącznie z ogrodem, /
/ma być wolny od ludzi./
/Okno w górnej części domu będzie w ciągłym ruchu, otwarte czy też zamknięte./
/Pan Neville posiadł boską moc opróżniania krajobrazu./
Aż dziw bierze, że ptaki śpiewają.
Nawet, gdyby przestały, wątpię by pan Neville zauważył różnicę.
Jego stosunek do natury jest wyłącznie instrumentalny.
Tomaszu? Czemu pan Neville interesuje się mymi prześcieradłami?
/Ma zamiar je narysować, gdy są wilgotne po praniu, pani./
/Wilgotne? Czemuż to?/
/Nie umiem powiedzieć, pani./
/Może ma miłe wspomnienia z dzieciństwa?/
No comments yet. Be the first to leave one.