처음 200줄입니다.
NETFLIX PRZEDSTAWIA
NETFLIX – FILM ORYGINALNY
Gary?
Lucas?
Lucas?
Co ty tu robisz? Gdzie twój ojczym?
Koniec!
Koniec zabawy, młodzieniaszku!
Gary! Jezu Chryste!
Nic ci nie jest? Powiedz coś!
Chcę...
się rozwieść!
PRZEPROWADZKI
TYDZIEŃ WCZEŚNIEJ
Stary! Nie wierzę, że z nią zamieszkasz.
Ani ja.
Ale szaleję za tą babką.
Nic nie poradzę.
Kurna.
No to nieźle.
A ty zamieszkasz z nią?
Tak jest.
I też za nią szaleję.
W mordę, ziomek! Dajesz!
Spóźniłeś się! Bałam się, że cię zabili.
Skądże znowu.
Twardzielu?
Gdzie ci to wstawić?
- Na razie do garażu. - Spoko.
Dzięki.
- Nowi kumple? - Tak, są świetni.
Gdzie Lucas?
Kupiłem mu coś, żeby się podlizać.
Nie musisz się podlizywać. I tak cię pokocha.
Wiem.
- Ale... gdzie jest? - Na huśtawce.
Jest mój koleżka!
Chyba nie ma urazu po weselu, co?
Było strasznie.
Pomyślałem, że zrobimy
własną wyścigówkę na zawody.
Co?!
Rewelacja!
Zawsze chciałem wystartować w takiej z tatą.
Ojciec i syn pędzący na złamanie karku
bez silnika i hamulców...
Ale się ubawicie!
Prawda, Lucas?
- Zobacz, co dostałeś! - Popatrz.
Możemy namalować z boku jakieś fajne płomienie.
Znalazłeś dżdżownice?
Spoko.
To dobra przynęta.
Może tak...
Nie zniechęcaj się.
W końcu się przyzwyczai.
Jest bardzo... wybredny.
Wiem, za to go lubię.
Wybacz, że nie dałam wam się lepiej poznać.
Chciałam być pewna.
To chyba już jesteś.
- Rety... - Co?
Spełniło się moje marzenie.
O prawdziwej rodzinie.
Moje też.
Czuję się jak największy farciarz.
Tak nie mów. To nie przypadek.
Byłeś mi pisany.
Chodź.
Lodowce topnieją, oceany się podnoszą.
Nawet naukowcy nie są w stanie wyjaśnić
ostatniego wzrostu temperatur.
Zdaniem niektórych, to zwiastuny
nadchodzącego wielkimi krokami końca świata.
Chyba lubisz placki z czekoladą?
Dziękuję za wizytę, wielebny.
Dziękuję za zaproszenie.
Widzę się dziś z K-L-A-U-N-E-M.
Może ty zawiózłbyś Lucasa do szkoły?
Z klaunem?
To niespodzianka!
A, na urodziny.
No jasne.
Ross,
według naszych obliczeń
koniec nadejdzie szóstego czerwca
o szóstej po południu.
- Co oglądacie? - Wiadomości.
Oglądalność chyba poszła się W-A-L-I-Ć.
Walić. Przepraszam.
To początek końca.
Nie mów mi „tato”, jak nie chcesz.
Może być... Gary.
Ekstra Gary,
SuperGar... Nie upieram się.
A jeśli kręci cię baseball,
mogę cię trenować.
Całkiem nieźle grałem, jak byłem mały.
Gdybyś chciał porzucać,
wal jak w dym.
- Gary. - Cześć.
Tu Karl, kamerzysta z wesela.
Cześć! Miałem zadzwonić.
Zdążyliście już dojść do siebie?
Sądzimy, że zdziałałeś naprawdę dużo
w tych okolicznościach, ale...
chyba darujemy sobie film.
Powinniście coś zobaczyć.
Wolimy się tym nie zamartwiać. Wyrzuciłbyś nagranie?
To coś niebywałego.
Wiemy, Karl,
ale chcemy iść naprzód,
a nie myśleć o przeszłości.
- Ale to naprawdę... - Dzięki za telefon.
Dobra.
Jesteśmy.
Odprowadzić cię?
Fajnie się gadało!
Siema.
- Cześć. - Co tam?
Kijowo z tym weselem.
Gówniana sprawa. Dobrze, że nie poszedłem.
Ale dzięki
za kamionkowego Woody’ego Woodpeckera.
Podoba się wam?
Fajnie,
mile go wspominam.
Przewiozłem w nim raz przez granicę pół kilo zielska.
Bardzo... ambitnie.
Jarałem je trzy tygodnie!
Wstąpiłeś do klubu?
Słucham?
Klubu ojczymów. Niezła lipa. Witaj.
Też jesteś...
Tak, ojczymem.
Tak jest.
I chodzę na terapię.
Możesz wpaść, jak chcesz.
Na twoją...
terapię?
Raczej nie.
Spoko, stary, nie zmuszam.
Co porabiasz?
- Nic. - Masz anons?
Właściwie to klienta.
Ktoś chce kupić ten stary klasztor?
NA SPRZEDAŻ
Pewnie urządzi tam loch sado-maso.
Loch?
- Słucham? - Dajesz, siostruniu!
- Nie traci pan czasu. - Zboczona jesteś!
Tak, jest do wzięcia. Dzisiaj?
Zarób na chlebek!
Świetnie, dziękuję. Już jadę.
Spóźniłem się!
- Gary Bloom. - Wybaczam.
Wielebny Gospel.
Widziałem dziś ojca w telewizji.
Pismacy uwielbiają złorzeczyć.
To fakt. Zajrzymy do środka?
Chętnie.
Sekundkę...
Miejsca jest mnóstwo. Ma ojciec dużą rodzinę?
Istotnie, mam.
Mogą zdjąć buty tutaj
i wylegiwać się w 15 pokojach.
Jest kapliczka,
w piwnicy można urządzić świetlicę...
Uwielbiam zapach starych klasztorów, a pan?
Gdzie kapliczka?
Już prowadzę.
Salę trzeba wyremontować,
ale dla chcącego...
Ile by pan chciał?
Ile...?
Pytała też o niego pewna para.
Bez żartów. Kto?
Dorobili się na Internecie.
Chcieli mieszkać w klasztorze na starość.
- W sumie to już go zaklepali. - Przebiję ich ofertę.
Serio?
Nadchodzi koniec, Gary.
Spadnie krwawy deszcz, zlecą się chmary wron,
a oceany się zagotują.
Cena naprawdę nie gra roli.
To świetnie.
Nie dlatego, że nadchodzi zagłada i tak dalej,
ale że chce go ojciec kupić.
Przepraszam na chwilkę.
Cześć.
Co się stało?
Biedaczek...
Jasne, już jadę.
Kocham cię.
Przepraszam, pasierb narozrabiał w szkole.
Pewnie kogoś opluł.
Pan zawsze jest dla nas łaskawy.
- Jasne. - Umowa stoi?
Tak, oczywiście.
Dzień dobry.
No comments yet. Be the first to leave one.