Amnesia

Amnesia

Polish 자막 다운로드

릴리스 정보

Amnesia 2015 Multi 1080p x264 AAC 5 1-CCATS
Amnesia 2015 FRENCH BDRip XviD-ViVi
다음의 해설 basel katrib

태그

x264
1080
TS
게시일: 2019-01-29
다운로드: 18
청각 장애인용: No

Polish 자막 미리보기

처음 200줄입니다.

Martha!

10 LAT WCZEŚNIEJ

WIOSNA ROKU 1990 PO UPADKU MURU BERLIŃSKIEGO

Sędziowie wzywają cię do Berlina.

Chcą zobaczyć ciebie albo twój akt zgonu.

Powiedz im, że nie żyję.

- Nie wystarczy, że gdzieś podpiszę? - Nie.

Sąd wymaga twojej obecności.

Powiedz, że jestem za stara na podróże. Niech sami tu przyjadą.

Jesteś niemożliwa!

Musimy sprzedać mieszkanie w Berlinie.

Kuzyni potrzebują pieniędzy na emeryturę.

Nie chcę się tym teraz zajmować.

Nigdy nie chcesz się niczym zajmować!

Dobrze. Radź sobie z życiem, jak chcesz.

Całkiem dobrze mi to idzie.

Do widzenia.

Otto, powiedziałam już, że nie.

- Przepraszam... - Błagam, nie po niemiecku.

Tienes... Jak to było... Lód?

Posłuchaj, ja nie mówię po niemiecku, a ty po hiszpańsku,

lepiej przejdźmy na angielski. Boże! Co się stało?

- Oparzyłem się. - Wejdź.

Śmiało.

Mam coś lepszego niż lód.

Aloes.

Super, ale wystarczy lód.

Boli?

Nie, śmiało.

Nie ma tu prądu?

- U mnie jest. - Nigdy go nie potrzebowałam.

Jestem nowym sąsiadem.

Podłączałem sprzęt muzyczny.

Tak się śpieszyłem z lutowaniem kabli, że przypaliłem sobie dłoń.

- Nie jesteś Anglikiem? - Nie, jestem z Berlina.

Przyjechałem tu kilka tygodni temu.

A pani? Nie jest pani Hiszpanką.

Nie, ale mieszkam tutaj trochę dłużej niż parę tygodni.

Podobno Ibiza to raj dla młodej muzyki.

Żadnych zasad, kluby są otwarte cały tydzień.

Jeśli to prawda, jestem w raju.

Jest pani muzykiem?

Dawne dzieje.

- Zawodowym? - Nie, moja mama była.

Proszę, nie dotykaj.

Powiedzmy, że to wstydliwa wiolonczela.

Od dawna nikt na niej nie grał.

- Lepiej? - Tak.

- Nazywam się Jo. - Martha.

- Dziękuję, Martho. - Proszę.

- W porządku? - Tak, dziękuję.

- Dobranoc. - Dobranoc.

Jo?

Martha?

Cześć.

- O co chodzi? - Nie chciałam cię budzić,

ale pomyślałam, że po paru dniach

na oparzenie dobrze ci zrobi moje lekarstwo.

To wyciąg z nagietka i krzew aloesu.

Bardzo dziękuję.

Wracaj do spania.

- Muszę jechać do miasta. - Ja też muszę tam jechać.

Mogę cię podrzucić.

Tym?

- Tak. - Nie wsiadam do takich.

Dlaczego?

Dlaczego nie jeździsz garbusami? Pełno ich tutaj.

O to właśnie chodzi.

Pomyśl, co by było, gdyby Hitler przeżył.

Światowa popularność sfinansowanego przez niego modelu samochodu,

zrobiłaby z niego ojca ekonomicznego cudu.

Świat roi się od garbusów Hitlera.

Jakby miliony kierowców udzielały mu rozgrzeszenia.

Daj spokój.

To już starożytność. Wojna była 50 lat temu.

Martha?

- Biorą? - Słabo!

Zejdź, proszę, po skałach i mi pomóż.

Od zawsze trzymam to w tajemnicy,

ale nie pływam zbyt dobrze.

- Co? - Tak.

Nigdy się nie nauczyłem.

Wagarowałem tylko wtedy, gdy mieliśmy zajęcia na basenie.

Wszystko w porządku?

- Mówiłeś, że nie umiesz pływać? - Tak.

Łatwo to zmienić.

Dobra!

Daj spokój.

Przestań!

Wystarczy, dowiodłaś swego. Skończmy z...

Mój Boże!

Potrzebujesz pomocy?

Nigdy nie ufaj kobiecie w łodzi.

Dziękuję.

Dobra, na tym się znam. Podaj mi haczyk.

Robię się głodny.

- Ściągnąłeś bandaż? - Tak.

Wystarczyły dwa tygodnie. Twoja terapia czyni cuda.

Dziadek mnie tego nauczył, gdy byłem dzieckiem.

Na każdej wycieczce opowiadał mi fantastyczne historie

i zawsze miał dla mnie jakiś prezent, płytę albo książkę.

To dzięki tym płytom złapałem bakcyla.

Zobaczmy...

A teraz poczekamy.

Mam ją!

Tak!

Pora na obiad.

Smakowałaby wyśmienicie z białym winem.

Wziąłem z domu kilka butelek rieslinga, skoczę po jedną.

Nie trzeba. Piję tylko po zachodzie słońca.

Naprawdę?

Powinnaś złamać tę zasadę. Przyrzekam, że warto.

Do ryby przydałoby się trochę werbeny.

Rośnie dziko przy ścieżce.

Przyniosę.

W ogóle nie potrzebujesz mojej pomocy?

Tego też nauczył mnie dziadek.

- Za muzykę. - Za życie.

- Jest świetna. - Podoba ci się?

Kiedy już wszystko podłączę, pokażę ci moje studio.

Zobaczysz, jak to się robi.

Jeśli się zgodzisz, chciałbym wykorzystać twoją grę na wiolonczeli

- w nowych utworach. - Nie.

Skończyłam z tym dawno temu.

Na pewno wiele tracę.

Rudolfo.

- Kolejny DJ? - I Clarissa.

To Rudolfo namówił mnie do przeprowadzki na Ibizę.

Jest moim agentem.

Zapomniałem, że byliśmy dzisiaj umówieni.

- Mogę go zaprosić? - Pewnie.

Szkoda tylko, że ominął go obiad.

Jak leci?

Cześć, Clarchen.

- Czyli ty jesteś Rudolfo? - Tak.

Mówmy po angielsku.

- Napijesz się kawy? - Tak.

Dziękuję.

- Co jest grane? - O czym mówisz?

Wyprowadzasz się do nowego domu...

i zostawiasz mnie dla kobiety!

O czym ty mówisz?

Może nie widzisz, jak oglądają się za tobą dziewczyny w klubach.

Ale miejscowa? Ty draniu. Szacunek.

Odbiło ci.

Pokazuje mi wyspę, a ja jej moją muzykę.

Tylko czekaj, aż pokaże ci wnuki.

- Uwielbiam spędzać z nią czas. - Jakbyś się zakochał.

Nieważne. Słuchaj.

Zanim mnie skreślisz, posłuchaj.

Nowy klub na starym mieście

zgodził się przyjąć nas na próbę w przyszłym tygodniu.

Manager Amnezji przychodzi do lokalu w każdy czwartek.

I właśnie wtedy gramy!

Świetnie! Amnezja to ważny klub.

Jeśli nam się uda, zyskam więcej czasu na tworzenie własnych kawałków.

Jesteś prawdziwym artystą, Jo. Zawstydzasz nas wszystkich.

Mówię ci, Martho, ja chcę tylko zostać sławnym DJ-em.

Marzy mi się olbrzymia konsola...

i wielkie tłumy krzyczących fanów, najlepiej kobiet.

- Wybacz. - Nie przepraszaj.

Jeśli chcesz marzyć, musisz wierzyć w te marzenia.

Kogo obchodzi, co myślą inni.

To Clarissa. Jest nieco niecierpliwa.

Cześć.

- Ty też jesteś DJ-em? - Ona jest naszą muzą.

Muzą? Każecie muzie czekać w samochodzie?

Właśnie.

- Napij się. - Dziękuję.

Dobra, zbierajmy się.

Nie chcę urządzać tu znienacka niemieckiej inwazji.

Chodźcie, zbierajmy się.

- Bardzo dziękujemy. - Miło było was poznać.

- Dziękuję. - Do widzenia.

Obiad był przepyszny.

Rudolfo myśli, że spędzam z tobą zbyt wiele czasu.

Następnym razem powinien popłynąć z nami na ryby. Zaproś go.

Nie chcę go tam.

- Nie wiem, jak to powiedzieć. - Jo...

Nie mówmy o tym.

Masz rację.

Pa.

Piękny dzień.

No proszę...

Poświęcam godziny swoim pomidorom,

a i tak daleko im do twoich.

Nie robię z nimi nic szczególnego. Chyba po prostu dobrze im ze mną.

- Dziękuję ci za wino, które przywiozłeś. - Próbowałaś?

Pozwól, że coś ci powiem.

Coś się w tobie zmieniło.

- Nie sądzę. - Ależ tak.

Coś się zmieniło.

Wyglądasz... olśniewająco.

I nie czaruję cię.

Gdzie się podziewałeś?

- Pracowałem bez wytchnienia. - Pracowałeś?

- Nie wierzysz? - Jo! Wejdź.

Przyszedłeś w samą porę, by poznać mojego przyjaciela.

To jest Jo Gellert, nowy znajomy, a to Sabater,

mój ulubiony Katalończyk na wyspie i mój sekretny dostawca wina.

댓글

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left