처음 200줄입니다.
SERIAL JEST FIKCJĄ,
NIE UKAZUJE PRAWDZIWYCH MIEJSC, OSÓB ANI WYDARZEŃ
ZŁOTA RZEKA
DYREKTOR
Co znowu?
Rzeka Han.
- Gdzie byłeś? - Wpadłem na znajomego.
Przy okazji,
czekałeś na mnie?
Musimy gdzieś pojechać.
Na wyspę Palmi?
Mówiłem, że jesteśmy dobrym zespołem.
Facet mnie wkurza.
Mam z nim pogadać?
To autograf Janga Myeongbu. Wart…
Zamknij się!
Cholera by cię!
Mówiłem, żebyś się tu nie pokazywał!
Dlaczego ciało kapitana wypłynęło?
Idiota!
Wynocha!
Wynocha!
Kolejny ciężki dzień w Mangwon?
Jasne.
Najpierw się spociłem, potem zmokłem, potem wskoczyłem do wody.
Ale śmierdzi.
Jak mi dobrze, gdy tak tu siedzę.
To przenieś się do innej jednostki.
Ciągle się kłócisz z sierżantem Hanem.
- Nie masz tego dość? - Mam.
Ale beze mnie sobie nie poradzi.
Kto by go trzymał w ryzach?
Litości.
Nawet teraz pan na niego czeka.
To też trzymanie go w ryzach.
Wzruszające.
Bierze go pan pod skrzydła.
Zajmij się sobą i przestań obgadywać kolegów.
Walnąłeś starszego oficera?
Bo pierwszy awansowałeś?
Ładny przykład dla młodych!
Wywal to. Rzeka jest pełna śmieci.
Idziemy, Chunseok.
Musimy zaczekać na Jisoo. Co tak długo?
Jak mi dobrze. Zimno…
Jak miło!
Kasjerka na nas patrzy.
Nie mogę się zdecydować.
Długo już tam siedzisz.
- Miałaś je potrzymać! - Wybacz.
- Coś ty taki nerwowy? - Przepraszam.
Jeden, dwa, trzy… sześć.
Ale jest nas pięcioro.
To dla sierżanta Hana. Niedługo się zjawi.
Czemu tak dbasz o sierżanta Hana?
Ma takie smutne oczy.
Sierżant Han?
Mówimy o tym samym facecie?
Nie każdy to dostrzega.
Zapłacisz.
- Zaczekaj. - Trzeba zapłacić.
On płaci.
Sierżancie Han!
Kiedy się pan zjawił?
Jakiś czas temu, kapralu Do.
Przenieśli cię do tej jednostki?
Tak jest.
Znacie się?
Pracowaliśmy razem, zanim się tu przeniosłam.
Rozumiem.
Świat jest mały.
Płyniemy na wyspę Palmi?
Szef kazał nam współpracować.
Wiem, ale czy to nie był twój pomysł?
Oczywiście, że nie.
Muszę coś sprawdzić.
Jeśli wszyscy popłyniemy,
nikt nie będzie pilnował naszego rejonu.
Z tego, co wiem,
naszym priorytetem jest ratowanie ludzi, tak?
Nie możemy znienacka zostawić rzeki Han
bez opieki i pomocy.
- Racja. - Naturalnie.
Popłynę sam.
Jesteś częścią zespołu.
Dobrze, płyń. Damy radę.
Płynę z tobą.
A ty dokąd?
Musi mieć partnera do nurkowania.
Płynę z nim.
Skoro jesteście tacy kompetentni,
Yichon poradzi sobie beze mnie.
Coś w tym jest.
Na razie.
- Na razie. - Też z nimi pojadę.
Nie możesz. Kto będzie skakał do wody?
- Znalazłeś coś? - Niewiele.
Chyba nie pojechali mostem.
Kamery nic nie złapały?
Nie. Oglądamy jeszcze inne ujęcia, ale…
Jedźcie prosto na wyspę Palmi.
RATUSZ SEULU
Prezes Hwang nadal czeka.
Nadal?
Coś takiego.
Prezesie Hwang!
Dziękuję za przyjście.
Gdy tak pan mówi,
czuję się jak gość.
Może, gdybym odgrywał rolę gospodarza,
który czeka na gościa, nie wiedząc, kiedy się zjawi.
Właśnie.
Jednak gospodarz zawsze powinien ciepło witać gości.
Prawda?
Oczywiście.
W ten sposób przeprawiają się też promy?
Tak, każdy statek, który tędy przepływa.
To chyba strasznie niewygodne.
Jak to?
Nieważne.
Może nawet bezpieczniejsze.
Nawet ja bym na to nie wpadł.
O czym on mówi?
Porozumienie?
Po co to panu? Nie ma mocy prawnej.
Więc nie ma się czym martwić.
Proszę sobie nie pogrywać.
Oczywiście, że nie.
Chcę zachować pozory.
W końcu to nie moja sprawa.
Walczymy o pana reelekcję.
Chce pan przyciągnąć inwestorów, używając mnie jako przynęty?
W zasadzie tak.
Rozumiem.
Dobrze. Zgoda.
Ale…
jeszcze jeden błąd
i natychmiast wycofuję się z porozumienia.
Zrywam kontakty.
Oczywiście.
Chyba się starzeję.
Spotkajmy się.
- Cześć. - Witaj.
- Jesteś wcześnie. - Tak.
Nie miałeś chyba ochoty,
a jednak przypłynąłeś.
Wykonuję rozkazy.
„Współpraca”!
Chodźmy. Daj kamizelkę.
Daj mi.
- Możemy płynąć sami. - Nie.
Powinniśmy płynąć razem.
Nie znacie okolicy.
Chodźmy!
Witam.
- W czym pomóc? - Policja.
Prowadzimy śledztwo.
Dziękuję za współpracę.
Proszę pana.
Tutaj.
Są dostawcą Promów rzecznych.
Kim pan jest?
Co jest? Wracaj!
Chodź tu!
Wstawaj.
Co?
Jak to upuścisz, wylądujesz w morzu.
Szybciej!
Nie do wiary.
To ty przenosiłeś skrzynie.
- Zaraz. - Znasz go?
Mam kilka pytań.
Nie wiedziałem, że jesteście glinami.
Tak traktujecie ludzi?
Myślałem, że to te dranie wróciły.
Jakie dranie?
Chcieli skorzystać z pieca przez parę dni.
Zapłacili połowę i zniknęli.
Co robili w piecu?
Nie wiem. Naprawdę.
- Na pewno nie brałeś w tym udziału? - Nie!
Nie dali mi się nawet zbliżyć!
- Na pewno? - Tak.
Musiałeś coś widzieć.
Z daleka
widziałem czerwony dym.
Przysięgam, to wszystko.
Czerwony dym? Jak to?
Proszę usiąść.
Co pana sprowadza?
Niespodziewane wizyty wywołują pewien dyskomfort.
Tak jak dzisiaj.
Cztery dziewiątki.
Jedna tona.
To tylko kilogram.
Moja reputacja,
sprawiła, że jestem, kim jestem.
Słucham.
Chcę sprzedać całą tonę.
Zapomniałeś już?
No comments yet. Be the first to leave one.