처음 200줄입니다.
5 LAT TEMU
Bądźcie czujni.
Obserwujcie dach.
Pilnujcie tyłów.
Mieli rację.
Trzeba było ominąć to miejsce.
Trzymaj się, chłopcze. Za parę godzin nas tu nie będzie.
Idę naprzód.
- Nie! - Ty skurwysynu!
Jake, obserwuj go.
To nie jest uzbrojone.
Procedury, Jake!
Skurwielu!
- Pilnuj go! - Masz trzy sekundy!
- Trzy! Dwie! Jedną! - Nie!
Nie!
Cholera!
- Czysto. - Do diabła, Jake!
- Jak sytuacja, Atherton? - Pułkowniku.
Uważajcie.
Mamy martwego informatora.
I zainstalowaną chałupniczą bombę.
Szykował ją na nas.
Ma 9-woltową baterię.
Proszę o zgodę na przecięcie.
- Nie. Po prostu wracaj. - Widzę przewód, pułkowniku.
Zostaw to, idziemy!
Przecinam!
Atherton, daj spokój i wracaj. Zostaw to.
Dam radę!
Zabierz swój patrol i natychmiast wracaj.
- Przecinam! - Cholera.
A mówili, że się nie da.
- Hej! - W porządku?
Nie da się!
Padnij!
To pułapka, wycofać się!
Odwrót!
Kurwa!
Jake, uciekaj!
No dalej!
Pułkowniku!
- Zabierajmy się stąd! - Padnij!
Spieprzamy stąd.
OBECNIE
Hej, Jake!
RIVERSIDE, KALIFORNIA
Dzień dobry, panno Martinez.
- Jak się miewasz, piękna damo? - Daruj sobie.
Musiałam przejść cztery przecznice w tym upale.
- Liczę, że mój wóz jest gotowy. - Wóz?
Ach, wóz!
Tak.
Jake go robi.
Hej, Jake!
Na pewno już skończył.
Trzeba zapytać o Jake'a.
Jezu.
Rozwalona pompa paliwa.
Muszę opuścić bak i wymienić cały układ paliwowy.
To mi zajmie ze dwie, trzy godziny.
Przed nią mam jeszcze trzy auta. Robię, co mogę.
Jezu.
Wiesz co?
Gdyby biedactwo miała kasę, kupiłaby sobie nowy wóz.
Jak my wszyscy.
Weź to beżowe volvo,
które stoi z tyłu.
Załóż w nim nowe opony.
I powiedz jej, że to prezent.
Obiecałeś to volvo mojemu synowi.
I je dostanie.
Wiesz co?
Za 20 minut jej wóz będzie gotów. Zrobię to dla ciebie.
Dobra.
Cześć, tato!
Jak się masz, kolego?
Dobrze cię widzieć.
- Przywitajmy się z twoją piękną mamą. - Tak.
Dorwał Westona, futrzanego mamuta, i rzuca go na ring!
Nie!
- West... - Suplex.
Tata ci dokucza?
Hultaj szwenda się po ulicach, prawda?
Hej.
Obyście byli głodni.
- Jak wilk. Dinks. - Jak wilk. Dinks.
- Podwójny dinks. Mam cię. - Podwójny dinks.
- Idź umyć ręce. Hej! - Koniec zabawy.
Hej, a mój przytulasek?
Aż tak nie bolało, prawda?
Widzę, że z tobą nie mam szans.
Jak dzień?
Męczący.
Przyszły dzisiaj.
Cholera.
- Jesteśmy już po terminie. - Wiem.
Co zrobimy? Czek dostanę dopiero w piątek.
Kiedyś to się skończy, skarbie.
- Poradzimy sobie. - Z tym nie, jeśli ich nie spłacimy.
Skąd weźmiemy pieniądze? Znowu od twojego wujka?
Earl nie jest teraz w zbyt przychylnym nastroju.
Co?
Nic.
Hej.
Hej.
Jakoś przez to przebrniemy.
OK?
Jak zawsze.
Boję się.
Nie ma się czego bać.
- Najwyżej tego, że skubnę kurczaka! - Nie!
Tato?
Co to za panowie, którzy są tu z tobą?
Tu jest...
Evan, Pete i Will.
A tego brzydala na końcu znasz, prawda?
- Pułkownik Mason. - Mason.
Uratował ci życie.
Tak.
Bym mógł dać życie tobie.
Rozmawiasz z nim czasem?
Nie tak często, jak bym chciał.
Wiesz, że Mason był w szpitalu w dniu, w którym się urodziłeś?
Wiele lat temu.
Niesamowite, co?
Jesteś senny.
Pora odpocząć, żołnierzu.
W porządku?
- Tato. -Tak?
Czy kiedyś kogoś zabiłeś?
To trudne pytanie, a jutro idziesz do szkoły.
Śpij, skarbie.
Chodź tu.
Wspaniałych snów.
- Dobranoc, tato. - Dobranoc, synu.
WARSZTAT COCO
Earl!
Kurwa.
O co chodzi, panowie?
- W czym problem, panowie? - Wiesz, w czym problem?
Musisz wyjaśnić swojemu dziadkowi, że musi się dostosować do programu.
OK, a jaki jest...
Co miesiąc tyle.
Chyba pomyliliście adres, bo my nie mamy pieniędzy.
Więc coś muszę zabrać.
Co proponujesz?
Idź sobie, człowieku.
Dokąd to, kurwa? Hej, załatwcie go.
Już po tobie, białasku.
Szybki jesteś.
Ale moje kulki są szybsze.
Runda pierwsza.
Runda druga. Wkrótce się spotkamy.
Idziemy, zbierać się, kurwa! No już!
Rozwalił mi kolano.
Earl! Słuchaj, nie wiem, o co tu chodzi.
Pamiętasz, co mi powiedziałeś, kiedy złamałem sobie nadgarstek?
Dostałem wtedy straszny łomot. Pamiętasz, co powiedziałeś?
Że porażki są lepszą lekcją życia niż zwycięstwa.
Pozwól, że ci wyjaśnię. Powiem wprost. OK?
Nie mam na pieńku z gangusami.
Po prostu tym się zajmują.
To jakby część ich kultury.
Mam rodzinę. Muszę ją chronić.
Muszę chronić ciebie. A taka wojna nigdy się nie kończy.
Kiedyś, zanim otworzyłem ten warsztat, wiodłem inne życie.
Życie, które z radością pożegnałem.
Zajmowałem się...
obrotem gotówką, interesami innych ludzi.
Dzięki temu zgromadziłem forsę na to.
Dostałem drugą szansę. Otworzyłem ten interes
i stopniowo odnalazłem tu coś, czego nigdy wcześniej nie miałem.
Dom.
- Dom? - Uwielbiam ludzi
z tej okolicy. Tu nikt nic nie ma.
Nie ma bogaczy. Wszyscy są tacy sami.
I znam ich wszystkich. Tych, którzy tu dorastali.
A teraz nawet ich dzieci.
Znałem tych, którzy już pomarli.
To jest też mój dom.
Nigdzie nie czuję się tak dobrze jak tutaj.
Pieprzony brud za paznokciami.
Ty non stop drący mi się do ucha.
To dom.
Słuchaj, znam tych rozrabiaków.
Nie chcą tyrać w jakiejś gównianej robocie
za psie pieniądze.
Też bym nie chciał, ale to robiłem.
Wiem. Po prostu martwię się o ciebie, bo oni wrócą.
Wrócą.
Niech jadą do Beverly Hills i obrabiają tamtejszych skurwieli.
Wiesz?
Ale nie tutaj.
Ta okolica to moje miejsce...
to mój dom.
I nikt nie będzie tu wymuszał kasy ani ode mnie,
ani nikogo innego.
To wojna, która nigdy się nie kończy.
Tak już jest.
No comments yet. Be the first to leave one.