Sly

Sly

Polish 자막 다운로드

릴리스 정보

Sly 2023 720p WEB h264-EDITH
다음의 해설 Pati1989

태그

web
720p
720
1080
webrip
x264
BRip
TS
YTS
게시일: 2023-11-03
다운로드: 19
청각 장애인용: No

Polish 자막 미리보기

처음 200줄입니다.

Czy czegoś żałuję? Jasne, wielu rzeczy.

Ale to mnie też motywuje, by je w sobie przepracować.

Naprawiać je.

Robię to przez malarstwo i pisanie, bo w rzeczywistości nie mogę.

Przepadło!

Wiesz, to cholerstwo zwane czasem.

On po prostu minął.

To jest tak…

Kiedy jedziesz pociągiem,

w każdym oknie widzisz zmieniające się obrazy.

Jeden po drugim. I już nigdy nie wrócisz w to miejsce.

Na tym też polega życie.

To seria przelatujących przed oczami obrazków.

I nie da się… Przepadło.

ROCKY NIE JESTEM ZŁY, TYLKO…

Łatwo popaść w samozadowolenie.

Potrzebowałem zrobić coś drastycznego.

Wszystko spowszedniało, zrobiło się nudne.

Czułem, że marnieję i zaczynam usychać,

jak przejrzała figa, co spadła z drzewa.

W końcu ile jeszcze pożyję? Ze 20 lat?

Nie chcę spocząć na laurach.

Pomyślałem sobie: „Dobra, chcesz znów poczuć adrenalinę?

Wyjedź stąd”.

Dlatego przenoszę się na wschodnie wybrzeże.

Moim zdaniem najlepsza inspiracja to zwinąć swój dom i całą historię

jak kartkę papieru i…

Kim jest Sylvester Stallone?

Artystą, pisarzem, poetą, aktorem,

prawdziwym celebrytą.

Jak to się stało?

Sly zawsze podąża własną ścieżką.

A jeśli ta ścieżka nie istnieje, to ją sobie wydepcze.

Za wszystkim stoi on sam.

Nie zapowiadał się na wybitnego aktora.

Nie był specjalnie charyzmatyczny.

Ale stworzył coś innego.

Aktora, który sam pisze i reżyseruje swoje filmy.

Może nie był pierwszym człowiekiem, który tak robił,

ale na pewno był pierwszą gwiazdą.

Naprawdę świetnie rozumiał, czego widzowie od niego oczekują.

Interesowałem się życiem Stallone’a,

jak gdyby chodziło o moje własne.

Był ucieleśnieniem moich fantazji na temat udanej kariery.

Jeszcze nikt nie stworzył aż trzech filmowych franczyz.

To wymagało geniuszu.

Nie stało się przypadkiem.

Pokażesz mi kasety, na które trafiłeś przy pakowaniu?

Jasne, mam je tu.

Zobaczmy.

Ta jest z „New York Timesa”.

Zrobisz coś dla mnie?

Zacznę od cytatu z twojej noty biograficznej ,

a potem oddam ci głos i będziesz kontynuował. Zgoda?

Sylvester Stallone urodził się w nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen

w upalne i wilgotne lato 1946 roku.

Jasna cholera.

W życiu nie myślałem, że jeszcze tu wrócę.

Urodziłem się w Hell’s Kitchen. Nowy Jork to byłem ja.

Nie było mnie tu od 65 lat.

Mieszkacie tu?

Nie, ja mieszkam na 45.

- Tak? - Tak.

- Ja tu mieszkałem. - Na tej ulicy?

- Zgadza się. - Jak wyglądała wtedy okolica?

Była niebezpieczna.

Wtedy to naprawdę była „diabelska kuchnia”.

Okna zawsze były otwarte.

Sporo można się było nauczyć o ludziach.

Obserwowało się ich życie, jakby się oglądało film.

„Ej, kiedy wpadniesz?” „Jutro.

Weź zamknij to okno”.

I tak na okrągło.

Pamiętam, że ojciec ubierał się po włosku, w biały podkoszulek, wiesz.

Wyglądał, jakby właśnie wyszedł ze sztuki Arthura Millera.

Widok z mostu to moje życie.

W Nowym Jorku ojciec poznał moją matkę.

Był fryzjerem, a potem też kosmetologiem,

bo z tego były lepsze pieniądze.

Ojciec nie był zbyt pewny siebie, chyba przez brak wykształcenia.

Najdrobniejsza zniewaga powodowała…

BRAT

…wybuch złości.

Matka nie była lepsza.

Nieźle sobie radziła choćby starą szczotką do włosów.

Miała długie, szponiaste paznokcie… „Chodź no tu!”

Mama była dziewczyną od papierosów

w klubie Billy’ego Rose’a.

To ona głównie utrzymywała rodzinę.

Ojciec mówił, że bała się porodu.

Nawet w dziewiątym miesiącu jeździła po mieście autobusem.

I w nim zaczęła rodzić.

Ktoś miał dość rozumu, by ją wyprowadzić

i zanieść do szpitala.

Tam przyszedłem na świat ja.

Mimo komplikacji,

które spowodowały u mnie paraliż nerwów po tej stronie ust.

Od urodzenia mam więc grymas.

Mama była dość ekscentryczną i barwną osobą.

Szczerą do bólu i nieprzewidywalną.

Wiem, że mam po ojcu…

swego rodzaju brutalność.

Bez dwóch zdań.

Rodzice działali jak w zegarku.

Leżeliśmy w łóżkach i słuchaliśmy, jak się na siebie wydzierają.

Ojciec…

Przerażało mnie to, bo czułem te huki w całym ciele.

Myślę, że oboje byli tak pochłonięci sobą i własnymi sprawami,

że woleli się nas pozbyć.

Mieszkałem przeważnie w internatach.

Przez 12 miesięcy w roku.

Bo rodzice nie mieli dla nas czasu.

Oboje pracowali.

Ludzie mówią: „Byłeś spragniony uczucia, nikt się o ciebie nie troszczył”.

Jasne, to prawda.

Być może właśnie tych rzeczy szukałem

w szacunku i sympatii obcych.

Uczucie akceptacji i miłości ze strony widzów

to coś uzależniającego.

Chciałbym umieć się od niego uwolnić, ale to niemożliwe.

Z całą pewnością filmy były dla nas obu ucieczką.

Godzinami przesiadywałem w kinie.

Czego by nie puszczali, oglądałem to pięć, sześć razy,

a o 16 wracałem do domu.

Takiego życia pragnąłem. Tych ideałów.

Szacunku, na który się zapracowało, i zwycięstwa dobra nad złem.

Pociągał mnie kult bohatera. Chciałem być tym, który kogoś ocalił.

To jest właśnie mój cel: chcę być tym facetem, który…

ratuje ludzi.

Zamykałem się w sypialni rodziców.

Było tam tanie lusterko z Woolworth’s, takie za 2,99 dolara.

Potrafiłem godzinami robić przed nim różne rzeczy.

Czasem to była parodia kogoś,

czasem poruszałem ustami do piosenki.

Jak obejrzałem Herkulesa,

po powrocie do domu udawałem Steve’a Reevesa.

W Herkulesie i królowej Lidii jest ta scena,

w której powala świątynie.

I widzisz ten nieprzyzwoicie przystojny,

dobrze zbudowany wzór idealnej męskości.

To mi wystarczyło.

Wiedziałem już, że to ten kierunek.

Bo nareszcie zyskałem wzór do naśladowania i go wielbiłem.

Spełnić moje przeznaczenie!

Do ojca dotarło, że w Nowym Jorku nic nie osiągnie,

więc wyjechaliśmy do Maryland.

Związek rodziców się rozpadł.

Wróciłem kiedyś ze szkoły i nikogo nie było w domu.

Matka odeszła.

Rodzice się sądzili. To było okropne.

Mnie mama zabrała do Filadelfii, a mój brat został z ojcem w Maryland.

Totalna wieś zabita dechami, na całkowitym odludziu.

Nie było tam nic prócz koni.

Nie wiem czemu, ale konie interesowały mnie

już w wieku pięciu, sześciu lat.

Nie jakieś specjalne. Takie, które kupował ojciec,

warte 20 czy 25 dolarów.

Ojcu się nie przelewało, ale jakoś się wkręcił w drużynę polo.

Wszyscy tam mieli piękne konie, wspaniałe przyczepy, rancha.

My mieliśmy norę.

Koniom przeważnie coś dolegało.

Ślepły, jak się szybko pociągnęło za wodze.

Zacząłem grać w polo,

ale takie podwórkowe, na dość niskim poziomie.

Niemniej uczyłem się i zaczynało mi coraz lepiej iść.

Gdy miałem 13 lat, dostałem się do rankingu.

Na poziomie krajowym.

Ojcu to się nie podobało.

W środku meczu zamachnąłem się, żeby uderzyć z backhandu.

Nie zrobiłem nic złego, a ojciec wrzasnął:

„Za mocno ciągniesz konia!”

Mówię: „Wiem, co robię”. „Wcale nie! Nic nie wiesz!”

I drze się z tej trybuny.

W końcu pociągnąłem za wodze, żeby przygotować się na rzut,

a ten schodzi z trybuny,

chwyta mnie za gardło, zrzuca na ziemię,

zabiera konia i schodzi z boiska.

A ja leżę na ziemi i myślę:

„Ostatni raz widziałeś mnie na koniu”.

Wychował mnie bardzo…

siłowy ojciec. W sensie…

Dlatego przywykłem do konkretnego bólu.

I chyba zacząłem myśleć: „Nie dam mu się złamać”.

Nieważne, co robił, po prostu nie zamierzałem się złamać.

Ojciec chyba był zazdrosny.

Mój brat sprawiał dużo problemów.

Wagarował, bił się z kolegami.

Nie uczył się dobrze. Wyrzucali go ze wszystkich szkół.

W ciągu 12 lat zaliczyłem 13 szkół.

Trafiłem nawet do wojskowej, wyleciałem po miesiącu.

Był niereformowalny. Ciągle się w coś pakował.

Poszedł do Devereaux,

czyli takiej szkoły dla trudnej młodzieży.

I tam po raz pierwszy zaczął interesować się aktorstwem.

Potem poszedł na studia.

Wtedy na poważnie zaczął myśleć o karierze filmowej.

Ogłosili przesłuchanie i naprawdę nie wiem dlaczego,

ale poszedłem. Do Śmierci komiwojażera.

I dostałem rolę.

Byłem na scenie i czułem się…

댓글

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left