처음 200줄입니다.
Witajcie, śmiertelnicy, w Nowym Orleanie,
mieście wybitnie paranormalnym.
Tutaj każdy pogrzeb to karnawał,
a śmierć to nie koniec jednego życia,
lecz początek drugiego.
Tu nawet żałoba może być bramą do radości,
jeśli tylko odważysz się w nią wejść.
Jest 23.58! Szykujcie się.
- Łał. - Hej, przepraszam.
Przepraszam. Halo, barman. Mogę zamówić?
Proszę.
Wypij mojego.
Zaschnie ci w gardle.
Dam radę. Prawie nie piję.
To może na spółkę?
Okej.
Jesteś tu z kimś?
Tak.
Z kolegami z pracy.
To ci za mną. Są trochę nieśmiali.
Czym się zajmujesz?
Jestem astrofizykiem.
Czyli...
specem od rakiet.
Od optyki. Buduję obiektywy.
Teraz pracuję nad mapą ciemnej materii.
Chcę połączyć to, co już wiemy,
z mechaniką kwantową.
To skomplikowane.
Chcesz zobaczyć niewidzialne.
Właśnie.
Lepiej to ujęłaś.
Ja w sumie działam
w podobnej branży.
Nawiedzone domy.
Te branże nie są podobne.
Nie. Ale coś w tym jest.
Pokazuję ludziom to, czego nie widzą.
Duchy w powietrzu.
- Zjawy. - Dziesięć!
- Widma. - Dziewięć! Osiem!
- Opętania. - Żartujesz sobie.
Siedem!
- Ale i tak zapraszam. - Sześć! Pięć!
- Chętnie. - Cztery!
Tak.
Trzy! Dwa! Jeden!
Szczęśliwego Nowego Roku!
Jestem Ben.
Alyssa.
Ben?
Ben!
Ben?
Masz ciężki dzień, więc nie chcę ci dokładać kłopotów,
ale karta nie przeszła.
Skąd wiesz, że mam ciężki dzień?
Skąd wiem?
Bo jesteś wczorajszy.
Masz.
Ilu ich jest?
- Siedmioro. - Dobra.
Po co ją zastępujesz?
Wyjdź przez zaplecze.
I tak mnie znajdą.
Zawsze znajdują.
Tak.
Jesteś Ben, nasz przewodnik?
- Tak. - Pochodzę z Syracuse.
Fajnie. Najpierw lista obecności.
Wyczytani mówią "jestem"
i nic poza tym, jasne?
- Jest niejaki John Peluso? - Obecny.
Księgowy od pół wieku.
Mam to gdzieś.
Jest też jakaś Carol...
Jestem!
Jestem Carol. Ty też?
Tak. Ale dziwnie!
To pospolite imię.
Ten dom jest nawiedzony?
Zwiedzamy zabytki. Hej.
Oprowadzam i opowiadam.
Nie o duchach.
NOWY ORLEAN
To...
Podobno w tej katedrze mieszkają duchy.
Duchów nie ma.
Ja w nie wierzę.
Moja ciocia Barbara kochała ptaki, szczególnie kolibry.
I co zobaczyliśmy na jej pogrzebie?
Kolibra!
Słuchajcie.
Podzielę się z wami okruchem wiedzy.
Byłem we wszystkich "nawiedzonych domach"
w tym nawiedzonym mieście.
Spędziłem w tym budynku trzy doby.
I co widziałem?
Nic. Zero.
Duchów nie ma. To wszystko kant. Jak całe życie!
Przepraszam.
Wybaczcie.
Chodźmy.
CMENTARZ
ZAKAZ WSTĘPU
Witaj w domu.
Hej.
Nasz transport.
Już jesteśmy. Kiedy będziecie?
Jak to za cztery godziny? Wyjechaliśmy razem.
Jasne, rozumiem, obiad.
Ale to chyba raczej kolacja i kino.
No nic, do zobaczenia.
Co za ludzie.
Travis?
Tu jestem, mamo.
Oglądam dom.
Już czas. Czas. Ktoś przyjechał.
Wszyscy na miejsca.
Widzi nas.
Odnowi się i będzie bosko.
Chcesz wybrać pokój?
Pewnie jest na górze.
- Fajnie? - Nie.
Nie dziś.
Witaj w domu!
Nie!
Bąbel, co jest?
Tutaj straszy!
Poczekaj.
Nie jest tu tak sympatycznie, jak się spodziewałam.
Ale gdy wstanie dzień, zrobi się milej.
Odpalę świecę zapachową i wszystko wróci do normy.
Myślisz?
Skarbie, nie zrażaj się tak od razu.
To teraz nasz dom.
Nie. Spadamy stąd.
Nie.
Wsiadaj. Wsiadaj.
- Pasy. Bezpieczeństwo. - Co z nimi?
- Powoli. Dasz radę. - Okej.
- Mama czuwa. - Okej.
Lubię zabytki, ale to już przesada.
Wrócicie.
Wrócicie.
NAWIEDZONY DWÓR
Już, już. Ja otworzę, Alyssa.
Przepraszam, zna pan tego lokatora?
Znam i unikam.
Halo?
- Tak mieszka geniusz. - Co robisz?
Spokojnie. Nie kradnę!
Moja nagroda czeka w niebie.
Odbiło ci, że włazisz do cudzego domu?
Przeznaczenie zazwyczaj puka do drzwi, ale czasem musi napierać.
- Tak jak dziś. - Co?
Czemu? Czemu masz kota?
- To nie twój? - Nie.
Myślałem, że twój. Chciał wejść.
W drogę, kosmaty przyjacielu.
Przyciągnęła go pozytywna energia
emanująca z tego
uroczego gniazdka.
Można uchylić okno?
Jestem ojciec Kent.
Cześć, Kent.
- Mogę usiąść? - Wykluczone.
Dobrze.
Jedno pytanie i już mnie nie ma.
Chcesz być bohaterem?
Nie.
- Zobaczyć coś, że mózg staje? - Pa.
Dwa słowa.
Fotometria psychofizyczna.
Tak.
To cię zaciekawiło.
Tak jak mnie.
Naprawdę zbudowałeś aparat, który potrafi
sfotografować "cząstkę-widmo"?
Ja jej tak nie nazywam. To dziennikarze.
Inni naukowcy mnie wyśmiali.
Doktor Frankenstein.
Wielki naukowiec, a gonili go z widłami.
Dlaczego?
Bo chciał tworzyć.
Stworzył potwora.
Który, jeśli się nie mylę, zabił parę osób?
Dla jednych potwór, dla innych fajne przebranie.
- Mózg stanął. Do widzenia. - Posłuchaj.
Wezwała mnie jedna miła dama.
Ma dzieciaczka.
W ich domu chyba straszy.
Chce, żebym odprawił egzorcyzmy,
ale potrzebny jest spec od zjawisk
paranormalnych.
- Jestem przewodnikiem. - Ben Matthias.
Budowałeś teleskopy dla NASA.
Pracowałeś jako astrofizyk w CERN-ie.
I oprowadzasz wycieczki?
To jakby Michael Jordan grał w baseball.
Ze mną wrócisz na parkiet.
No comments yet. Be the first to leave one.