Sztuka Kochania: Historia Michaliny Wisłockiej
처음 196줄입니다.
Po prostu weź go do ręki, złap mocno i trzymaj, żeby ci nie wypadł.
Chyba nie chcę tego robić.
Musisz. Bo inaczej nic się nie zmieni.
Ale ja tak nie potrafię.
Oj potrafisz, potrafisz. To nie jest jakaś wielka filozofia.
Czyli mam wziąć sprawę w swoje ręce?
Można to tak nazwać.
Jezu, jak ja się z tego wyspowiadam.
A wiesz co znaczy orgazm po grecku?
To znaczy płonąć gniewem.
Nie wiem czy ja dam radę.
Dasz kochana, dasz.
Musisz tylko pozwolić zrobić ciału to co chce.
Pani to już kiedyś robiła?
Nie. To mój pierwszy raz będzie.
Mój też.
To ci powiem, że pierwszy raz zawsze jest bolesny.
- -
Spokojnie.
Odwagi.
- Ty kurwo! -
- Imię? - Michalina.
- Nazwisko? - Wisłocka.
Miejsce zatrudnienia?
Poradnia Rodzinna Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa.
Zawód.
Lekarz. Doktor.
Lekarz, od czego?
A od spraw kobiecych proszę pani.
Często tak lejecie chłopów, że aż w szpitalu lądują?
Tylko wtedy kiedy biją moje pacjentki.
Czyli spadł ze schodów?
Wystarczy.
I pamiętaj, zrobiłaś to z miłości.
To czym wy się w tej poradni zajmujecie obywatelko?
Miłością, pani władzo.
Miłością.
Słuchaj, a ty masz jakieś fantazje seksualne?
Jak to?
No może jest coś co byś chciał robić ze mną… albo z inną kobietą.
Z inną kobietą? No co ty.
Może o czymś marzysz a się wstydzisz powiedzieć.
Przecież właśnie to zrobiliśmy.
- No oczywiście. - Pa.
Widzisz, Borutka. Nic się nie dowiemy. Nic.
Srom nie. Bo srom oznacza smutek i wstyd.
Cipka też nie, bo nie jesteś małą dziewczynką.
- Wagina? - Zbyt naukowe.
- Pierożek. - Jak?
- Pierożek. -
Toś mnie zaskoczyła.
A pierożek to rodzaju męskiego jest.
No i tym bardziej właśnie dlatego trzeba wydać pani książkę.
O, dziękuję.
Pani Michalino, u nas w wydawnictwie dziewczyny zabijają się o ten maszynopis.
Sama przeczytałam go kilka razy. Trzy noce nie mogłam spać.
I chyba udało mi się ich przekonać. Wydawnictwo jest pozytywnie nastawione.
Uważam, że naprawdę to się może udać.
- A ile ty masz lat, skarbie? - Dwadzieścia pięć.
A! To ci tam dopiero zaczyna buzować.
Ale skąd pani doktor. Ja prawie w ogóle nie piję.
Mm. Miałam na myśli twoje życie erotyczne.
Orgazm już był? No pani redaktor?
Przyjdzie, spokojnie daj sobie czas.
A w ogóle jak mamy coś działać razem to nie pani doktor tylko Miśka jestem.
- Tereska. - O. To jest Boruta.
Pani doktor. Ja będę walczyć o tę książkę z całych sił,
tylko ostrzegam, że łatwo nie będzie.
No bo jednak ma pani trochę wrogów.
Ja? Wrogów? Pierwsze słyszę.
Wydział kultury otrzymał dziesięć recenzji pani książki
od wiarygodnych autorytetów.
Ani jednej pozytywnej.
Powtarzający się zarzut, cytuję:
epatowanie seksem i nienaukowy język opisu.
Koniec cytatu.
Proszę pana,
to jest książka popularyzatorska, omawiająca problemy par w pożyciu.
- Gdzie tu jest epatowanie? - Mhm.
Czyli pani chce popularyzować to wszystko?
Nie. Nie, nie, nie. Uświadamiać.
Socjalizm powinien nieść kaganek oświaty, prawda?
Oczywiście. Tylko, że to są świństwa.
A pan nie lubi seksu?
Spokojnie, przecież wszyscy to robią.
No tak, ale po co im to jeszcze tłumaczyć.
Ach! Bo źle robią.
Źle.
Pani Michalino, ja chyba nie do końca panią rozumiem.
A ja panu wytłumaczę.
Kobieta też może odczuwać przyjemność z seksu.
To nie musi być tylko małżeński obowiązek.
Pani Michalino, nie przesadza pani trochę?
- Pan mi powie, ale tak szczerze. - Acha.
Była wśród recenzentów chociaż jedna kobieta?
- Nie. - Ach!
Widzi pan, bo się boją.
Do tej pory książki o seksie pisali zawsze mężczyźni
i to jest siła Sztuki kochania - płeć autorki.
- Czyli to pani jest siłą tej książki? - Tak.
- A wie pan dlaczego? - Nie.
Bo ja widzę na co dzień nieszczęście polskich kobiet.
Zresztą co ja wam będę gadała,
wy wiecie lepiej ode mnie doskonale czym ja się zajmuję.
- No tak. -
Trochę wiemy.
Pani żyła w trójkącie, tak?
- A co to ma do rzeczy? - No właśnie, pani żyła w trójkącie,
a kwalifikacje etyczne autora.
A co pan? Ksiądz pan jest?
Panie, my nie mówimy o moim seksie, tylko o seksie trzydziestu milionów Polaków.
I to jest ważna część życia człowieka, również socjalistycznego.
Tak, tylko niepotrzebne mówienie o tych sprawach--
- O seksie. - Tak o seksie, dziękuję bardzo.
- Powoduje rozbicie rodziny. - Nie. Nie rozumiecie.
- Nie, to cementuje rodzinę. Cementuje. - Ja sobie nie przypominam,
żeby na jakimkolwiek szczeblu, czy zakładowym, czy wojewódzkim,
czy tutaj u nas w Warszawie, pojawił się zarzut braku tego w narodzie.
- Nie wiecie. - Proszę--
Nie wiecie, ile ja wykonałam operacji po pokątnych skrobankach.
- To jest trup w szafie! - Dobrze, dziękuję paniom za wizytę.
Poinformujemy kierownictwo wydawnictwa o decyzji. Do widzenia.
Powiedz mi, skąd ty jesteś?
Co to ma znaczyć?
Powiedz mi skąd ty jesteś? Wiesz, skąd jesteś?
Nie rozumiem. Jestem z Warszawy.
Z waginy jesteś.
I ciebie też w kapuście nie znaleźli.
Łoł.
Widziałeś to?
Cały się spociłem.
Kompletnie pierdolnięta baba.
- Nie chcę wojny z kościołem. - Mm.
A co pan nie lubi seksu?
No właśnie. Zatrzymaj to.
W trójkącie?
Kiedyś ci opowiem. Ty Terenia, ja znowu coś źle powiedziałam?
Nie no, źle nie.
Och.
Pani doktor! Pani doktor!
- Pani doktor. Udało się. - Co, puścili?
Co? Nie, nie to ja. Pamięta mnie pani?
Byłam pani pacjentką. Miałam problemy z mężem.
- Zapisała mi pani doktor przebieranki. - Ach.
Pamiętam. Pamiętam. I co?
To bardzo fajne, bardzo.
Pani jest wielka.
Słowo daje, no tak mi teraz przyjemnie. Mój to--
Gra teraz na mnie jak na afrykańskim bębnie za przeproszeniem.
- - Dobrze.
Chciałam bardzo podziękować.
- Nie ma za co, skarbie. Powodzenia! - Dziękuję.
No po paru latach małżeństwa to już pewnie trzeba zacząć kombinować, co?
No.
No, no.
To on.
- Przystojny. - Jest genialnym naukowcem.
Biologiem.
Za stary jest dla ciebie.
Coś ty. Będziemy jak Piotr i Maria Curie.
No przecież wiesz, jak panny się koło niego kręcą.
Głupie.
Nie mają pojęcia ani o biologii, ani o niczym.
Ale rzęsą zarosło.
- Lepiej uważaj, żeby tobie nie zarosło. - Wandzia!
Ty, on coś taki nieruchawy jest.
Jezu, ja umrę. On się utopił!
Ładnie to tak podglądać?
To jest Staszek. Twarz mam wyżej.
Jestem Stach. Cześć.
Michalina.
Jestem Wanda.
To moja przyjaciółka.
- Nie mówcie nic. -
- Co tu się dzieje? - Co się tutaj dzieje?
Chłopaki! Nie możecie tak straszyć mojej żony.
Rozumiem. Nawet żołnierze potrzebują czasem przerwy.
Lepiej zdejmijcie spodnie i chodźcie do wody.
- Tu na pewno nikt was nie przyłapie. - Ale nikomu nic nie mówcie!
- Dobra, chłopaki. - W porządku.
Zaczekaj. Zaczekaj.
Stasiu. Zaczekaj.
Miśka!
Psia krew!
Mogłabyś przynajmniej udawać, że ci się podoba.
- Mieliśmy się nie okłamywać. - Nie kochasz mnie.
Kocham Stasiu, tylko to mnie boli ciągle.
Ale przecież wiesz, że jeżeli
mnie na tym zależy to mogłabyś chociaż, nie wiem…
Może gdybyś był delikatniejszy za pierwszym razem,
to by teraz tak nie bolało.
Powiedz mi.
Czy jesteś duszą, która ma ciało, czy ciałem które ma duszę?
A jak myślisz?
Oczywiście, że jestem ciałem, które ma… umysł!
A ja jestem duszą i ciało nie jest mi do niczego potrzebne.
No comments yet. Be the first to leave one.