처음 200줄입니다.
Zaśpiewaj! Jeszcze raz!
Chcę ciebie tylko na godzinę
Nie umiem o tobie zapomnieć
Chodź tu.
By ci znów powiedzieć pocałunkami
Czym dla mnie jesteś
Podoba ci się?
Piękne. Dzięki.
Jesteś moją kobietą. Wiesz o tym prawda?
Nie bój się.
- Musisz wrócić, rozumiesz? - Nie zostawię cię.
Czemu nic nie mówisz?
Bolało cię?
Więc co? Żałujesz?
Cieszę się, że wyjeżdżam.
Tu cała ziemia należy do barona. My nie mamy nic.
- Może tam jest coś dla nas. - Jedziesz na wojnę, Michele.
Nie na podbój Ameryki.
Ale wrócę na Boże Narodzenie.
Duce tak mówi. Nie martw się.
- Marta, szybko! - Już idziemy!
- Mamo, zabiją nas! - Zostaw ją! Ruszaj!
Ruszać się! Szybciej!
Dalej!
- Pomogę pani z dzieckiem. - Sama dam radę.
Chodź.
Tędy, szybko!
- Mogę? - Pewnie.
- Niech pani przykryje małego. - Pan nie potrzebuje?
Nie umrę. Ani przez Amerykanów, ani z zimna.
Dziękuję.
MOJE MIEJSCE JEST TUTAJ
- Sardele. - Sardele dla pani. A dla pani?
Już podaję. Lubi pani ryby, co?
Myślicie, że tylko wy, kobiety, je lubicie?
Niektórzy panowie też lubią. I to jak!
Ale ryba musi być świeża.
Stara śmierdzi i nikt takiej nie chce.
Jak pewnych kobiet, które znamy. Prawda? To dla pani.
Nie słuchaj go.
Zazdrości.
Bo jesteś młoda i ładna.
- Ile lat ma synek? - Pięć.
Boże mój, już?
Uważaj, zaraz czmychnie spod maminej spódnicy.
- Dwie sztuki. - Co zrobisz z dwiema?
Dorzucę dwie w prezencie. Zjesz z synkiem.
Dzięki.
Wieki to trwało.
Dokończ to. Rosa poszła do cioci Annuzzy.
- I zanieś jajka Filomenie. - Mogłam wstąpić po drodze.
Wszyscy tutaj nieźle się uwijamy.
- Mama! - Mój skarb!
Dziadek uczył mnie grać w karty.
- I wygrałeś? - Nie.
- Musi się przyłożyć. - A ty?
- Nie miałeś iść po winorośl do Micuzzy? - Jeszcze ty mi zawracasz dupę!
Musiałem pogadać z kumplami.
- Rosa, jak ciocia Annuzza? - Lepiej niż my.
Jutro wraca do roboty.
Nie chcę zostać taką starą panną jak ona. Jasne?
- Albo taką jak ty. - Co ja mam do tego?
Słyszycie tę świętoszkę?
Elena na ślub zaprosiła wszystkich: Carlę, Dorianę, ale nie mnie. Czemu?
Weź te karty i idź na górę.
Już.
Uważasz, że to tylko twoja sprawa?
Było pomyśleć, zanim się skurwiłaś.
Wciągnęłaś nas w bagno. I jedna gęba więcej do wykarmienia.
- Czemu ciocia Rosa jest na mnie zła? - Ty nic nie zrobiłeś. Jest zła na mnie.
- To przez tatę? - Nie. Co ty gadasz?
Ej... co ty wygadujesz?
Gdyby tu był, toby tak nie mówiła.
To prawda.
Tata zawsze wszystko załatwiał.
“Św. Petronela żyła w pierwszym stuleciu Kościoła.
Męczennica Pańska, złożona niemocą.
Ta wyjątkowa...
wyjątkowa niewiasta, udręczona straszną boleścią,
nie okazywała zniecierpliwienia.
Tak bardzo pragnęła cierpienia, że w końcu została wysłuchana”.
Powiedz, co cię dręczy? Mów.
Była pani wspaniała.
Tylko czytałam.
Marta, usiądź.
Pan Gino przybył do nas
ze szlachetną propozycją.
Poprosił o twoją rękę. Cieszy nas związek dwóch przyzwoitych osób.
Jestem wdowcem, mam dwie małe córki.
Pracy jest dużo. Mimo że czuję się jeszcze jak młodzieniaszek.
Oczywiście zajmę się też pani synem.
Nie musi pani dziś odpowiadać. Proszę się zastanowić.
Powie pani, gdy będzie gotowa.
Marta, odpowiedz panu. Złożył dobrą propozycję.
Z zadowoleniem ją przyjmuję.
Wspaniała wiadomość. Pomówię z proboszczem, żeby wszystko załatwić.
Za pozwoleniem, wracam do domu.
Pani Mariello, dziękuję. Panno Marto, dziękuję.
Tak się cieszę.
Wiedziałam, że skorzystasz z takiej okazji.
- Przebiorę się i ci pomogę. - Nie. Rosa mi pomoże.
- Czyli ostatecznie mamy datę. - Chyba najlepszy będzie 15 maja.
Tak, miesiąc maryjny.
Masz cztery miesiące na przygotowania.
- Jest nasz Lorenzo. - Dzień dobry.
To świetny organizator ślubów.
Wszystko, czego tknie, zamienia się w złoto.
Młodzi są zadowoleni. I ich mamy też.
Zwłaszcza że będziemy mieli nowe świeczniki...
Moje gratulacje.
Jak się pani czuje? Zdenerwowana?
Bardzo.
- Jakieś szczególne życzenia? - Nie mam pojęcia.
Jest już suknia?
Myślałam o sukni mamy. Najlepiej niech pan porozmawia z panem Ginem.
- A dlaczego? - Przepraszam.
- Więc co włożysz? - Dziewczęta, siadajcie.
- Mogę najpierw coś pokazać? - Pewnie.
Wyrwałam z czasopisma zdjęcie Rity Hayworth.
Nie powinnam, ale nie wytrzymałam. Patrzcie, jaka ona śliczna.
- Chcę taką fryzurę. - Nie wychodzisz za Clarka Gable'a.
Ze swoich włosów nie zrobisz nawet miotły dla Rity.
Pokaż to zdjęcie.
W sumie w takiej fryzurze nie byłoby ci źle.
Ale trzeba się przyłożyć. W takich przypadkach jajko czyni cuda.
Raz w tygodniu wcierasz, zostawiasz na godzinę,
spłukujesz i włosy lśnią.
Jak pani odkryje, że kradnie zdjęcia i jajka, to ją zabije.
Piękno ma swoją cenę. Idę po księdza Antonia.
Ja nacieram włosy końskim gównem.
Trochę śmierdzi, ale włosy są mięciutkie.
- Właśnie gratulowałyśmy Marcie. - Tak? Doskonale.
Ale nie powiedziała, kto jest tym szczęściarzem.
Gino z Fontenuovy.
Lepszy niż żaden.
Dziewczęta, jesteście wszystkie.
Dziś pomówimy o tym, jakiego ważnego kroku dokonacie.
Pamiętajcie, że mąż to głowa rodziny.
On zapewnia chleb, a jego pot jest jak woda święcona.
Trzeba się troszczyć o niego każdego dnia, bo on przynosi chleb do domu.
Nie wolno wam spojrzeć na innego, który nie jest waszym mężem.
Dziękuję, że mi pan towarzyszy.
Też nie chciałbym być sam na sam z tym pedałem. Wejdźmy.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Pan Gino... co za niespodzianka.
Miło mi, że pan też przyszedł.
Siadajcie.
No i?
Zaczniemy od kwiatów.
Co pan myśli?
Są różne kwiaty. Lilie - zmysłowe i kobiece.
Mieczyki są długie i wypełniają przestrzeń.
Mamy różne kolory: biały, żółty, pomarańczowy, fioletowy.
Oczywiście są też róże, najwspanialsze kwiaty miłości.
Róże są ładne.
Również dlatego, że nie mamy za dużo do wydania.
Co pani myśli?
Mogą być róże.
Dobrze.
Don Antonio.
- Porozmawiam chwilę z księdzem. - Proszę.
To święta Barbara.
Ten z mieczem to jej ojciec.
Zabił ją, gdy usłyszał o jej nawróceniu.
Jak namówiła pani pana Gina do przyjścia tutaj?
Zwykle mężów poznaję przy ołtarzu.
Niech mi pan powie... Czemu stale mnie pan dręczy?
Do wszystkiego się pan wtrąca. I to ktoś taki jak pan.
- Nic już nie powiem. - Taki jak kto?
Plugawi pan dom boży. Proszę mnie puścić, bo to boli!
Na nic nie zasługujesz. A kto ci wsuwa książeczki do kieszeni?
Idź sobie!
Myślałam, że te książeczki to don Antonio.
Widziałem twój uśmiech przy czytaniu.
Nie chodzi tylko o opowiadania.
Ja lubię czytać.
Pani Lia w szkole mówiła, że jestem zdolna.
Rodzice nie chcieli, żebym poszła dalej.
Jutro pójdziemy razem do Elsy. Weź suknię ślubną twojej mamy.
Zobaczymy, co da się zrobić.
- Dokąd idziemy? - Mama musi coś załatwić.
- Dzień dobry! - Dzień dobry.
Michelangelo, przywitaj się.
- Mam na imię Lorenzo. - Wiem.
Tak? Inteligentny chłopak.
A czemu, jak się idzie do ślubu, to się wkłada białą suknię?
Jak chcę być ubrany jak kowboj.
Odkąd jest kino na placu, gada tylko o kowbojach i Indianach.
Zrobimy tak. Nie będziemy czekać do ślubu.
Zbliża się karnawał, więc zrobię ci strój kowbojski.
- Nie trzeba... - Sama przyjemność.
- Chcesz? - Tak! Rewolwer też?
Jak będziesz grzeczny, to rewolwer też dostaniesz.
- Co się mówi? - Dziękuję.
Nie ma za co.
Tam możesz się przebrać.
Michelangelo, nie odchodź daleko.
I co powiecie?
Za duża.
To dobrze, bo zostanie trochę materiału.
No comments yet. Be the first to leave one.