처음 200줄입니다.
No nie! Brakuje czwórki.
Uśmiech!
Daj zobaczyć!
Pokaż.
Pięknie. Zobaczcie.
Widzieliście?
A teraz słuchajcie.
Dziś nauczę was technik snajperskich
piłkarzy światowego formatu.
Ale zacznijmy od podstaw.
W futbolu liczy się siła.
Macie być jak hipopotam!
Jak niedźwiedź.
Okażcie moc na boisku.
Jak to zrobicie?
Zobaczcie. Co to?
- But. - Nie zwykły but!
To broń.
Najważniejsza w piłce nożnej.
- Czubek? - Tym się kopie.
Kopiecie z czuba.
Nie podbiciem, z czuba.
- Zrozumiano? - Tak.
Prawdziwi herosi futbolu: Hami Mandirali, Ünal Karaman,
Ayi Gökmen, Rambo Yusuf.
Recep z Beşiktaş... strzelają samobóje,
ale z mocą, kumacie?
- Czy to jasne? - Jasne.
Zademonstruję wam to z pomocą Hayrettina. Stań w bramce.
Gotowi? Uczymy się strzelać z czuba?
Gotowi!
Naprzód, tygrysy! Patrzcie uważnie.
W imię Allaha.
Padł.
Do szpitala z nim. Raz-dwa!
Niech tam zostanie.
Prędziutko.
A to co znowu?
O co chodzi?
- Zapomniałeś buta. - Dzięki, zmykaj już.
- Co panowie tu robią? - Inspekcję.
Jaką inspekcję? To stary, dobry Güngören.
Mogę panów zapewnić.
Pan Ali nabył tę nieruchomość.
Postawi tu budynek.
Może i jest właścicielem, ale my jesteśmy miejscowi.
To jedyne boisko w okolicy.
Dzieciaki zawsze tu grały. Ibrahim nam je zostawił.
- W każdym razie, już go nie ma. - O to chodzi. Odszedł.
Nie wróci tu, i dobrze.
Lepiej, by tego nie widział.
Jak jego rodzina darła koty, gdy zmarł.
Ależ było rwetesu! Szkoda gadać.
Trzeba było wzywać policję.
Pomyślałem o Alim Alkantarze.
Zadzwoniłem do niego, że jest działeczka do kupienia.
Wybuduje się coś i będzie porządek.
Gorszych bzdur nie słyszałem.
Jaki porządek? Nic z tego.
- Ale... - Cicho!
- Przecież... - Cicho!
Bo się zdenerwuję.
Nic tu nie będziesz budować.
To nasze boisko. Załatwię to z panem Alim.
Wszystko mu wyjaśnię. Prowadź!
Idziemy, raz-dwa!
Dzień dobry, przyjacielu.
- Pan jest Ali Alkantara? - Tak, to ja.
Recep Ivedik.
Podobno wykupił pan teren boiska i chce tam coś stawiać.
Nic z tego, przyjacielu.
Od małego gramy tam w gałę.
Dawniej ja, teraz następne pokolenie. Rozumie pan?
Z tego powodu nie pozwolę panu zabudować boiska.
- Wbij se to pan do łba. - Nie potrzebuję pozwolenia.
Jak się zaraz odwinę...!
Zabierz swoich goryli. Będę szczery, Ali.
Możesz sobie być w mafii. Mnie nic nie powstrzyma.
Nie bądź głupi, Ali.
Nie zadzieraj ze mną, Ali.
Bo ja mam swoje sposoby, Ali.
Kogo to obchodzi? Wyłożyłem kasę.
Ile?
- 250 tysięcy. - Ja daję trzysta!
- 300 tysięcy? - Biznes to biznes.
Są zasady.
Zgoda.
- Proszę. - Masz trzy miesiące.
Jeśli pieniądze nie wpłyną, wjadą buldożery.
Dziwny z ciebie gość. O co ci chodzi?
Jesteś gangsterem czy pedziem?
- Trzy miesiące. - Dobra.
Jak obiecałem, to zapłacę, a boisko będzie moje.
Dobra.
Pora na nas. Wychodzimy.
Witam!
Dziękuję za przybycie.
Pozwólcie, że wyjaśnię, po co was tu zebrałem.
Dziś, podczas treningu z dzieciakami,
przyszło kilku facetów i powiedziało, że kupili boisko.
Boisko, z którego od lat korzystamy.
Gramy tam od małego w piłkę nożną.
Oaza pośrodku betonowej pustyni.
Zgodzicie się?
Natychmiast poszedłem do nowego właściciela.
Porozumiałem się z nim.
Zaproponowałem mu więcej, niż zapłacił,
i odzyskałem boisko dla nas!
Brawo! Jesteś gość!
Ale boisko ma swoją cenę.
Zastanawiacie się ile?
Trzysta tysięcy lir.
To dużo.
Teraz mam przerąbane.
Wszyscy mamy przerąbane.
Jak ja, to i wy. Łańcuszek nieszczęścia.
Tylko ja mam beknąć? Jak ja, to i wy.
Proste.
Mordy w kubeł.
Z tego powodu...
Nurullah zbierze od was datki
na pokrycie kosztów zakupu boiska.
Nie szczypać się.
Zobacz, kapsel.
Obcinacz do paznokci.
Zgraja głąbów.
Ktoś wrzucił patyczek do uszu.
Zużyty.
Z żółtą woszczyną.
Spójrz, powąchaj.
Kto robi tak dzieciom?
To dla nich zbieramy. Odłóż.
Wyślę do laboratorium i się dowiem.
Podejrzewam, że to Servet.
Gdy przyjdą wyniki badania DNA,
pobiorę od niego próbkę.
Tyle że nie z ucha.
Dorzuć to.
- Razem 54,70. - I to.
- 55,70. - Zapalniczkę można sprzedać.
Koniec. Ile wyszło?
- 55,70. - Wstyd i poruta.
Żenada.
Prawie 60 od czterdziestu chłopa?
To nie wystarczy.
Trzeba znaleźć nadzianych gości.
Kumasz? Takich przy kasie.
Tacy sypną groszem. Trzeba ich umiejętnie wydoić.
Zwrócimy się o wsparcie. Tak to działa.
Dzień dobry panu. Proszę z Rahmim Koçem.
Wyszedł? Jak to nie ma go?
Dokąd dokładnie? Może go złapię?
Chodzi o działkę i pieniądze.
Nie prosimy o wiele. To poproszę z jego synem, Mustafą.
Gdzie jest? Gra w golfa?
To z drugim synem. Alim Koçem. Tym przystojnym.
Na meczu? Ten to zawsze rżnie w gałę.
Dajcie najmłodszego, Kâmila Koça.
Nie jest z rodziny? Wyparliście się go?
Taki szacowny ród, a nie umie się dzielić.
Kâmil Koç zawsze jest w trasie. Nie rozłączaj się!
Tą firmą trzęsie sekretarka.
P - Ç - T - K...
Pewna pani miała psa.
Jak to szło?
Dzień dobry, zastałem Özge? To nie Özge Ulusoy?
Nie mów, że pomyłka. To twój numer prywatny.
Jesteś Özge Ulusoy. Błagam.
Załatw nam trochę kasy od tatusia.
Yilmaz Ulusoy to nie twój tata? Jak to nie?
Özge nie jest z tych Ulusoyów?
Nie kupuję tego.
Nie nabierzesz mnie, Özge.
No dobra, Özge. Nie potrzebuję cię! Daj mi spokój.
Przekaż słuchawkę bratu, Çagatayowi Ulusoyowi.
Çagatay to nie twój brat?
Jak to niespokrewnieni?
Wszyscy bogaci i sławni mają te same nazwiska.
Psiakrew.
Do diabła z wami.
Wcale nie jesteś miła.
Przyjaciele prawdę gadają. Masz pępek niemal przy ustach.
To się nie uda.
Trzeba się dobrać do skarbca.
Pewna pani miała psa. Chodzi mi to po głowie.
To z jakiejś piosenki?
Może spytać naukowców? Dzień dobry!
Tübitak? Łączcie z biznesmenami, po kolei jak leci.
Nie ich, tylko ze mną.
Nie ma biznesmenów? A kto jest?
Naukowcy? W Tübitaku powinni być biznesmeni.
Macie slogan: „Wspieramy turecki biznes”.
To Tüsiad?
Pierwsze słyszę.
Znam parę organizacji. UEFA, TJK, Rada Języka Tureckiego.
Te znam. Tüsiad to dla mnie nowość.
Przepraszam za pomyłkę.
Allah z wami.
Wcinajcie sezam. Poprawia myślenie.
Lubię was, ale nic pożytecznego tam nie robicie.
No comments yet. Be the first to leave one.