Fijn Weekend

Fijn Weekend

Muat Turun Sari Kata Polish

Maklumat siaran

The Awkward Weekend 2023 WEB H264-RBB
Ulasan oleh Pinguoin

Tag

web
Diterbitkan pada: 2023-04-27
Muat Turun: 16
Masalah Pendengaran: No

Pratonton sari kata Polish

200 baris pertama.

Szybciej!

Jedź szybciej, Eef.

Musimy się śpieszyć.

- Usiądź. - Tędy.

Tam są.

- Tak. - Wypuść mnie.

- Czekaj! - Kato!

- Czekaj! - Kato!

72 GODZINY WCZEŚNIEJ

NIEZRĘCZNY WEEKEND

OFICJALNA LIGA - BASEBALL

Ollie, dzwonią do mnie z lat 90.

- Chcą odzyskać to ujęcie. - Kurwa!

- Przykro mi. - Komórki.

- Mój Boże. - Naprawdę nagrywasz?

- No chodź tu. - Ollie, spójrz na tatę.

- Wstydzi się. - Nie pamiętam.

Dzisiejsza młodzież.

Ten finał był legendarny!

Mistrzostwo.

Tak. Prawie.

- Zalejesz silnik. - Nie ma czasu.

- Bracia. - Co to ma być?

- Gala wręczenia nagród. - Tak.

- Te koszulki były ładne. - Jaki blond.

Daj mi to.

Co roku to samo.

OL-LIMPIADA

- Spójrzcie na mnie. - Brawo.

- Gratulacje. - Igrają sobie.

- Dobra. - Nieźle.

Teraz za tatę.

Tym razem zamiast węgla używam drewna.

- Otworzyłem butelkę wina. - Dobrze.

Cóż, witaj, braciszku.

Job? Słońce, widziałaś Joba?

- Ollie pójdzie na szczyt stołu. - Świetny pomysł.

Jest już Eef?

Tu Eef. Robię teraz dużo przyjemniejsze rzeczy

niż rozmawianie przez telefon...

- Żyjesz? - Tak.

Cześć, Eef, to znowu ja. Wszystko w porządku?

- O kurwa. - O której przyjedziesz? Bo już czas...

Poczekaj chwilę. Cholera. Oddzwoń.

Cześć, łobuzy.

- Cześć. - Wszystko gra?

Tak.

Mamo, mają wstawać, gdy owce będą zielone.

Pilnuj tego, bo się nie nauczą.

- Uważajcie. - Bądźcie mili!

Muszę kończyć.

- Idźcie się pobawić. - Kocham was. Pa.

Idealnie.

- Co przygotujesz? - Gołębia ze ślimakami.

- Mięso z owocami morza? - Nie.

Albo zacznę przemówieniem i potem rozsypiemy prochy,

albo zrobimy to po finale.

- Zobaczmy najpierw, jak ona się czuje. - Jasne.

Myślę, że boi się rozsypać prochy miłości swojego życia.

No tak.

- Jel, jak to zwą? - Co?

- Pizdeczka? - Kozia bródka.

- Tit... - Odzywała się?

Wciąż nie odbiera telefonu.

- Serio? - Co tak śmierdzi?

Jezu, Tit, mogłabyś skremować tu swojego brata.

Będzie dobrze. Mamy deskę serów. Jest szynka iberyjska i ostrygi.

Kato!

O nie.

- Job, wynieś to biedne zwierzę. - Nie było wyjścia. My albo on.

- Kto? - Ta bestia.

Szedł prosto na nas, miał szalony wzrok.

Strzeliłem mu w szyję.

- Daruj mu te Rambo-wypady. - To się nazywa polowanie.

- Tak nie można. - Dlaczego?

Bez paniki.

Plamy zeszły prawie całkowicie, więc... Boże!

Eef może tu być lada chwila, a martwy dzik nie wpasowuje się w charakter spotkania.

- Kogoś brakuje? - Eef, tato. Niedługo będzie.

- No to fajnie. - Za nogi go.

No dalej.

- Jelpie, nie dogoliłeś się. - Co?

- Naokoło pyska. - No tak.

- Eef jedzie. - Świetnie, tato.

Przygotowałeś coś?

Jak widać na załączonym obrazku.

Był twoim najlepszym przyjacielem.

- Coś wydukam. Będzie dobrze. - Musicie ciągnąć!

- Jelmer. - Tak, ciągnij.

Ciągnij.

- Gdzie jest Eef? - Nie wiem, ale tylko ja się tym martwię.

- Zaopiekujemy się nią. - Powiesimy go tam.

Co? Kurwa.

Dobrze, tato?

- Tak, to tylko rak. - Nie masz raka.

- Ale mogłem mieć. - Niech będzie przyjemnie.

- Cześć! - Cześć, kochani!

Poznajcie Brama.

Cześć.

- To brama do mojego serca. - W kamperze brzmiało to śmieszniej.

Tato?

- Siostrzyczko! - Siostrzyczko.

- To moja siostra, Kat. - Cześć. Bram?

Rany. Co za bestia. To mój prezent powitalny?

- Tak, wybacz. - Kwiaty by wystarczyły.

- Ale tego jeszcze nie masz. - Cześć, skarbie. Dobrze cię widzieć.

- Podróż się udała? - Tak, ale się dłużyła.

- Coś zimnego do picia? - Jasne.

- Fajnie. - Mój drogi Jel.

- O rety. - Cześć, kochany.

- Niezła broda. - Tak?

Tak.

To buty Olliego?

- Tak. - Do twarzy ci w nich.

Ładny garniak.

Tak, to wełna. Koza angorska z Turcji.

Nie jest za ciepło?

Wełna grzeje, gdy ma być ciepło i chłodzi, gdy jest gorąco.

Nazywam się Jelmer.

- Ładne imię. - Cześć, Tit. Poznaj Tit.

Cześć, Tit. Bram.

- Titia. - Jasne.

- Przepraszamy za spóźnienie. Korki i... - Lepiej późno niż wcale.

- Możemy się najpierw odświeżyć? - Oczywiście.

Skarbie, ręczniki są pod umywalką.

- Szampon i odżywka... - Dziękuję, kochana.

Do później.

- Co jest, kurwa? - To ten znany piosenkarz.

- Jak tak można? - Z naszego weekendu nici.

- Ale zwrot akcji. - Będzie dobrze.

- Czyżby, Job? - Dla taty to trudne.

To twoja siostrzyczka, więc zajmij się tym.

- Prawdziwy prysznic to miła odmiana. - Wolałabym vana.

Tak. Zdecydowanie.

Czy to było niezręczne?

O ile sama tak uważasz. Wszystko jest tutaj.

Zabawne. Myślałam, że...

raczej tutaj.

- Dotknęłaś, więc musisz skończyć. - Czyżby?

- Zasady to zasady. - Wybacz, mistrzu.

- Albo to jej odskocznia. - To nieistotne.

- To częste. - To brak szacunku.

- Może coś zaśpiewa. - Odwołujemy to.

- Ostatni album był niezły. - Job, nie teraz.

- Dajmy temu szansę. - Ty im powiesz czy ja?

Muszę zmienić całe show.

- Ty też słuchasz jego muzyki. - By zagłuszyć twoje dźwięczne banjo.

- Bluegrass, jeśli już. - Cieszę się, że przyjechała.

- Zęby umyte? - Nie tylko zęby.

Dobra. Ja pójdę.

Co tak śmierdzi?

To moja chemiczna toaleta.

- To tutaj mieszkasz? - Tak.

Mały, ale przytulny.

- Co tam? - Nic.

Przyszłam obejrzeć twój kamper.

Fajnie.

- Co o tym myślisz? - O moim kamperze?

Nie, o tym wspólnym weekendzie.

- Fajny pomysł, prawda? - Tak, bardzo.

- Ale zrobiło się dziwnie. - Dziwnie? Dlaczego?

To całe rozrzucenie prochów.

Z kimś nowym.

- Co to miało znaczyć? - Miło, że pytasz, jak się czuję.

- Ciekawi mnie, co czujesz. - Inaczej sobie to zaplanowałaś.

- Martwię się o ciebie. - Potrafię o siebie zadbać.

To trochę dziwne, że przyprowadzasz nowego chłopaka.

Siedzisz na tej toalecie miesiącami. Nie odzywasz się do nas.

Wszyscy dwoją się i troją. Co mamy myśleć?

- Nie prosiłam o to. - To jest dziwne.

Ollie też by tak pomyślał.

Tak? Dobra. Ja tak nie myślę.

- Ani trochę. - Proszę.

Tak, Stan.

Bram.

Han. Ol-limpiada.

Mój brat co roku organizował je z pompą.

I z wielkimi nagrodami. Ostatnio Job wygrał skuter śnieżny.

Trzyosobowy. Było miło.

W tym roku będzie wyjątkowo. To będzie hołd.

Tylko jego ulubione dyscypliny, ale z twistem.

- Super. - Tak, super.

Tak, może być ciężko. Masz może słabe kolana?

- Nie. - Dobrze.

W tym roku ty jesteś organizatorem?

Tak. I prowadzącym.

- Mam też swój występ. - Występ?

Powinienem raczej powiedzieć... spektakl.

- Spektakl. - Tak.

A ty i Eef?

Byliście...

zaledwie na paru randkach czy...?

Podróżujemy razem od sześciu miesięcy.

I jesteśmy szaleńczo w sobie zakochani.

Czyli to nic pewnego.

Prawda?

Cóż. Świetnie.

W dobry dzień jest prawie taki jak kiedyś.

Co ty tutaj robisz?

- Nie cieszy cię mój widok? - Jasne. Ale nie taki jest cel.

Komen

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left