200 baris pertama.
W ROLACH GŁÓWNYCH
PAŹDZIERNIK
DAJABÓN GRANICA DOMINIKAŃSKO-HAITAŃSKA
Ojcze nasz, któryś jest w Niebie:
święć się imię Twoje,
przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas pokuszenie, ale nas zbaw ode złego.
Amen.
Spoczywaj w pokoju, Marie-Thérèse.
Jeśli nie będziemy głośni, nie zauważy, że umarła.
Odeszło jedynie ciało. Będzie szczęśliwa.
Spotka się z tymi, co są w niebie.
PIETRUSZKA
Złapię ją!
Zejdź stąd!
Dajcie jej spokój.
Żywi nas, czemu ją gonicie?
Ty idź się bawić.
- A ty do kuchni. - Dobrze.
- Marie, ten nóż nie kroi. - Weź drugi.
Tam.
Jest lepszy.
Trzymaj mocno, żeby nie uciekła.
Chodź.
Patrz uważnie. Kiedyś przyjdzie kolej na ciebie.
- Ucieknie mi. - Szybki ruch.
Będzie mniej cierpiała.
Sal, ochlapała cię.
Przebierz się.
Daj.
Podobno prezydent Trujillo chce się stąd pozbyć Haitańczyków.
Kto źle wymówi słowo "pietruszka",
ma przechlapane.
Potwierdzę wieczorem na spotkaniu z generałem Pío Villaloną.
- Uprzedź mnie. - Robię to.
El Jefe nie chce tu Haitańczyków.
Przecież mieszkają tuż obok.
Przestań myśleć fiutem. Ciągle wybierasz Haitanki.
Znamy się od małego.
Myśl o swoich dzieciach, domu i przyszłości.
- Co teraz zrobisz? - Widzisz.
Skończę pokój, zanim Marie urodzi.
Wolisz, żeby bratanek nie miał domu?
Jesteś dorosły. Rób, co chcesz.
Poszedłeś do wojska, żeby mnie wpieniać.
Poszedłem tam, żeby mieć to, czego tobie brakuje.
Spotkaj się z tym ciotą
i daj mi znać, jeśli chcesz.
Zazdrościsz, że jestem jaśniejszy od ciebie.
To cię zżera.
Żal mi cię.
- Powiedz to po hiszpańsku. - Żal mi cię, Germán.
Jestem czysta.
Pomóż przy skubaniu.
Marie, teraz ty.
Pomóż.
Szkoda, że twoja mama odeszła.
- Kto odbierze poród? - Jeszcze nie wiem.
- Była dobrą kobietą. - Tak.
Dokąd duch Mari-Terese z nami będzie?
Mówi się Marie-Thérèse.
- Marie-Thérèse. - Dobrze.
Dziewięć dni.
Dziewięć dni, dziewięć miesięcy.
Zgadza się.
Potrafiła się kłócić przez całą noc.
Uparta jak osioł.
Przyjechała tu szukając lepszego życia.
Dopiero śmierć ją zatrzymała.
Świetnie zarzynała zwierzęta.
Marie jej nie przypomina.
Marie? Ma ogień Marie-Thérèse,
- tylko go nie pokazała. - O czym ty mówisz?
O niczym.
- Nie jestem silna? - Nie powiedziałem tego.
Kupcie jedzenie.
- Kawa na mój rachunek. - Tak, tato.
Wróćcie rano.
- Pobłogosław mnie. - Idź z Bogiem.
Moja śliczna czarnulka.
Tak bardzo kocham ją.
Bez niej nie umiem żyć.
Bez niej tracę radość.
Moja śliczna czarnulka.
Co, jeśli mnie wyrzucą?
Nie mogą tego zrobić.
To trwa od dawna.
Teraz jest znacznie spokojniej.
Poza tym mieszkasz ze mną, a ja jestem Dominikańczykiem.
Nie martw się.
To ty nie masz się czym martwić.
- A jeśli mnie zabiorą? - Co ty wygadujesz?
Jeśli do tego dojdzie,
odejdę z tobą.
Myślałaś, że tak łatwo ode mnie uciekniesz?
Jesteś moją kobietą. Pójdę tam, gdzie ty.
Słowo?
Kocham cię nad życie. Nie rozumiesz?
A to co?
Kopniak?
Mocny.
Wdało się w ciebie.
Będzie silne po tacie.
I piękne po mamie.
Oboje zadbamy o maluszka, którego nosisz w sobie,
żeby wyrósł zdrowy, silny i piękny jak jego mama.
Szlag.
Co jest?
Śpij.
Zostań, ja sprawdzę.
- Co się dzieje? - Pożar.
- Chyba w Partido. - Pożar?
- Idę z tobą. - Zostań. Zaraz wrócę.
- Co się stało? - Nic.
Śpij. Zaraz przyjdę.
- Frank. - Nie martw się.
Zamknij drzwi. Sprawdzę, co z chłopcami.
Uważaj.
Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z Tobą.
Błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.
Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi,
teraz i w godzinę...
Zbierz Haitańczyków. Każ im mówić "pietruszka".
Pietruszka!
- Powiedz "pietruszka"! - Nigdy!
Demetrio...
- Zabierzemy cię. - Otwierać!
W porządku. Spalimy was.
Zabierzemy cię.
Marie, chodźmy.
Niech Bóg cię błogosławi.
Marie!
Szybko!
Do przodu!
Odpoczniemy tutaj.
- Potem przejdziemy przez rzekę. - Rzekę?
Tak. Zabili twojego ojca, Dominikańczyka.
Co zrobią z nami?
A Frank?
Nie martw się. Twój brat wróci.
Nie bójcie się.
My też uciekamy.
Uprzedzili nas przed atakiem.
- Skąd jesteście? - Z Partido.
Znasz Gomezów?
Jorge i Rafaelita? Mieszkają z mamą.
Nie.
Chodźcie.
Chodźcie.
Mój mąż poszedł do Partido po synów i jeszcze nie wrócił.
Co się tam dzieje?
Zostali sami Dominikańczycy.
Ja odszedłem,
żeby ratować rodzinę.
Mój mąż jest Dominikańczykiem.
Ukryliśmy się tu z powodu małej.
Jutro ruszamy do Haiti.
Zgaś kaganek, bo nas znajdą.
Idę po Franka.
- A ja? - Zostań z wujkiem.
Wystraszy się, jeśli znikniesz.
A ty?
Jeśli mamy przekroczyć rzekę, to tylko razem.
Nie chcesz zobaczyć brata?
Wrócę przed świtem.
A jeśli nie, pójdź z nimi.
Dbaj o wujka.
Tato, wytrzymaj!
Wytrzymaj.
Czy mój mąż tu był?
Jesteś w ciąży. Odejdź.
Powiedz, czy widziałeś Franka.
Nie zdążył wrócić. Musisz przekroczyć rzekę.
Nie.
Nie idź do Partido.
Muszę.
Tam zabijają Haitańczyków.
Mama mówiła, że duchy bliskich chronią dziecko.
Nic nam nie będzie.
Idziemy!
No już! Szybciej!
Chodź tu.
- Co się stało? - Szukam męża.
Kim jest?
Dominikańczykiem.
- Jak się nazywa? - Frank Gómez.
A ty?
Mój mąż jest u synów. Szukam go.
Na górze nikt się nie ostał.
- Jestem w ciąży. - Co z tego! Trzymaj.
Stój!
Trafiłem ją.
- Odetnij ucho. - Potrzymaj.
Dzikuska zabiła sierżanta!
Teraz ja nim będę.
Zbieramy się.
No comments yet. Be the first to leave one.