Pierwsze 200 wierszy.
Nie rób takiej miny braciszku, już jedziemy.
Jesteśmy w Brazylii od dziesięciu dni i wyglądamy jak turyści robiący zdjęcia.
Powinniśmy zostać w Nowym Jorku.
Dokończ film, przyjacielu.
Przyjechaliśmy, do pracy i nawet teraz wszystko idzie zgodnie z planem.
Przyjechaliśmy zebrać nowy materiał o rytmach zamby...
I nagraliśmy czterdzieści taśm z Bahii.
No to co?
Mam już dość tej muzyki.
Oni nie widzą niczego poza czubkiem swojego nosa.
Co masz na myśli?
Oczywiście. Candombe, macumba, voodoo.
Podniecają go te wszystkie rytmy i egzotyczne rzeczy.
Na litość boską, jesteśmy u bram XXI wieku.
Nie widzisz, że czarna magia i voodoo
to tylko przynęta dla zagranicznych turystów?
Kevin, powiedzieć ci coś? Obrzydzasz mnie.
Dokąd idziesz?
Tam, gdzie nie ma takich, co psują dobrą zabawę.
Uspokój się, Jessy. Wiesz, jaki jest, kiedy się złości.
Wracajmy do hotelu.
Lody kokosowe z guaraną i limonką.
Tylko dziesięć cruceiros, proszę pana.
Co...? Co się dzieje?
Cholera, wszyscy nie żyją?
Jego oczy są zamglone, ale jego wzrok jest bardziej przenikliwy niż nasz.
To święty, prawda?
Potrafi rozmawiać z duchami.
Jego wielka mądrość pochodzi z Orillas.
Od duchów Buyu, Ongu, Shangu i Omolu.
Odejdź, obcy, nie jesteś czysty. Nie powinno cię tu być.
Proszę mnie nie wyrzucać. Szukałem tego przez wiele dni.
Chcę wziąć udział w ceremoniach.
Nie możesz, tylko ci, którzy przeszli inicjację to robią, panie.
Przeszedłem inicjację. Widziałem jednego macumba w Nowym Jorku.
Nie boisz się?
Nie.
Niech Imbesha będzie twoim przewodnikiem.
Bądź o zachodzie słońca przy posągu Chrystusa Odkupiciela.
Przyjdę tam, i wskażę ci drogę.
Chcesz, żebym zdradziła ci jakiś sekret?
Słyszę cię.
Myślę, że kochanie się po południu jest fantastyczne.
A ja myślę, że to fantastyczne po południu i wieczorem.
- Proszę. - Jest do pana telefon.
Proszę pozostać na linii.
Halo?
Cholera, kto to?
Boże, kto to mógł być?
Nie wiem, ktoś kto chciał być zabawny.
Przez chwilę myślałem, że to Dick.
Martwię się. Nie wrócił rano.
Przestań się martwić.
Jest dorosły, poradzi sobie.
- Już jesteśmy na miejscu? - Tak.
Nadal masz czas, żeby się wycofać, jeśli nie chcesz brać udziału.
Orillas nigdy nie wybaczają tym, którzy profanują ich wiarę.
Nie chcę z powrotem się kłaść. Zdejmij mi opaskę z oczu.
Jest godzina 9, musimy iść.
Mamy 6 godzin do Belo Horizonte.
Nie martw się, za chwilę będę gotowa.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jutro skończymy z zambą.
Dzięki Bogu, najwyższy czas. Zobaczmy czy Dick jest gotowy.
Może jeszcze śpi.
Nie zdziwiłbym się. A tak w ogóle...
Słyszałaś, kiedy wrócił wczoraj wieczorem?
Nie, a ty?
Dick?
Dick, wychodzimy, obudź się.
Kto to?
To ja, Kevin. No dalej, otwórz.
Już idę.
Która godzina?
Jest bardzo późno, rusz tyłek.
Wyglądasz jak chodzący trup.
Gdzie byłeś wczoraj wieczorem?
Nie wiem, chyba wypiłem za dużo.
Lekkomyślny jak zawsze.
Kiedy zrobisz się odpowiedzialny?
Jeszcze nie spakowałeś walizek...
Nie zaczynajmy od kazań.
Masz pół godziny na prysznic i zmianę ubranie.
Poczekamy na ciebie na dole, OK?
Dobrze.
Jaki dziwny wisiorek, skąd go masz?
Nie dotykaj tego.
Muszę wziąć prysznic.
Widzisz? On nadal jest zły. za wczorajszą dyskusję.
Może zostawimy go w Rio?
Wrócimy jutro.
Nie ma mowy. To stało się. z powodu załamania nerwowego.
Możesz mieć problemy.
Nawet nie chcę o tym rozmawiać.
Wyłącz to cholerne radio. Mam dość.
Cóż za życzliwość.
Wstałeś dzisiaj lewą nogą.
Nie widać ani jednej duszy.
Ani domu, ani niczego.
Ile czasu pozostało do Belo Horizonte?
Około dwustu kilometrów.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, dotrzemy na miejsce za około trzy godziny.
Cholera, cudem uniknęliśmy śmierci.
Dick, sprawdź, czy możesz przesunąć ten korzeń.
Odrzuć go tam.
Wyczerpiesz akumulator.
- Cholera. - Co jest?
Cholerny dystrybutor.
Cześć.
- Możemy jakoś pomóc? - Skąd się wzięliście?
Z lasu. Spacerowaliśmy.
Nazywam się Jose Święte Glinki z Almeidy.
Ale możecie mówić do mnie Jose.
Mam na imię Sonia.
Skąd jesteście?
Jedziemy w Rio do Belo Horizonte, w interesach.
- To Amerykanie, prawda? - Owszem.
Jestem Anglikiem. Słuchaj, Jose...
Gdzie w okolicy znajdę jakieś części samochodowe?
Potrzebuję nowego dystrybutora.
Do miasta San Lázaro jest jakaś godzina piechotą..
Chociaż mają tam tylko napoje gazowane i zieloną ciecierzycę.
- Nie ma telefonu? - Jest.
Ale czynny tylko do 5.
A jest już za kwadrans piąta.
Wygląda na to, że nie mamy wyjścia.
Wkrótce zapadnie noc.
Nie ma problemu, mieszkamy niedaleko.
Nasz dom jest jakieś 300 metrów stąd.
Myślisz, że uda nam się go tam zabrać?
Jeśli nie damy rady, to się zastrzelę.
Obserwują nas.
To jest Maria, wdowa, która wykonuje dla nas prace domowe.
To jest dom? Wygląda jak pałac.
Nie, to tylko stara rezydencja.
Wynajęliśmy ją za kilka cruzeiros.
Naprawimy go i zasadzimy bananowce.
Robimy to już od dwóch miesięcy i nadal niczego nie dostaliśmy.
Zaczynam się, czy w tym miejscu nie ma niczego złego.
Szczerze mówiąc, w nocy chyba nie jest tu zbyt przytulnie.
Kto jest właścicielem?
Pewien Galvao. Dziwny facet. Mieszka w San Lazaro.
Wejdźcie i ochłodźcie się. I nie wystraszcie się, jeśli...
...Woda wygląda jak herbata.
To Brazylia, nie Nowy Jork.
Mamy własny generator.
Czasami światło jest bardzo słabe.
Mario, oni są naszymi przyjaciółmi.
Jessica, Kevin i Dick
Przygotuj dwa pokoje. Zostaną na noc.
Nie mamy prześcieradeł dla każdego.
Zrób tak, jak możesz, Mario, Dam ci jeszcze sto cruzeiros.
Dobrze?
Chodźmy do kuchni, w lodówce musi być jeszcze sok z guarany.
- Mario, przynieś czyste szklanki. - Tak, proszę pana, już idę.
Właśnie tak, tu będziecie spać.
To najlepszy pokój w hacjendzie.
Dobrze.
Będziecie musieli dzielić łazienkę. Jest na końcu korytarza.
Jesteście pewni, że nie chcecie niczego na kolację?
Nie, chcemy tylko spać, mieliśmy męczący dzień.
Nie jesteś zbyt podobna do swojego brata, Dicka.
On jest moim przyrodnim bratem.
Mamy tego samego ojca, ale moja matka jest Angielką.
Przez długi czas mieszkałam w Londynie.
Znalazłaś jakieś prześcieradła?
Tak, Maria już ścieli.
Dobranoc.
Co tu robisz?
Nic, proszę pana.
Chciałam się tylko upewnić, że wszystko jest gotowe.
Dobrze, możesz już iść spać.
Czuj się jak u siebie.
Tylko klimatyzacja nie działa.
Nie martw się, będę spał dobrze.
No to dobranoc.
Dobranoc.
Jutro rano pojadę do San Lázaro..
Brakuje nam wszystkiego.
Dobrze, ale uważaj, zostało nam niewiele pieniędzy.
Jest tam kto?
Jose, to ty?
Nie, nie, proszę.
Nie, proszę.
Nie. Proszę, nie.
Nie!
Nie!
Nie!
Nie, nie!
No dalej, leniuchu, Wstawaj. Już dzień.
Daj mi pospać jeszcze chwilę.
Jest wspaniały dzień.
Kevin. Szybko, coś stało się Dickowi.
- Co się stało? - Mój brat, José. Chodźmy.
Dick, co się dzieje?
Powiedz coś, proszę.
- Wszystko w porządku? - Mario, przynieś szklankę wody.
Tak, wszystko w porządku. Bardzo boli mnie głowa.
Co się stało?
Nie wiem, zszedłem na dół piętnaście minut temu i chyba poczułem zawroty głowy.
Czujesz się już lepiej?
No comments yet. Be the first to leave one.