Pierwsze 200 wierszy.
Przedstawione w serialu osoby,
miejsca, organizacje i wydarzenia
są fikcyjne.
Podobieństwo nie było zamierzone.
Sojung.
Dmuchnij.
Dmuchnij.
Jeszcze.
Mocniej!
Brawo, pani Ko!
Pani Ko!
Pani Ko!
Gracz wygrywa.
Pani Ko!
Wygrałyśmy!
Gratulacje, pani Ko.
Przepraszam, że odebrałam panu pieniądze.
Nie ma za co. Gratuluję, pani Ko.
Szczęście pani sprzyja.
Gratulacje. Dwieście milionów peso.
Proszę tu podpisać.
- Dziękuję. - Bardzo dziękuję.
Pani Ko, co mam zrobić z pani wygraną?
Wysłać mi na konto w Korei.
Oczywiście.
- Wyślij pieniądze. - Tak jest.
Pani Ko, serce wciąż mi wali.
Dlatego się właśnie gra.
Co za emocje, Sojung!
Napijesz się u mnie?
Oczywiście.
Trochę dziś przegraliśmy.
Sojung.
ZAŁĄCZYŁEM NAGRANIE, JAK PANI KO GRA W BAKARATA
Dobrze.
GRA O WSZYSTKO
MORDERSTWO WŚRÓD PÓL
Halo?
Hoon, halo? Gdzie jesteś?
U siebie. Zaraz wychodzę. O co chodzi?
Sprawdź coś dla mnie.
Co takiego?
W polu trzciny cukrowej blisko Bacolor znaleziono dziś rano dwa ciała.
- Kolejne zabójstwo? - Tak.
Nie wiemy, czy są z Chin, czy z Korei.
Związano ich i zastrzelono.
Wyślę ci zdjęcia z miejsca zbrodni.
Możesz je obejrzeć?
- Jasne. - Dobra. Dzięki.
Kto dowodzi?
Ja.
- Pan? - Tak.
Zna mnie pan?
Tak. Co tu pana sprowadza?
To ci farmerzy zauważyli rano ślady krwi.
Gdyby je przeoczyli,
zwłok nie znaleźlibyśmy przed końcem zbiorów.
Co to?
Było na miejscu zbrodni.
Narzędzie zbrodni?
Nie wiem. Wyślę je do laboratorium.
Mogę zobaczyć?
Jasne. Proszę za mną.
Dziękuję.
Proszę.
- Megio, Langoyan, wracajcie do biura. - Tak jest.
Guzman, Matteo, zajmijcie się tym.
- Tak jest. - Umali.
Zabierz to do laboratorium. Może zdejmą odciski palców.
- Tak jest. - Dzięki.
Jeden strzał w tył głowy ofiary.
Leżeli twarzami do ziemi.
Co to?
Znaleźliśmy ciało w pobliżu tej dziury. Głowa była w środku.
Chyba ktoś wyciągnął ich z domów lub hotelu.
Dobrze, może pan iść.
POLICJA – NIE WCHODZIĆ
Wywiózł ich z domu.
Nie mógł lepiej zakopać ciał?
Jakby kopali tylko dla pozorów.
W takiej ziemi nie da się kopać.
To nie takie proste. Korzenie są splątane.
Pewnie zmęczyło ich kopanie przez całą noc.
Przestraszyli się o świcie i zwiali.
Po co jechali taki kawał drogi?
Szefie.
Ci skurwiele to zaplanowali.
Tak?
Znalazłem mieszkanie Charliego.
Dobrze. Wyślij mi adres
i jedź do Contany sprawdzić, ile ma na koncie.
Dobra.
PROŚBA O IDENTYFIKACJĘ
To Jaime Moong. Szukamy go.
Ten Moong…
Ktoś tam jest.
Tak?
Zidentyfikowali ofiary. Oboje Koreańczycy.
Już? Szybko poszło.
Tacy już są.
Spójrz na to.
Chyba niedawno przyjechali do kraju.
Widziałeś kamery drogowe?
Jeszcze nie.
Zamierzasz?
- Tak. - Kiedy?
Gdy będę mógł.
Hoon.
To nie jedyna sprawa morderstwa, jaką prowadzę.
Mam dużo do roboty.
- Dobrze. - Wiesz co?
Sprawami morderstw Koreańczyków zwykle zajmują się Koreańczycy.
Prawie zawsze.
Zacznij od wypytania w dzielnicy koreańskiej.
Dobrze?
- Chyba tak zrobię. - Wracam na swoje spotkanie.
Nie wiem. Nie widziałem ich.
Sprawdziłem listę gości we wszystkich hotelach w okolicy.
Nigdzie ich nie ma.
Pewnie zatrzymali się u znajomych.
Przyjechali tu prosto z Korei?
Nie. Tu jest napisane,
że byli w Hongkongu trzy miesiące, zanim tu przyjechali.
W Hongkongu?
- Tak. - Chwila.
Ofiara nie była właścicielką jakiegoś funduszu?
Nazywała się Son Eunjeong.
Sangya. Była właścicielką Funduszu Sangya.
Jest taki facet, Charlie. Ma orientalny tatuaż na ramieniu.
Mówił, że przyjeżdża inwestor z Hongkongu.
Wspominał coś o pani Son.
Panie Lee, czy mógłbym dostać jego numer telefonu?
Nie znam jego numeru.
Pani Jin z restauracji powinna go mieć. Był stałym klientem.
Charlie?
Pewnie, że znam Kyungyounga.
- Ale… - Kiedy był tu ostatnio?
Nie tak dawno.
Ostatnio często przychodzi tu z kolegą z Korei.
BYWALEC RESTAURACJI
Zna pani nazwisko tego kolegi?
Po co chce pan to wiedzieć?
- Nie wie pani, jak się nazywa? - Nie.
Prowadzę sprawę, więc nie mogę wszystkiego mówić.
Zna pani tych ludzi?
Aha!
Jedli tu.
- Charlie też? - Tak.
Twierdzili, że inwestują w kasyno. Nie wiem, czy mówili serio.
- W kasyno? - Tak.
Ale czemu pan pyta?
- O co chodzi? - Doszło do zbrodni.
- Co się stało? - Później pani powiem.
- Cześć, Younghee. - Cześć, Charlie. To Charlie.
- To on? - Tak, to Charlie.
Kim Kyung…
Pan to Kim Kyungyoung?
Tak. Kim pan jest?
Jestem…
Oh Seunghoon. Przysłała mnie koreańska policja.
Możemy porozmawiać na zewnątrz?
- Pewnie. Porozmawiajmy. - Dobrze.
- Dziękuję. - Rose, do samochodu.
Dobrze.
Zna pan tych ludzi?
Tak.
Byli z panem wczoraj?
Tak, spotkaliśmy się.
Odwiozłem ich do dzielnicy koreańskiej.
O której godzinie?
Około ósmej wieczorem.
A co?
Znaleziono ich wczoraj martwych na polu trzciny cukrowej koło Bacolor.
- Co? - Nie wiedział pan?
Naprawdę?
Co się stało?
Podobno ma pan kolegę, z którym pan bywa tu i tam.
Nie ma go tutaj dzisiaj?
To pana dziewczyna?
Wie pan! Poczułem się obrażony.
Czemu mnie pan o to wszystko pyta?
Bo powiedział pan, że był z nimi wczoraj.
Gdzie się zatrzymali?
Nie wiem.
Powiedział pan, że ich odebrał.
Mówię, że nie wiem.
I czemu miałbym panu powiedzieć?
Czemu?
Daj mi spokój, do cholery.
Chyba tędy.
Co za miejsce.
Zostawił samochód.
Szefie, chyba jest w domu.
Który jest jego? Ten czy tamten?
Ten, szefie.
- Wejdźmy. - Dobrze.
Niech mnie szef wpuści.
Ludzie zwykle mają zapasowy klucz.
- Szefie. - Leżał tam?
Jak mógł pan to przegapić? Niech mnie!
No comments yet. Be the first to leave one.