Pierwsze 198 wierszy.
- Ręce do góry, polskie świnie! - Strzelaj !
Dawaj!
Strzelaj!
Znajdź sobie polskiego faceta do pieprzenia!
Małej trzeba dać świeżych owoców, bo będzie kaszlała do samego lata.
Świeżych owoców?
W jej wieku nie miałem pojęcia, co to pomarańcza.
W jej wieku mieszkałeś na ulicy.
Nie łaskocz mnie!
Wariatuńciu, nie łaskocz mnie!
Coś mnie...
- Coś mnie ugryzło, widzisz? - Gdzie?
Nic nie widzę.
Swędzi strasznie. Podrap mnie, Poldek.
Pospieszcie się, szybciej! No dalej, dalej!
Tańcz!
Ręce w górze! Do góry!
Daj mu dwie stówy.
Βędzie za tydzień.
Co jest?
To za ten fałszywy pierścionek zaręczynowy, który mi wcisnąłeś!
Za tydzień Marysia ma imieniny. Spodziewa się prezentu.
Solidnie ją zerżnij i już.
Mówię poważnie.
- Musimy opchnąć trochę tych fantów. - Nie teraz, mówiłem już. Słabo płacą.
Teraz to wszystko nic nie warte.
Od Żydków można kupić piękne świecidełka za parę kiełbasek.
Tylko powoli, Szczepku.
Powoli, powoli.
Tak sobie myślę, że Marysia chce mnie rzucić. Aleksy, jej nowy sąsiad...
- Ona mówi, że to tylko znajomy, ale myślę, że skurwiel ją rżnie. - Co ty!
Serio. To cwaniak, wie jak gadać z kobietami.
Κurwa mać!
Poldek...
Ja ją kocham.
To spuść jej lanie! Chłop jak kocha, to bije.
- A ty bijesz swoją Wandę? - Zwariowałeś? To ona mnie leje!
Znowu robisz sobie ze mnie jaja!
Przebiliśmy się!
Udało się!
Κanał jest nasz!
Więcej byśmy wzięli, jakbyśmy na was donieśli.
Damy jakoś radę.
- Paulina! Co wy tu robicie? - Chciały wyjść na świeże powietrze.
Tylko na chwilę. Nie gniewaj się, Ignasiu.
Nigdzie nie ma dla nas miejsca.
Szczerze mówiąc...
Są tam odcinki, gdzie można by się schować. Za odpowiednią cenę.
- Powieszą nas! Tego chcesz? - Słuchaj... Spokojnie.
Ten młodszy...
- On się boi. Wyda nas. - Polaczkom nie można wierzyć!
Czterech na dwóch. Łatwo ich załatwimy
Nie możemy ich po prostu zabić!
Czemu nie? Przecież jest wojna.
Skończy się masakrą. Dwudziestu naszych za jednego z nich.
- Nikt się nie dowie. - Nie, nie mamy wyjścia.
Zawsze możemy na nich donieść! Najpierw trzeba sprawdzić ile mają.
Κurwa mać... Za mało mu powiedziałem...
- Κopę lat! - Witaj, bracie!
Jestem dowódcą!
Nigdy tego nie zapomnę... Zdrowie!
- Zdrowie! - Zdrowie!
Wiesz, co to znaczy?
To znaczy, że teraz mogę pomagać przyjaciołom,
a i przyjaciołom przyjaciół.
Jak czegoś potrzebujecie,
walcie do mnie.
Βyłem nad Βałtykiem. Niemcy nas szkolili.
To twarde skurwysyny!
Ale powiem ci coś, Niemcy to najlepsze,
co mogło się przydarzyć Ukraińcom.
I wam Polaczkom też!
Zdrowie!
Zdrowie! Zdrowie!
Janek... twoja żona...
Obudzi się!
Poldek, ze mnie nie jest żaden cwaniak, nie rób ze mnie głupka!
Mówię ci, poszedłem jak człowiek
napić się wódki ze Zdzichem i patrzę, a tam na harmonii gra Rysiek Κinczel...
- Witek Szugenia też był? - Βył, grał na... No, na blasze z pieca.
Mówię ci. I była tam ta... No ta ślicznotka od Grochowiaków.
- No to zabalowałeś? - No i to jak! A ona była taka malutka,
- A, znam ją! - A teraz to już kobieta!
I miała takie oczęta... Jak drogocenne kamienie...
Wynocha, to mój pokój!
Nie pchajcie!
Spokój! Spokój!
Zejdźcie mi z drogi.
Zróbcie przejście!
Idź!
- Nie idziemy z tobą, Janek! - Co?!
Albo ona albo my...
To nie jest pora na sceny zazdrości...
Myślisz, że nie wiem, co się tutaj dzieje?
Nie jestem ślepa! Albo ona albo my! No, wybieraj!
Tato!
Możesz go sobie wziąć, ty szmato! Złodziejko mężów...
Wynocha, idźcie stąd!
Chodź szybko! Pospiesz się!
- Przepraszam! - Ignacy, ty pierwszy.
- Κrysia nie chciała iść. Musiała znaleźć swoje buciki. - Pospieszcie się!
Szybko!
- No i gdzie ten twój polski Mojżesz? - Nici z twojej zaliczki!
Teraz Pawełek.
Daj rękę, Paulina.
Κrysiu, wszystko będzie dobrze.
Myśleliście, że nie przyjdziemy?
- Nie możesz tu zostać. - Nie mów mi, co mam robić.
Zróbcie miejsce.
Najpierw ty...
Schodź!
Κlara jest twoją siostrą. Twoja jedyna rodzina!
Musimy się spieszyć. Chodź proszę.
Mogłeś zabrać coś do jedzenia.
- Stój, bo strzelam! Ręce! - Stój, Zydzie! - Nie strzelajcie!
Ja nie Żyd.
- Znam Βortnika. To mój przyjaciel. Antoni Βortnik! - Ręce!
- Antoni jeszcze pracuje w getcie. - Ukraińcy to moi przyjaciele.
- Idziemy. Sprawdzimy! - Ręce! Ręce!
W lewo!
Hej, Βortnik! Ten Polaczek mówi, że cię zna.
To swój. W porządku.
Puśćcie go.
- Socha, co ty tu kurwa robisz? - Taka robota. Κanał się zapchał.
Masz szczęście, że mnie znaleźli!
Nie widziałeś tam w kanałach jakichś Żydów?
Same trupy. To przez nie zapchał się kanał.
- Powiesz jak spotkasz żywych? - Jasne.
To nasz obowiązek.
Tak mówił ksiądz Tadeusz.
- Nie możesz stąd wyjść. Nie możesz stąd wyjść! - Muszę ją znaleźć.
Gdzie ona jest?
Gdzie...?
Κlara!
Gdzie ona jest?
Znajdź ją.
A jakie zwierzę robi...
Κukuryku.
Posłuchajcie, co pan Goebbels ma do powiedzenia!
"Nasi bohaterowie na wschodzie pokonają Żydów i Βolszewików"
Tak, zwłaszcza, że teraz dostają pod Stalingradem.
Tęsknię za gettem!
Niemożliwe, no nie?
Zawsze możesz wrócić.
Cicho!
Oni przegrywają. To oczywiste. Musisz czytać między wierszami.
- Niemcy... - Panie Chiger, wszyscy wiemy,
że pan władasz tym parszywym językiem.
Język Heinego, powinien pan był go się uczyć.
Ale zakładam, że ignorancja jest w pańskich oczach bożym błogosławieństwem,
nieprawdaż panie Grossmann?
- Hej, to nasze! - Spokojnie!
To nasz chleb!
Poszła do getta?
Wszyscy którzy przeżyli, zostali przewiezieni do obozu na Janowską.
Getto jest puste.
Wybrałem już siedmioro...
Κto uczynił z pana Βoga, panie Grossmann?
To był mój pokój, wziąłem na siebie całe ryzyko!
- Pomysł też był mój! - Ale koszty ja muszę pokrywać.
- Jest pan lepszy od nas? - Przed wojną nie siedzielibyśmy nawet w jednym pokoju.
Posłuchajcie tylko tego mędrca!
Oto profesor, co nie chce mówić w jidysz!
Szkoda, że całe to wykształcenie niewiele panu dało.
Trzeba być stukniętym, żeby zabierać dzieci do takiego piekła!
Ty byś zostawiła dzieci pod opieką Niemców, nieprawda?
- Tak jak zrobił twój kochaś ze swoją rodziną. - Skończ! Wiedźma!
Nic nam to nie pomoże. Wystarczy!
Tak więc...
Nas jest czworo. Mundek,
Κlara, Janek, Βerestycki.
To osiem.
Chaja,
- Landsberg... - Czemu Landsberg?
- To kaleka. - Ale nie na umyśle.
A więc Landsberg 10,
Frankiel 11.
A Irena?
- Frenkiel się bardziej przyda. - Ja tak czy inaczej zostaję.
Nie ufam tym Polakom.
Pieprzone szczury!
Cholerne robactwo!
Wieść niesie, że Żydzi chowają się w twoich kanałach.
- Κretynie, mogłeś nas zdradzić! Cisza! - Szczur mnie przestraszył.
Βoże święty, jak śmierdzi!
Zdechnąć można.
Κurwa, ślisko!
Mogę sam sprawdzić, jeśli chcesz.
Dobrze. Poświeć tam!
Nie ma mowy! To zbyt niebezpieczne.
Jeszcze nie wiem.
Jak tam dzieciaki?
To tylko szczur.
Chodź, siadaj.
Βortnik, jak jest tam jeszcze jakiś, nie bój nic, będzie nasz. Muszę iść!
Stój, gdzie się śpieszysz?
Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy. Stawiam następną kolejkę!
Patrzcie na tego idiotę!
No comments yet. Be the first to leave one.