Pierwsze 200 wierszy.
Główne zmartwienie?
Dowolny wirus,
choć zapewne jakaś grypa.
W powietrzu?
Wystarczy kaszlnąć...
Pytam o ludzi w samolotach.
Tak pan pisał.
Nowy wirus z Madagaskaru
może w kilka tygodni dotrzeć do Chicago
i mamy pandemię.
To znaczy, że cały świat zachoruje naraz.
Dr Neuman też jest epidemiologiem.
Panu również nie daje spać pandemia?
- Nie. - Nie?
No to dziękujemy.
Nie, bo ludzkość walczy z wirusami od zawsze.
Czasami giniemy milionami, jak na prawdziwej wojnie,
ale w końcu zawsze wygrywamy.
Przyzna pan jednak, że mikroorganizmy stanowią zagrożenie.
I to najstraszliwsze.
- Bakterie? - Nie.
- Lubi pan mówić „nie”? - Tak.
Nie bakterie, nie wirusy, czyli...
Grzyby.
Wszyscy tak reagują.
Grzyby wydają się nieszkodliwe.
Wiele gatunków się nie zgodzi.
Są grzyby, które nie chcą zabijać,
ale kontrolować.
Mam pytanie:
„Skąd się bierze LSD?”.
Skąd pan bierze?
Ze sporyszu. Grzyba.
Psylocybina również.
Wirusy wywołują choroby,
lecz grzyby zmieniają umysły.
Pewien grzyb infekuje owady.
Dostaje się choćby do mrówki.
Wędruje układem krwionośnym
do mózgu i zalewa go halucynogenami,
naginając mrówkę do swej woli.
Zaczyna kierować jej zachowaniem,
mówić, gdzie ma iść, co robić,
jak kierujący marionetką lalkarz.
I jest coraz gorzej.
Grzyb musi się odżywiać,
dlatego pożera żywiciela od wewnątrz.
Zastępuje ciało mrówki własnym,
ale nie pozwala jej umrzeć, nie!
Utrzymuje marionetkę przy życiu, zapobiegając rozkładowi.
Jak?
- Skąd mamy penicylinę? - Grzyby.
Dr. Schoenheiss?
Taka infekcja nie może wystąpić u ludzi.
Owszem, grzyby nie przetrwają,
jeśli temperatura żywiciela jest wyższa niż 34 stopnie.
Obecnie nie mają powodu,
by adaptować się do wyższych temperatur,
ale gdyby to się zmieniło? Gdyby,
na przykład, świat się nieco ocieplił?
Grzyby znalazłyby powód do ewolucji.
Jeden gen mutuje i workowce,
bielniki, sporysze, kordycepsy, kropidlaki,
wszystkie one mogą się stać zdolne do wniknięcia do naszych mózgów
i zawładnięcia nie milionami, a miliardami ludzi.
Miliardy marionetek z zatrutymi umysłami
stale skupionych na jednym, wspólnym celu,
rozprzestrzenieniu infekcji na każdego żywego człowieka,
wszelkimi środkami.
A leczenia brak.
Nie ma profilaktyki, nie ma leków.
Nie istnieją. Nie da się ich stworzyć.
I co wtedy?
Przegramy.
Wrócimy po przerwie.
Budzik.
Budzik.
Gdzie mieszanka do pankejków?
To ja?
Tak. Przepraszam.
Miałam ci zrobić na urodziny...
Nie lubię pankejków.
Wiem.
To dla mnie.
Witamina C.
Odrobiłaś pracę domową?
Ułamki?
To ile masz lat?
36.
Niedługo pieluchy.
Może już noszę?
Skorupka.
Wapń.
Super.
Wystarczy dla wujka?
Mogłoby.
Żyjesz, skurwielu!
- Kocha cię. - Jest ode mnie zależny.
To różnica.
- Wcale nie. - Pewnie.
Nie jemy pankejków?
Kupimy ci coś po drodze.
- Ci od betonu będą? - Może.
„Może”? Bez nich nie oprawimy, czyli nie zarobimy.
Weźmy więcej ludzi.
Nie dzielę się zleceniem. Wziąłem już ciebie.
Zostaniemy dłużej.
Serio?
- Dziś? - Skończę przed 21:00.
Jasne?
Tak.
Wrócę z tortem.
Obiecuję.
Zamieszki w Dżakarcie trwają.
Odradza się...
Dżakarta. To Bliski Wschód?
Nie mam pojęcia. Jakiś kraj.
- Może część Azji? - To nie kraj.
Bycie częścią Azji nie wyklucza bycia krajem,
ale Dżakarta to stolica Indonezji.
Jeszcze dla nas nadzieja.
Dobra.
Kończ, to cię podrzucimy.
- Jem skorupki. - Masz siedem minut.
Koszulka na lewą stronę.
Cholera!
Sypie się.
Sarah!
Cześć, sąsiadko.
Cześć.
Connie o ciebie pytała.
Dawno cię nie było.
Ucieszy się.
Wpadnę na chwilę po szkole.
Będzie wdzięczna.
Możecie sobie piec albo coś.
Skoro o tym mowa,
mamy za dużo ciastek. Chcesz?
Uwielbiasz ciastka.
Wiem.
Jestem na Atkinsie.
- Na czym? - To...
Musimy lecieć.
Sarah zajrzy do was na dłużej
i opowie o Atkinsie.
Powiem Connie.
Dzięki.
To była fascynująca rozmowa.
Zgaś.
Wszystkiego najlepszego.
WETERAN PUSTYNNEJ BURZY
AUSTIN, TEKSAS 26 WRZEŚNIA
Zapiszcie dokładnie jak ja.
Zawsze podmiot i orzeczenie.
Czasownik i rzeczownik.
Zdanie brzmi: „Dokąd ty idziesz?”.
Podmiot: „Ty”.
„Ty idziesz”.
Orzeczenie.
„Dokąd” to zaimek.
Tak, musicie to wiedzieć!
Tak, to będzie na sprawdzianie!
Praca domowa na jutro do końca zajęć!
20 dolarów.
Tylko?
To 30.
Wolę 20.
To sprężyna. Wymienię od razu.
I tak cały dzień.
Słowo.
Zamykamy.
Kończymy.
Jest 15:15, nie 19:00.
- Nie skończy tego. - Już skończyłem.
Idź do domu.
Jesteś, kochanie.
Przepraszam.
Już się martwiłam.
Byłam po coś dla taty.
Cześć, Mercy.
Wszystko w porządku?
W wiadomościach?
To znaczy?
Na drogach jest dziś mnóstwo różnych służb.
Jak co dzień.
Ludzie powinni pogodzić się z Jezusem.
Trzy gwoździe i krzyż to razem wybaczenie.
Upieczemy ciasteczka.
Czekoladowe?
Z rodzynkami.
Jedz, mamo.
Uwielbiasz zielone.
Proszę.
Po co do niej mówię?
Jest głucha jak pień.
Pomożesz mi?
Idę.
Pani Adler?
Mogę pożyczyć?
Pewnie. To Danny'ego.
No comments yet. Be the first to leave one.