Pierwsze 200 wierszy.
W 1589 r. Michel de Montaigne zadał sobie pytanie, jak kropla nasienia
może przenosić podobieństwo między ojcem a dzieckiem.
Uznał to za zdumiewające.
- Kiedy dorabiamy klucze? - Kiedy zechcesz.
Wszystko gotowe.
- Chcesz teraz jechać? - Nie.
- Jedźmy najpierw na cmentarz. - Dobrze.
Chcę powiedzieć cześć Marcie.
Choć nie żyje, to wcale nie znaczy, że ma za dużo czasu.
Kiedy pojechaliśmy do Nowego Jorku, miała 10 lat, prawda? Czy 9?
Dziesięć.
I minęło kolejne dziesięć lat.
Muszę spędzić cały rok albo tutaj, albo tam,
żeby zobaczyć, gdzie się czuję cudzoziemką.
Odkąd wyjechałeś, mama nie mówiła po hiszpańsku.
Ani słowa.
Nawet do mnie. Nic.
Nawet mnie nie przeklinała?
Nie wiem.
Pewnie o tobie możemy mówić tylko po hiszpańsku.
Więc nic nie mówiła.
A o nim?
O nim nie możemy mówić w żadnym języku.
Ty coś o nim wiesz.
Nie, Delfi.
Ani ja, ani nikt.
Guille, czy ten dom jest porzucony?
Jestem do niej podobna, prawda?
Jesteś dokładnie jak ona.
Notary, jak się masz?
Delfi!
Dzień dobry.
Cześć.
Dzień dobry.
Chodź, musimy iść.
Do teatru?
Nie, idziesz do szkoły.
Teatr będzie później.
Znowu muszę zostawić samochód na lotnisku.
Ale chyba wrócę na kolację.
- Zaczekasz na mnie? - Tak.
Dziękuję.
Mam bilety.
- Na co? - Jesteś podekscytowana, co?
Tak.
A z powodu?
Czarodziejskiego fletu.
Ma obsesję na punkcie tej historii.
Z tysiąc razy mnie prosiła, żebym ją jej opowiedziała.
Prawda? Tę historię.
Ale ja nie pamiętam.
Może ty ją jej opowiesz?
Opowiadałem już wiele razy, prawda?
Kto jest twoją ulubioną postacią?
Królowa Nocy?
Tak, no i Pamina.
Aha. Ja też lubię Paminę.
Kochanie, musisz pamiętać odebrać Delfi dzisiaj ze szkoły.
Dobrze.
- Na pewno? - Na pewno!
Nie zapomnisz, co?
Delfi, ten kurczak musi zostać w samochodzie, zgoda?
Nauczycielka nie pozwala dzieciom przynosić zabawek do szkoły.
Tyle razy już to mówiła.
To jest ptak, mamo.
Ptak dziewczynka. Nie nazywaj jej kurczakiem.
Nazwałam ją ptaszkiem, nie?
Czy powiedziałam „kurczak”? Co powiedziałam?
Nie wiem. To sprawa między wami.
- Nie, mówiłam o ptaszku! - Nazwałaś ją kurczakiem.
Sercem każdego wielkiego filmu jest zawsze pomyłka.
Juan, kiedy ty to wszystko piszesz?
A ty?
Skąd bierzesz te genialne pomysły na temat drzwi i zamków?
Juan, wyrzuć ten notatnik.
Nie wiem, zdaje się, że kluczymy w miejscu.
Po co ten facet wkłada tyle wysiłku, żeby zmienić swoją tożsamość,
kiedy może robić to samo gówno
- z kartą członkowską Atlanty? - Bo takie są już filmy.
Nie rozumiem, dlaczego musimy robić film oparty na wymyślonej hipotezie.
Poprzedni film był identyczny. Dokładnie taki sam.
Pracowaliśmy wedle takich samych założeń i swoich pomysłów.
A może to były jej pomysły?
Dobra, nie jesteśmy naukowcami.
Ale ona też nie była...
- Co? - No ta od nocnych opowieści.
- Szeherezada? - Tak, ona.
Odbierzesz?
Śmiało. I tak o niczym nie myślisz.
Halo?
Co takiego?
Co się stało?
Zaraz, spokojnie.
Tak, spokojnie. Zaraz.
Dobrze, jest tutaj. Do widzenia.
- To twoja żona. - Czego chce?
Zdaje się, że...
Nie wiem, ale coś się stało...
- Co się stało? - ...z Delfiną.
Z Delfiną?
Nic poważnego. Zaczekaj!
Czekaj, zabiorę cię. Chodź.
Dobra, szybciej!
Ceci, co się stało?
Gdzie jest Delfina?
Wejdź porządnie do pokoju, a potem porozmawiamy.
Cecilia, gdzie jest Delfina? Powiedz mi.
Co się stało? Możesz mi powiedzieć?
Juan, proszę!
To nie do uwierzenia.
Proszę.
Co się stało?
- Usiądź, proszę. - Nie trzeba, mów.
Tak, chciałam z tobą porozmawiać.
Nauczycielka mówiła im, że matka jednej z uczennic
spadła do szybu windy i dlatego tej dziewczynki nie ma dzisiaj w szkole.
Rozumiem, bardzo mi przykro z powodu śmierci tej pani.
Co się stało z moim dzieckiem?
Nie mówiłam przecież, że zmarła.
Bez słowa, Delfina poszła i usiadła na miejscu tej dziewczynki.
I nie dała się przekonać, by wrócić na swoje miejsce.
Teraz mówi, że jest nią.
Popatrz na te rysunki.
Zaczęła je rysować w klasie,
kiedy się dowiedziała, że zmieniłeś nazwisko.
I co dziwne, jest też tu temat matki.
Popatrz, dwóch różnych matek...
Jakby przetwarzała twoje sprawy w świecie kobiet, o ile mnie rozumiesz.
Pamiętasz, jak psycholog i ja zalecałyśmy,
żebyś odczekał chwilę, zanim jej powiesz o zmianie nazwiska?
Tak.
Tu jest twój tatuś, wejdź.
Cześć, złotko. Witaj!
- Wszystko dobrze? - Cześć, jak się masz?
Sweterek należy do tamtej dziewczynki.
Do tej, której mama wpadła do szybu.
Nie chciała go zdjąć.
Lucía?
Dlaczego to masz na sobie?
A to coś złego?
Nie.
Jedynie Martin brał na serio te wszystkie głupoty.
Federico i tak by zwariował. Z książką albo i bez niej.
- Czyli co, to dziedziczne? - Jak to przyjął Federico?
Juan.
Dziękuję.
To może być coś ważnego.
Wiem. Masz rację.
Musisz odbierać, kiedy do ciebie dzwonię.
Błagam cię, Juan.
Przepraszam.
Już dobrze.
Ale i tak zawsze ktoś odbiera, prawda?
Czasem mi się wydaje, że cię nie znam.
Oczywiście, zmieniłem nazwisko.
Nie wiem, czy właściwie to zrobiliśmy,
te zmianę nazwiska.
Co się stało w szkole?
Nic się nie stało. Nic poważnego.
Jak to nic poważnego?
Powiedziała, że się inaczej nazywa.
Założyła ubranie innej dziewczynki. Uważasz, że to nic takiego?
Nie, nie uważam.
Patrz, tato!
To babcia!
Nie, Delfi, kochanie. To nie jest twoja babcia.
Chodź tutaj!
To jedna ze znajomych taty.
Juan, możesz mi pomóc, proszę?
Nawet nie zna swojego nazwiska.
- Nie wie, kto jest kto. - Zabiorę ją do łóżka.
Już usnęła, Lidio.
Strasznie szkoda.
Jakie piękne zdjęcie!
Przeurocze.
Jest piękne.
Śliczne, uwielbiam je.
Zrobiłem je w zeszłym tygodniu.
Śliczne.
Dzwoniłam do ciebie cały dzień.
Ale miałeś wyłączony telefon.
Zapadł wyrok.
Wiem, że ci się to nie podoba.
Prawnicy zajmą się wszystkim.
Dziękuję.
Nie trzeba mnie dziękować.
Prawnicy twojej babci to także twoi prawnicy.
Nie wiem. Co powinienem zrobić?
Przejąć tę własność, bo co innego?
Dom należy do ciebie.
Jeśli nie do ciebie, to do nikogo.
No i musisz myśleć o Delfi.
Ale pięknie wygląda na tym zdjęciu!
Piękna, uwielbiam je.
Weź je sobie.
- Serio? - Jasne.
- Razem z oprawką? - Oczywiście.
Dziękuję.
Myślałem o przyszłości.
Stworzę nową drogerię. Całkiem nowy koncept drogerii.
No comments yet. Be the first to leave one.