Pierwsze 200 wierszy.
Kto mnie uratuje?
BERNARD l BlANKA
POMOCY
Kto
mnie uratuje?
Kto
mnie uratuje?
Zagubiłam się na morzu.
Czy ta podróż się kiedyś skończy?
Kto
mnie
uratuje?
Ratujcie mnie.
Ratujcie mnie.
ONZ NOWY JORK
DZlŚ SPOTKANlA NA SZCZYClE
Prosimy o uwagę. Rada ekonomiczna i społeczna
zbiera się za pięć minut.
STOWARZYSZENlE POMOCY SPOTKANlE NA SZCZYClE 1 4.00
WEJŚClE DLA MYSZY
STOWARZYSZENlE POMOCY
- Bonjour, Bernardzie. - Dzień dobry, sir.
Witam, panie Ambasadorze.
Jak się pani miewa, madame?
Porządek. Spotkanie nadzwyczajne Towarzystwa Pomocy Potrzebującym
właśnie się rozpoczęło.
Delegaci, zostaliście wezwani
ze wszystkich stron świata.
Mamy powody przypuszczać,
ARABlA AFRYKA NlEMCY TURCJA AUSTRlA
że ktoś jest w nagłej potrzebie.
Nasze stowarzyszenie nigdy nie odmówiło pomocy potrzebującym.
Zwróćcie się w kierunku portretu założyciela naszego stowarzyszenia...
ZAWSZE ROBlMY TO, CO NALEŻY
MYSZ EURlPlDES
Mysz Euripides. Delegaci, z ręką na sercu.
N-A R-A-T-U-N-E-K!
Stowarzyszenie Pomocy,
unieście głowy w górę, sięgnijcie nieba.
Jesteście dla nas najważniejsi.
Gdy jesteście w kłopotach, wezwijcie nas.
Zjawimy się natychmiast. Jesteśmy potężni.
N-A R-A-T-U-N-E-K! Stowarzyszenie Pomocy
składa przysięgę uczciwości i lojalności.
N-A R-A-T-U-N-E-K!
Stowarzyszenie Pomocy Potrzebującym.
Unieście głowy w górę, sięgnijcie nieba.
Jesteście dla nas najważniejsi.
Gdy jesteś w potrzasku i nie widzisz żadnych szans,
nie lękaj się, przybędziemy odważnie.
N-A R-A-T-U-N-E-K!
Stowarzyszenie Niesienia Pomocy.
Unieście głowy w górę, sięgnijcie nieba.
Oddamy wam nasze serca.
Mysi zwiadowcy, przynieście butelkę.
Panie Bernardzie, jeśli można prosić.
LRLANDlA
Przepraszam.
Proszę uważać.
Przepraszam, sir.
Delegaci, nie mamy czasu na beztroskę.
To poważna sprawa.
O co chodzi?
Sir, ta drabina ma 1 3 stopni.
Bezsensowne przesądy.
Co dalej?
Przepraszam, sir.
Już to wyjmuję, sir.
"Do sierocińca Morningside w Nowym Jorku."
Bardzo trudno to odczytać. Nie jestem w stanie.
"Znajduję się...
w okropnym położeniu."
Mój Boże, to całkiem rozmyte.
"Śpieszcie się. Pomocy. Penny."
Penny? Sierociniec Morningside?
A niech to, to niewiele informacji, prawda?
Biedna mała.
Panie przewodniczący, proszę,
mogę dostać to zlecenie?
Pani, panno Bianko?
Droga pani, to niesłychane.
Co prawda nie jest to już, jak dawniej, świat mężczyzn.
Ale, jak sądzę, kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Panie przewodniczący, myślę, że panna Bianka nie powinna iść.
To może być niebezpieczne.
Mogłoby jej się coś przydarzyć.
Widzi pani, zanim nasz woźny nam przerwał,
miałem zamiar zaproponować, że powinien pani ktoś towarzyszyć.
Panowie, kto na ochotnika?
Panowie, to doprawdy
niezwykle trudna decyzja.
Wybieram...
pana Bernarda jako mojego towarzysza.
Mnie? To doprawdy...
Jestem tylko woźnym...
O, stworzymy doskonały zespół.
Proszę.
Brawo! Brawo!
Woźny i dama? Niech nas niebiosa mająw swej opiece.
Sierociniec Morningside?
Oto on.
Trzy przecznice dalej i cztery w bok.
Może powinniśmy pójść na skróty przez zoo?
Nie wiem, panno Bianko.
- To może być ryzykowne. - O, daj spokój.
Pamiętasz naszą przysięgę?
"Czy to w burzę, czy deszcz, w ciemnościach, czy nie..."
"Zawsze robimy to, co da się."
Dobrze. Obowiązek wzywa.
Panie Bernardzie, może lepiej wróćmy.
Tu jest całkiem ciemno.
Ciemno?
Kto by się bał ciemności?
Proszę tu zostać, ja się rozejrzę.
Zaczekaj na mnie!
A może spróbujemy
trzy przecznice dalej i cztery w bok?
Co zrobiłeś, by go tak rozwścieczyć?
Nic, to stary, zrzędliwy lew.
Cóż, gdyby cię przebudzono w środku nocy,
też byś zrzędził, nieprawdaż?
Nie obudziłem go w środku nocy.
Przechodziłem i na coś wpadłem.
SlEROClNlEC MORNlNGSlDE
Rozejrzę się wokół. Zobaczę, co da się znaleźć.
RZECZY PENNY ZATRZYMAĆ DO WYJAŚNlENlA
Bianko, proszę tutaj. Znalazłem coś.
- To rzeczy Penny. - Dobra robota.
W końcu jakiś ślad.
Popatrz, skarby tej dziewczynki.
Co za rzeczy te dzieci zbierają.
Myślisz, że może wciąż jest w sierocińcu?
Niemożliwe. Napisali na pudełku: "Zatrzymać do wyjaśnienia."
Może została adoptowana?
Nie, wzięłaby te rzeczy ze sobą.
- Myszy! - Kot!
Posłuchajcie oboje.
Jeśli zobaczą, że wprowadziły się tu myszy, wyrzucą mnie i stracę pracę.
O, niech się pan nie martwi, panie Kocie. Długo nie zostaniemy.
Jestem już za stary, by gonić za myszami.
Może pan nam powiedzieć, co się stało z dziewczynką imieniem Penny?
Naturalnie, że tak.
Nie znajdziecie jej tu.
Biedna mała uciekła.
Kiedy ostatni raz widział pan Penny?
Czy zauważył pan coś niezwykłego? Niech pan sobie przypomni.
Niech się zastanowię.
Gdy jąwidziałem ostatni raz,
siedziała tam na łóżku, całkiem sama.
Była bardzo smutna, więc spytałem:
"Penny, skarbie, co się stało?"
Nic.
Daj spokój. Nie rób tajemnic. Powiedz staremu Rufusowi.
Dziś był w sierocińcu dzień adopcji.
Co się wydarzyło?
Przyszli pan z panią i przyglądali mi się,
ale wybrali rudą dziewczynkę.
Była ładniejsza ode mnie.
To niemożliwe.
Posłuchaj mnie, skarbie.
Jesteś wyjątkowa.
Nie, nie jestem.
Pewnego dnia mama i tata przyjdą do sierocińca
i będą szukać małej, ładnej dziewczynki, takiej jak ty.
- Naprawdę? - Zakładam się o moje wąsy.
Ale... musisz w to wierzyć.
Musisz ufać, kochanie.
- Widzisz tę sójkę? - Tak, widzę.
Cóż, wiara jest jak ta sójka widziana z daleka.
Jest prawdziwa i istnieje, tak jak pierwsza wieczorna gwiazda.
Nie możesz jej dotknąć ani kupić, ani przywiązać,
ale i tak tam jest, i sprawia, że wszystko jest tak, jak powinno być.
Nie możesz jej dotknąć ani kupić, ani przywiązać,
ale i tak tam jest, i sprawia, że wszystko jest tak, jak powinno być.
Ktokolwiek mnie adoptuje, musi też zaadoptować Teddy'ego.
O, spodoba im się. Chyba dużo nie je, prawda?
O, proszę.
Coś ci przyniosłam.
Na króla Ćwieczka! Kocie przysmaki.
Nie! To imbirowe ciasteczka!
Cóż, taki staruszek jak ja potrzebuje trochę imbiru.
Wzięłam dwa więcej podczas lunchu.
Nie wolno nam tego robić.
Możesz mi zaufać. Nie poskarżę na ciebie.
Kocham cię, Rufusie.
Ojejku, lepiej się pospieszmy, bo się spóźnimy na kolację.
Wyglądała na zadowoloną, ale wkrótce potem usłyszałem, że zniknęła.
Czy policja jej wciąż szuka?
Nie, przestali parę tygodni temu.
To straszne. Biedna mała dziewczynka.
Jakoś nie mogę uwierzyć, że Penny uciekła.
Panie Rufusie, proszę pomyśleć. Musiało być coś jeszcze.
Cóż, właściwie to było.
Nie, to niemożliwe.
- Penny by z nią nie wsiadła. - Nie wsiadła dokąd? Z kim?
Taka dziwna kobieta próbowała podwieźć Penny,
ale ona nie chciała mieć nic wspólnego z takim elementem.
Elementem? Kto to taki?
Ona i jej partner prowadzą sklep niedaleko stąd.
Panno Bianko, musimy tam iść i zbadać sprawę.
No comments yet. Be the first to leave one.