Pierwsze 200 wierszy.
- Przepraszam, przepraszam, kochanie. Kontynuuj.
Tak więc w 1824 r.
cała wyspa poddała się kwarantannie w strachu
przed śmiertelną pandemią grypy.
- A jest napisane, jak długo trwała ta kwarantanna?
- Tak. Zaczęła się od trzech miesięcy,
a ostatecznie trwała prawie dwa i pół roku!
Wow. Jakie cierpienie. Niesamowite.
Absolutnie niesamowite.
- Na długo po tym, jak kontynent zakończył już kwarantannę,
na wyspie jednak ciągle pozostawała,
dopóki większość ludzi nie umarła,
lub też nie przeszła na kanibalizm, aby móc wyżywić siebie
oraz swoje dzieci.
- Ile osób zginęło? - Nie jest to powiedziane.
- Gówno! Potrzebuję liczbę ofiar śmiertelnych. - Hej, język.
Dlaczego to ma znaczenie, ilu ludzi zginęło?
Zgadzam się z Samem w tej kwestii.
Po prostu byłoby miło znać dokładną liczbę.
-Myślę, że bardziej bym się przejmował,
gdyby to było 200 osób zamiast powiedzmy...
- Czterech? - Tak, czterech.
Cztery osoby.
No dobrze, słyszałam, że były ich setki.
Jesteś zadowolony? -Bardzo dziękuję.
-Co 10 lat mieszkańcy wyspy obchodzą święto...
Karantan! -Karantan!
-Albo święto kwarantanny, krwawy, ośmiogodzinny spektakl.
Osiem pieprzonych godzin!
Przepraszam, tato.
Kurewsko nienawidzę teatru.
Mamusiu, dziękuję za informację.
-Nie ma za co, tatusiu. -Obrzydlistwo.
Nigdy nie zjadłbym człowieka.
-Dlaczego nie? -Jestem wegetarianinem.
-Zaczyna się. Zgadza się. -Nie umniejszaj moich przekonań.
-Przekonań! Ho-ho-ho! Przykro mi, ale uwierz mi,
gdybyś był wystarczająco głodny, zjadłbyś człowieka.
-Albo kobietę. -Tak.
-Nie zapomnij o nas! -Przepraszamy.
Przepraszam.
Przepraszam, że przeszkadzam.
Czy możemy zamówić jakieś jedzenie?
Mogę prosić o dwa hamburgery?
Oraz dwie porcje frytek.
A później dwa bardzo duże piwa.
Dzieci, co chcecie?
Cześć.
Przepraszam, macie wegetariańskiego burgera?
-Boże. -Bułka bez wołowiny?
Tak.
-Mamy burgery zrobione z mięsa lądowego lub morskiego.
Doskonale, co to jest mięso morskie?
Sfermentowany odbyt makreli.
Co?
Tylko frytki, dzięki.
-Frytki. -Tak, dziękuję.
Jessie, co zjesz, kochanie?
Nic. Nie jestem głodna.
Boże, musisz coś zjeść.
Zjem później.
-Obiecujesz mi, że że zjesz później?
-Nie. -Jessie, gdzie...?
Mój Boże.
Przepraszam, mogłabym również...
Mogę dostać trochę sera na mojego burgera, proszę?
-Nej. -Nie, w porządku. Dlaczego nie?
Dokąd idziesz?
Znaleźć Jessie.
Przepraszam. Przepraszam za moje dzieci.
Są dzisiaj absolutnym koszmarem.
Myślę, że się nudzą.
Masz dzieci?
Nej. Umarły.
Oczywiście.
-Witaj, kochanie. -Proszę bardzo.
-Dziękuję. -Czy to smakuje jak ryba?
Przepraszam.
Dzięki Bogu, że mamy numer stołu,
żebyśmy nie zostali pomyleni z kimkolwiek innym.
Zabawne.
Pójdziesz i zawołasz dzieci?
Gdzie one są?
Mój Boże, Richard, nie wiem.
Użyj mózgu.
-W porządku, przepraszam. -Gdzie one są?
Czy wyglądam jak medium?
Jak myślisz, co się stało?
Nie wiem.
-Dzieci, jedzenie! -Powinniśmy iść.
Umieram z głodu.
Ohyda. -Tak, ohyda.
-Było całkiem niezłe. -No nie wiem.
Dla mnie smakowało jak ryba.
Tak, dziękuję.
-To było cudowne, dziękuję bardzo.
-Pozwól, że zapytam. Czy możemy kupić bilety na prom?
Czy wyglądam jak prom?
-Nie. -Nie, po prostu pomyślałem, że zapytam.
-Dokąd jedziecie? -Do Svalty.
-Nie możecie tam jechać. To zabronione podczas Karantan.
Chyba nie, prawda?
To jest Europa, tak?
Na wyspie nie ma hoteli.
To ostatni prom. Utkniecie tam.
Nie, nie utkniemy,
ponieważ zostajemy na wyspie.
Zarezerwowaliśmy pensjonat.
Spójrz. -Richard...
To jest dom Mattsa Larssona.
Nie ma nic bardziej szwedzkiego od tego, prawda?
Tak.
Dlaczego pokazałeś mu aplikację?
-Wydawał się miły. -Nie jest z policji B&B.
-Wiem, że nie jest. Przepraszam. -Nie zawsze musisz.
Nie musisz za wszystko przepraszać.
-Może, ale... -To sprawia, że
źle się czuję.
-Obiecuję wam, że nie będziecie mile widziani na wyspie.
Nie lubią tam gości.
Dlaczego?
-Obcokrajowcy na wyspie podczas Karantan?
To jak serwowanie kotletów wieprzowych na bar micwie.
-Ktokolwiek mógłby to zrobić? -Tak.
-Pyszne. -Jaki jest jego problem?
Może nie lubi wegetarian.
-Jestem pewien, że w Szwecji są wegetarianie.
Może w Sztokholmie.
W Malmo, Göteborgu...
Kto mógłby trzymać
urazę przez 200 lat.
Powiedziała Irlandka.
Prom!
-Prom. -Chodźmy!
Przepraszam, że przeszkadzam.
Mógłbym zapłacić?
Nie wiem. Mógłbyś?
Trochę się spieszę.
Proszę, spóźnię się na prom. Spóźnię się na prom.
-Może tak będzie najlepiej. -Ile jestem winien?
300 koron.
Racja...
Nie mogę...
Mam ręce spocone ręce.
Tylko gotówka.
Dobrze...
Jeden...
To jeden? Tak. Dwa.
Co ty wyprawiasz? Robisz mi krzywdę.
-Jeśli wiesz, co jest dla ciebie najlepsze, nie wsiadaj na prom.
Zabierz swoją miłą rodzinę,
wróćcie do wynajętego samochodu i spierdalajcie.
Robisz mi krzywdę!
Muszę iść.
Nie mów, że cię nie ostrzegałem.
Co się stało? Richard?
Znam to spojrzenie. Co się stało?
-Nic mi nie jest. -Richard!
Tak?
Witam.
Poprosimy o cztery bilety.
Cztery bilety?
Dokąd?
Jedziemy tam, gdzie ty, głuptasie.
Na Svaltę. -Jedziemy!
To bardzo nietypowe.
Chodź, tato.
-Przepraszam. -Co się stało?
Chyba zostawiłem
w środku mój portfel.
-Zamknij się, Sam. -Sam, po prostu...
W takim biegnij po niego,
szybko, szybko, szybko. -Tak.
Idź, idź!
-Biegnij, Richard! Biegnij. -Idę.
Musimy już ruszać.
Spóźnianie się jest zabronione.
Po tej promie już nie.
Kiedy jest następny prom?
-Za trzy dni, po zakończeniu Karantan.
Cztery bilety w obie strony, proszę.
Jak się nazywacie?
Po co wam nasze imiona?
Dla naszego manifestu pasażerskiego.
Na wypadek, gdybyśmy zatonęli i wszyscy utoną.
-Cudownie, oczywiście. Jesteśmy Smithami.
Jestem Susan, a to jest Sam. -Po prostu Sam.
A to jest Jessie.
I wtedy mój mąż... No dalej, tatusiu!
Hej!
A mój mąż to....
Tato, dalej, jest przypływ.
Wszystko w porządku?
Tak, w porządku.
Tak.
Masz trochę ketchupu na górze, głuptasie.
Dziękuję.
Dobra, ruszamy!
Wszyscy na pokład Skylarka! -On jest taki żenujący.
-Jesteśmy adoptowani, prawda? -Chyba ty!
No comments yet. Be the first to leave one.