Pierwsze 200 wierszy.
ADWOKAT ROZWODOWY SHIN
Jeśli mnie pan zatrudni…
Zdejmę to wideo.
Co?
June Man?
- June Man. - Jak Jun.
June.
- To był pan? - Tak.
Jest pan niesamowity.
Rozumiem.
Ty sukinsynu!
Co za drań! Co pan z tym zrobi?
- Chwila. - No mów pan!
Co pan zrobi?
Jak chce pan to naprawić?
ADWOKAT ROZWODOWY SHIN
ODCINEK 5
Dajcie spokój, jesteście prawnikami.
Jak możecie używać przemocy?
Ja nie użyłem.
- To była nagła, jednostronna przemoc. - Zaraz pan oberwie.
A nagranie, które pan wrzucił
nagle, jednostronnie i z premedytacją?
- Chciałem powiedzieć, że je usunę. - Więc je pan usuń!
To niech mnie pan zatrudni!
- Wariat. - Siadaj.
- Zrób coś. - To boli!
- Dawaj! - Proszę go zatrzymać.
Ty mały…
Dobrze.
Dobrze.
Spróbujmy
to rozwiązać.
Pan.
Niech pan usunie film.
Natychmiast, gnoju!
Mecenasie Shin.
Powinien pan zatrudnić mecenasa Choia.
I tak miałeś kogoś zatrudnić.
Kiedy tak powiedziałem?
Masz wielu pracowników.
Ale jesteś jedynym prawnikiem.
Nie proszę, byś przekroczył granice.
Ale robisz minimum,
jeśli jesteś jedynym prawnikiem.
Jeszcze nigdy nie mieliśmy
tak wielu klientów jak teraz.
- Wiesz o tym, prawda? - Słuchaj.
Nie znasz powiedzenia?
„Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy”.
Dlatego nie może pan zwalniać.
- Ty mały… - Przestań.
Powinienem ci przyłożyć.
Mów, dupku.
Ten film jest wszędzie.
- Co pan z tym zrobi? - Oglądający nie mogą go udostępniać.
- Jeśli go usunę, zniknie. - Tak?
Więc niech go pan usunie.
Zatrudni mnie pan, prawda?
Dobra.
Proszę to usunąć.
ZWYKŁY FACET GRA JAK ZAWODOWIEC
USUŃ
Gotowe. Zniknęło, prawda?
WIDEO ZOSTAŁO USUNIĘTE. SKONTAKTUJ SIĘ Z UŻYTKOWNIKIEM.
Dobrze.
Dobrze.
Co było, to było.
- Podajcie sobie ręce. - Dobrze.
Podajcie sobie ręce.
- To jego stopa. - Tak to robimy w Niemczech.
Stopy to dłonie.
- Rozumiem. - Jest z Niemiec.
- Moja ręka. - No już.
Przyszedł klient.
Już?
Nie byłem dziś gotowy.
Woli pan zostać zwolniony?
Nie. Dziękuję.
Dziękuję.
Dzień dobry.
Witam.
Przepraszam za zamieszanie.
Proszę wejść.
Od teraz będę ci wysyłać grafik…
Lee Seo-jin.
To ona, prawda?
Ale ładna.
To nasz nowy adwokat. Niedługo zacznie pracę.
Przedstawię was sobie, gdy zacznie…
Dziękuję.
- Teraz proszę wyjść. - Tak jest.
Ale ładna.
To było super.
- Często ci się to zdarza, co? - To był pierwszy raz.
„Proszę wyjść”.
„Proszę wyjść”.
„Proszę wyjść”.
Pani Lee.
Pani Lee.
Mamy już asystenta,
będzie pani koordynatorem przyjęć.
Proszę brać udział w konsultacjach.
Nauczy się pani na bieżąco.
Życie w kancelarii czasem bywa szalone.
Proszę ukryć swoje emocje.
Byłam jedną z nich, więc dam radę.
Dobre podejście.
Proszę obserwować tę konsultację.
To pani pomoże w nauce.
Chodźmy. Szybko.
Mecenasie Shin.
Tak?
Rozumie mnie pan?
Mam udowodnić, że mają państwo romans…
żeby…
pan mógł się rozwieść, tak?
- Zgadza się. - Cóż…
Czy jego obecna małżonka wie o waszym romansie?
Tak. Spotkałam się z nią kilka dni temu.
Błagałam, żeby się z nim rozwiodła,
ale pozew to nasza ostatnia szansa.
Gdy winny małżonek składa pozew o rozwód,
ciężko jest uzyskać przychylny rezultat.
Proszę posłuchać. Co z nią?
To Kim Seo-jin, prawda?
Wygrał pan jej sprawę rozwodową.
Dlatego tu jestem.
Tak się pani nazywa, prawda?
To Lee Seo-jin.
Jest naszą koordynatorką przyjęć.
W tej sprawie…
Było trochę inaczej.
Chodziło o opiekę nad dzieckiem, od której zależało jego życie.
- Jako jej adwokat… - A co z nami?
Odmawia nam pan pomocy, bo mamy romans?
Wystarczy.
Chodźmy stąd. Wszyscy mówią to samo.
Chodzi o jego życie.
On umrze.
Jeśli się teraz nie rozwiedzie, to naprawdę może umrzeć.
Nie rozumiem.
Mam raka wątroby.
Przeszczep wątroby
zwiększy moje szanse na przeżycie.
Ona chce zostać moją dawczynią.
Ale najpierw musimy się pobrać.
Rozumiem.
Rozumiem.
Tylko małżonkowie mogą być dawcą organu.
I chce go pani poślubić,
żeby oddać mu wątrobę?
Tak, dokładnie tak.
Może nam pan pomóc?
Nie możemy pozwolić mu umrzeć, prawda?
Pana żona nie może oddać wątroby?
- Jest chora? - Nie.
Jest zdrowa.
Dlatego nie mogę zostać dawczynią.
Woli owdowieć niż się rozwieść.
Ma pani sztywne ramiona.
Grała pani w golfa?
Chciałabym mieć na to czas.
No proszę.
Wszyscy skupiają się na sobie.
Nic dziwnego, że mam napięte mięśnie.
Mam tego dość.
Ma pan dzieci?
Szesnastoletniego syna. Uczy się za granicą.
Wie o pańskiej sytuacji?
Bez szczegółów.
Ale wie, że jestem chory.
Jego syn ma prawo wiedzieć.
Ale żona nic mu nie mówi.
Mimo choroby,
zmusza go, by płacił czesne i dawał jej kieszonkowe.
W zeszłym roku zmusiła go do wcześniejszej emerytury.
Czy nie jest tu winna?
- Przepraszam. - Oczywiście.
Ma też ogromne ubezpieczenie.
Może go uratować, ale tylko czeka, żeby umarł.
To morderstwo, prawda?
Nie sądzi pani?
W tym miesiącu musisz wysłać więcej pieniędzy.
W czasie ferii muszę wpłacić kaucję za zajęcia Min-su.
- Ile więcej? - Cztery miliony wonów.
Dałem ci całą emeryturę.
- Wszystko wydałaś? - Kupiłam nowe auto.
Prawie zginęłam, jeżdżąc tym 15-letnim gruchotem.
Proszę powiedzieć.
Czemu była dziś pani inna?
- Słucham? - Gdybym to ja
nazwał panią Kim Seo-jin, złościłaby się pani.
Czemu nic pani nie powiedziała?
Nie chciałam przerywać konsultacji.
Jeśli o to chodzi,
proszę się nie krępować.
Tyle się napracowaliśmy.
Jestem wykończony.
Takim akcentem kończę na dziś pracę.
No comments yet. Be the first to leave one.