Divorce

Divorce (Rozwodnicy)

Pobierz napisy Polish

Informacje o wydaniu

Divorce 2024 POLISH WEBRip NF
Komentarz od tedi
Retail NF | 1:28:43

Tagi

webdl
Opublikowano: 2024-09-25
Pobrania: 26
Dla niesłyszących: Yes

Podgląd napisów Polish

Pierwsze 194 wierszy.

Przejdźmy do rzeczy. Panie Jacku.

Tak, proszę księdza.

Dlaczego mielibyśmy unieważnić wasze małżeństwo?

Należy unieważnić nasz sakrament małżeński,

gdyż rozwiedliśmy się wiele lat temu.

I…

Małgosia ma nowego męża.

A ja mam nową narzeczoną.

No i?

No i…

[organowy wstęp do Marsza weselnego Mendelssohna]

[melodia przechodzi w pogodny, dynamiczny utwór]

[wyłania się motyw Jeziora łabędziego Czajkowskiego]

- -

On zalany krwią, szefowa się na mnie gapi.

Ty jesteś normalna w ogóle?

To on zaczął.

On zaczął, to musiałaś mu wybijać zęby?

Niechcący.

Andrzej, bawi cię to, naprawdę?

- - To co ja niby miałam zrobić?

Nie wiem, Ala. Nic może, wiesz?

- A już na pewno nie wybijać mu zębów. - Mamo, zęba. Jednego.

Naprawdę taka mądra jesteś?

To może zapłacisz za tego zęba z kieszonkowego, co?

No, tak myślałam.

- Przepraszam. - Pan Robert?

Tak. To jest moje auto?

Tak.

- Na uczelnię? - Tak.

A, bo wyjątkowa sytuacja. Rodzinę odwożę do domu.

Nie będzie przeszkadzać, co?

Okej.

- Dobry. - Dobry.

A może ja chcę robić coś innego?

Co?

Nie wiem. Ping-ponga?

Ping-ponga?

Naprawdę?

No świetny pomysł.

To Jacek?

- Cześć, Jacek. - Cześć.

Nie mogę się do Gośki dodzwonić.

Nie, mam wyłączony telefon.

Miałam koncert. Co jest? Mów.

Nie, nic takiego, tylko…

- No mów. Słyszę, że coś jest. - Ja…

Chciałem tylko powiedzieć, że moja mama umarła.

O rany… przykro mi bardzo.

Kondolencje.

Pojutrze jest pogrzeb i pomyślałem, że…

Weź to.

Czekaj.

A Ilonka już wie?

To ja mogę do niej zadzwonić.

Dobra. No co ty.

Trzymaj się. Pa.

Cześć.

Co słychać?

- Dobrze was widzieć. - Pijemy polskie piwo.

- Bawcie się dobrze. - Coś się stało?

Tak, chcę ci coś powiedzieć. Idź do drugiego pokoju.

No co jest?

Słuchaj, no…

Babcia umarła.

No, przykro mi bardzo.

Czekaj, która?

No Kazia.

O Jezus! Dlaczego mnie straszysz? Myślałam, że nasza!

A gdzie nasza? Nasza to, wiesz, jest pancerna przecież, nie?

Mamo.

No co? Przecież wiesz.

Znaczy…

To straszne, że umarła. Biedny tata.

No wiem.

A ty masz jakąś chrypkę?

Mamo, tobie coś dymi.

O szlag.

Och!

Nie przesadzaj. O, hej.

Cześć.

Bardzo dziękuję, że przyszłaś.

A ty jak się trzymasz?

Jakoś się trzymam.

Mama.

Kto by pomyślał, nie? Tak się zawinęła.

Czy ona się nigdy nie uśmiechała?

Przesadzasz.

To kiedy?

Jak się Ilonka urodziła.

To wiadomo, że się cieszyła, ale się nie uśmiechała, pamiętam.

Zawsze się zastanawiałam, o co jej chodzi.

Nie lubi mnie czy głowa ją boli, czy co?

Małgosiu.

No?

- Mam do ciebie prośbę. - No?

- Ogromną. - Mów.

Monika i ja…

zaręczyliśmy się.

To gratuluję.

Dzięki.

I taka prośba.

Możesz się ze mną rozwieść?

Jak? Znowu?

Znowu,

tylko trochę inaczej. Kościelnie.

- - To prosty formularz.

Ja ci go wyślę, ty wypełnisz, podpiszesz.

To tyle.

Słuchaj, jest Roman z rodziną.

Zrobimy zdjęcie?

Słuchajcie, jest Romek z rodziną i my może…

- Właśnie mówię. - To co?

- Małgosia, zrobisz nam? - Tak, już idziemy.

- Tak. - Tak?

- Tak. - To co?

Chodź, Marian.

- Tak. - Tak?

Tak teraz, tak?

Gosiu, mogę na ciebie liczyć?

- Teraz, tak? Mhm. - To co?

- No tak. - Super.

No ale sąd kościelny?

Znaczy, oni to mają świetne tradycje. Inkwizycja, te rzeczy.

Nie, to się chyba tylko tak nazywa. Nie ma procesu czy coś.

Ale po co ty się w ogóle zgadzałaś? Nie mamy swoich problemów?

Andrzej, na pogrzebie jego matki? Jak miałam się nie zgodzić? No weź.

Poza tym to jest jakaś pierdoła.

To ten se wymyślił drugi ślub kościelny. Pewnie ta młoda go ciśnie.

Czy to pierdoła, to zobaczymy.

Będziesz jeździć po kościołach i to załatwiać.

Nie, to nawet nie jest w kościele. To jest, w tym, w kurii.

- Mhm. - Czy coś takiego.

U biskupa diecezjalnego?

Tak, chyba tak.

- To przekichane. - Dlaczego?

Ja chciałam tylko papier, żeby zostać chrzestną,

to mnie prześwietlali gorzej niż przy kredycie.

- No ale się udało. - A gdzie tam.

Za dwie stówy lewe zaświadczenie w internecie kupiłam.

Ala?

Jesz z nami?

Nie!

Nie wiedziałem, że to jest aż tyle papierów.

Więcej niż w moim wniosku o dotacje.

A właśnie, masz odpowiedź?

Sześć do 12 tygodni, cokolwiek to znaczy.

Może do tego czasu zdążysz się rozwieść.

Nawet nie żartuj.

„Jak by pani opisała pożycie małżeńskie?”

Pożycie?

„Układało się dobrze”.

„Jak regularnie spełniali państwo…”

No bez jaj! Co?

Ile razy się bzykaliśmy?

Żartujesz.

„Jak regularnie spełniali państwo obowiązki małżeńskie?”

Jeszcze będą cię pytać, czy miałaś orgazmy.

Co mam napisać? Ile razy w tygodniu czy co?

- Co? - Nic.

- Mieliśmy po 20 lat. - A czy ja coś mówię? Nie.

Pisz, co chcesz.

Napisać mniej? Żeby lepiej wyglądało?

No przestań! Nie mów, że tak nie miałeś.

Dobra. Może „rzadziej”.

No, można? Ekstra.

Dobra, dziękuję na dzisiaj, a jutro trochę więcej entuzjazmu, co?

A może zagramy coś naszego?

O, no właśnie, pani obiecała.

No dobra.

To może ten, kawałek taki…

Proszę, już się cieszycie, a jeszcze nie powiedziałam, o co chodzi.

Załatwiłam nam nowy występ.

Otwarcie dworca w Soroczycach.

O!

Będzie sam pan minister.

Zależy mi na tym, żebyśmy wypadli jak najlepiej.

To dla nas wielka szansa.

- Szansa na co? - Ala.

Hej.

- Który to taki śmieszek? -

Przepraszam.

Pozwól na chwilę.

Przed ministrem też będziesz się tak wydurniał?

Halo?

- Pani Małgorzata Kubiak? - Tak?

Dzwonię z Warszawskiego Sądu Metropolitalnego.

Z sądu?

Tak. Kiedy może pani przyjść na przesłuchanie?

Ale jakie przesłuchanie?

Chodzi o kwestię stwierdzenia nieważności małżeństwa.

Ja wszystko napisałam w tym formularzu.

Mamy kilka pytań.

Zapraszam na 15.00. Jutro.

Komentarze

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left