لومړۍ 200 کرښې.
Kiedyś dokonasz niesamowitych rzeczy, Zoya Lowe.
Odmienisz świat.
- Ale co to znaczy? - Dokładnie to, co powiedziałem.
W jej ciele rośnie czarna dziura.
Czarna dziura?
Niewielkich rozmiarów,
jak orzeszek ziemny, między płucami.
Mam ulotkę, może pani...
- Co teraz zrobimy? - To znaczy...
Przykro mi.
Nie możemy zrobić nic więcej. Zalecałbym zabrać ją do domu.
Najlepiej niech o tym nie myśli. Powinna być pozytywnie nastawiona.
Zadbajcie o jej komfort.
- Komfort? - Ile czasu jej zostało?
Ciężko stwierdzić. Naprawdę nie wiemy.
Jeśli choroba nie przestanie postępować...
Myślę, że około tygodnia.
Wybaczcie, oglądają mecz.
Cześć, mamo. Jak się czujesz?
Wygląda na to, że zabierzemy cię dziś do domu.
Dobrze się składa.
Tak.
To świetnie.
Uwaga na stopy.
Piszą, że najczęściej cierpią na to astronauci
i osoby wystawione na długotrwałe, silne promieniowanie.
Nie musimy teraz tego czytać.
Masz już jakieś objawy, mamo?
Może wystąpić niedrożność jelit, ale także biegunka.
Kupiłem nową płytę. Soldiers of de Riddem.
I gotowe.
W porządku, nie potrzebuję wózka.
Na pewno? Czeka na ciebie. Kurczę, momencik.
Głupi szmelc.
Wszystko gra?
Tak, tylko nie mam ochoty iść jutro do wydawców.
Chcą się z tobą widzieć.
Pewnie cieszą się z rozdziału, który ostatnio wysłaliśmy.
Co tam masz?
Nic.
HISTORIA WSPÓŁCZESNA
Rozumiem. Nie chcemy was poganiać.
Wasz ostatni rozdział był trochę...
Jestem pewna, że sobie poradzicie.
- Zoya to prawdziwa wojowniczka. - Dziękujemy.
Nie ma za co. Upewnimy się, że książka wyjdzie.
Mamy już nawet projekt okładki.
WSTĘP DO FIZYKI WSPÓŁCZESNEJ
Rozumiem, że nie chce pani niczego więcej zmieniać?
- Racja. - W porządku.
W takim razie proszę podpisać tutaj i tutaj.
I jeszcze tu.
PODPIS SPADKODAWCY
- Dziękujemy. - Żaden problem, to nasza praca.
Teraz musi pani się zrelaksować
i miło spędzić czas z rodziną.
Racja.
Dziękuję.
Tak zrobię.
I znów to samo.
- Ta kobieta to pani matka? - Tak.
Proszę się o nią nie zamartwiać. Zawsze się tak zachowuje.
Wiem.
- Mogę się przysiąść? - Oczywiście.
- Tylko ostrożnie. - O czym pani mówi?
Dobry Boże.
Dziękuję!
Skąd pani wiedziała?
Zdradzić pani sekret?
- Jasne. - Już to przeżyłam.
Jak to?
Jutro wieczorem łyknę tabletkę i cofnę się o tydzień.
- Cofnie się pani? - Do szpitala.
To wszystko już się wydarzyło.
- I to wiele razy. - Co ma pani na myśli?
Że przeżyłam już wcześniej ten tydzień.
Wiem, co zdarzy się w każdej sekundzie każdego z tych dni,
bo już to widziałam.
Przebudzenie w szpitalu, wizytę u wydawców, u prawnika, plażę,
odwiedziny u mamy i moje urodziny.
Każdy moment.
- Ptasie gówno, bocce... - Bocce?
Ktoś chętny na bocce?
Zawsze jest tak samo.
A więc odbyłyśmy już tę rozmowę?
Tak. Cóż, w zasadzie nie.
Zwykle rozmawiamy o tym, że ciągle widzi pani tych samych ludzi,
że jest tu pani już od ośmiu lat i że czas tak szybko nam ucieka.
Kim pani jest?
To nieistotne. I tak nie będzie pani pamiętać.
Zapomni pani każde moje słowo.
Jutro wieczorem dostanę krwotoku z nosa, zamknę się w łazience,
połknę tabletkę i cofnę się o tydzień.
Wtedy znów się spotkamy. Powiem...
- Tylko ostrożnie. - Dobry Boże.
Dziękuję!
- Skąd pani wiedziała? - Zgadłam.
- Ma pani farta. Dziękuję. - Nie ma problemu.
To niełatwe...
Ciekawe, co dla siebie wymyślisz! - a
GRATULUJĘ DYPLOMU!
Nie wierzę, że widzę to pierwszy raz.
- Widziałeś, po prostu nie pamiętasz. - Hej, to profesor Dulseberg?
- Stary, wredny Dulseberg. - Chryste.
Był starszy, niż go zapamiętałem.
Ostatni dzień na IGE, zanim wyjechali do Europy.
Nawet stary Mark załapał się do zdjęcia.
- Przestań. - Ale co?
Nie udawaj, że sam też nie miałeś dziewczyn.
- Taka prawda. Miałem tylko randki. - Jasne.
- Na przykład kolacje. - Pewnie.
Albo wyjścia do kina.
- Twój stary podręcznik? - Tak, do chemii.
Spójrz. Zawsze tak uroczo podpisywałaś.
No i zawsze bardzo dbałaś o książki.
Pewnie wszystkie się zdezaktualizowały.
PODSTAWY CHEMII
- Niespodzianka! - Kto by się spodziewał.
To dopiero za parę tygodni,
ale chcieliśmy cię mile zaskoczyć.
- Rozumiem. - Mamy też prezenty.
- Tak, przynieś. - Chwila!
- Najpierw świeczki. - Racja, dmuchaj.
Brawo!
- Pomyślałaś życzenie? - To bardzo ważne.
Chciałabym, żebyśmy mogli robić coś innego.
- Co masz na myśli? - Zaraz dostanę krwotoku z nosa.
- Co? - Jak to?
- Już dobrze. - Coś nie tak?
To nic, ale muszę na chwilę skoczyć do łazienki. Zaraz wrócę.
Znów to samo.
Cześć, mamo. Jak się czujesz?
- Mamy dobre wieści. - Wiem.
- Wypuszczą mnie do domu, tak? - Dokładnie. Dobrze się składa, co?
Uwaga na stopy.
Może wystąpić niedrożność jelit, ale także biegunka.
Na co patrzysz?
- Był dość ciężki. - Miło spędzić czas z rodziną.
- Była pani kiedyś na masażu? - Tydzień temu.
I jak się pani podobało?
Muzyka była kiepska, a pani dłonie zimne.
Jest w Miami od tygodnia.
To tutaj przebywa, kiedy nie ma go na wybiegu.
Później pojedzie do Tampy, Sarasoty i wielu innych miast.
To ostatnia szansa, by ujrzeć majestatyczne zwierzę,
zanim cały gatunek wyginie. Rozmawialiśmy dziś...
Zaspoilerować ci coś?
Nosorożec zdechnie w tym tygodniu.
Ta kobieta to pani matka?
Proszę się o nią nie zamartwiać. Zawsze się tak zachowuje.
Mogę się przysiąść?
Dobry Boże, ptaszyska bez przerwy srają.
To niełatwe, wie pani?
Codziennie widzę tych samych ludzi. Mieszkam tu już od ośmiu lat.
Zapominam obserwować otoczenie.
Tak naprawdę nie wiadomo... Coś nie tak?
- Ja... nie mogę. - Ale co?
- Nie dam rady. - Wszystko dobrze?
- Mogę jakoś pomóc? - Jezu!
- Bardzo przepraszam. - Nie, to ja przepraszam.
- To moja... - Nie,
to przeze mnie. Nawet nie patrzyłam, gdzie idę.
Dziękuję, nic się nie stało.
- Skąd masz tę książkę? - Znalazłam.
Wcześniej cię tu nie widziałam.
Gdzie ją znalazłaś?
To tu.
Byłam tutaj parę miesięcy temu i po prostu ją zabrałam.
Nie sądziłam, że ktoś będzie jej potrzebował.
Nie wiedziałam o tym miejscu.
Bo w zasadzie nikt tutaj nie przychodzi.
Dawniej ciągle chodziłam tu z babcią, kiedy się przeprowadziła.
- To chyba były moje książki. - Bardzo możliwe.
Sporo rzeczy jest od mieszkańców,
na górze jest mnóstwo różnych gratów.
- Dlaczego wybrałaś właśnie tę? - Próbowałam się czegoś nauczyć.
Studiuję na uczelni MDC. No i pracuję w laboratorium, więc...
- Właśnie. - W laboratorium?
Pod kierownictwem profesora Handela. Nie wiem, czy go pani zna.
Miał wkład w wynalezienie maszyny, która zmniejszyła faceta,
tego... nanoczłowieka.
Tak że...
- I pracujesz w laboratorium? - Tak.
Oczywiście nikogo nie zmniejszałam. Głównie załatwiam drobne sprawy.
Ale prowadzę badania w dziedzinie czasu.
- Czasu? - Tak. Uczę się, jak działa.
Jak się porusza, jeśli można tak powiedzieć.
- „Paula Campos”? - To ja. A pani jak się nazywa?
Tu jesteś, Zoya. Wszędzie cię szukałem.
Gotowa?
WSTĘP DO MECHANIKI KWANTOWEJ
- Spieprzyłam. - Brzmiało bez zarzutu.
Wstęp jest strasznie skomplikowany.
O czym myślisz?
A jeśli jest jakaś odpowiedź?
Może istnieje rozwiązanie mojego problemu?
- Nie warto byłoby spróbować? - O czym mówisz?
Zastanawiam się nad wszystkim, czym zajmowałam się w Princeton,
- wynikami moich badań... - Zoya.
No co?
No comments yet. Be the first to leave one.