لومړۍ 200 کرښې.
- Zjedz kurczaka. - Nie chcę.
- Może kukurydzę? - Dobrze.
- Kiedy przyjadą? Chcę wracać do domu. - Niedługo.
Mogliby już przyjechać.
- Wracamy? - Nie. Chcę ich zobaczyć.
Zaraz przyjadą, prawda?
- Dużo im jeszcze zostało? - Trzy miliony mil.
To oni! Popatrz! Jadą!
Zatrąbcie!
/Mój brat Arnie kończy 18 lat. /Szykujemy mu wielkie przyjęcie.
/Co roku przejeżdżają tędy turyści. /Nigdy się nie zatrzymują.
Ależ jesteś wielki. Niedługo już cię nie uniosę.
To ty jesteś coraz mniejszy.
Malejesz, Gilbert! Kurczysz się!
REŻYSERIA
/Endora. Właśnie tu jesteśmy.
/Opisywanie jej to taniec bez muzyki. /Nic tu się nie dzieje.
/I nic się nie zdarzy.
/Sklep Lamsona. Tutaj pracuję.
/A to FOODLAND. Jest za miastem, /przy zjeździe z autostrady.
/Wszyscy tam kupują.
/Tu mieszkamy. /Dom zbudował mój ojciec.
/Ja muszę teraz /wszystko naprawiać.
/Lekarz powiedział, że Arnie będzie /miał szczęście, jeśli przeżyje 10 lat.
/Po dziesiątych urodzinach ostrzegł, /że może odejść w każdej chwili.
/Czasem chcę, żeby żył.
/Czasem nie...
- Co się stało? - Zabiłem go!
- Zabiłem go! - Rozumiem, stary.
/Moja siostra Amy jest podobna do Mamy.
/Pracowała w szkolnym bufecie. /Spalił się w zeszłym roku.
/Ellen ma 15 lat. /Właśnie zdjęli jej aparat.
/Bez przerwy szczerzy zęby, jakby nie mogła uwierzyć, że je ma.
/Mój drugi brat Larry wyjechał.
/Jest jeszcze Mama. Była /najładniejszą dziewczyną w okolicy.
/Gdy ojciec zniknął 17 lat temu, /wszystko zostało na jej głowie.
/Trudno znaleźć słowa, żeby ją opisać.
/Od siedmiu lat nie ruszyła się z domu.
/Jestem Gilbert. /Gilbert Grape.
- Gdzie moje słoneczko? - Nie wiem.
Zrób zakupy.
- Gilbert, zdejmij go z drzewa. - Arnie, jedziemy!
- Widziałaś Arniego? - Myślałam, że jest z tobą.
- Ciekawe, gdzie jest? - Nie mam pojęcia!
- Ellen, widziałaś brata? - Siedzi na drzewie!
Nie ma go tam. Gilbert już sprawdzał.
Zgadza się.
Nie rób tego! Przestraszyłeś mnie. Wskakuj.
Byłem na samej górze!
Mogę w czymś pomóc?
Dziękujemy i do widzenia!
- Co słychać w FOODLANDzie? - Nie wiem.
Prędzej umrę, niż coś u nich kupię.
Pewnie coś szykują.
To te homary. Całe akwarium. Mam rację?
Niech pan się nie martwi. To chwilowy zastój.
- Ludzie znów zaczną tu kupować. - Tak myślisz?
Jakbym słyszał twojego ojca.
- Mogę jeszcze to? - Nie.
- Mogę? - Oczywiście!
Pozdrów mamę. Do jutra.
Pani Carver zamówiła zakupy. Zawieziesz jej?
Cześć, Gilbert.
- Chłopcy, wyjdźcie na podwórko. - Nie chcemy.
Idźcie się pobawić.
Arnie, wracaj do wozu! Zacznij liczyć.
5, 10, 11, 12, 14, 15...
Dzieci! Mamy trampolinę!
Lody się roztopią.
Masz rację. Topią się.
O Boże!
O Boże!
- Chodźcie tu! - Nie chcę.
- Chcę basen! - Chcecie basen?
Gilbert właśnie przyniósł zakupy.
Pozwól na chwilę.
- Proszę. - Nie trzeba.
Weź! Zasłużyłeś.
- Dziękuję. - Cześć, Gilbert!
Wpadnij do mnie do biura. Musimy pogadać.
To niebezpieczne. Schodź stamtąd!
Wystarczy na dziś. Złaź!
Nie zejdę. Jestem prawie na górze!
Schodź!
Chcę wejść na samą górę!
Arnie, zejdź stamtąd.
Schodź!
Wejdę wyżej niż poprzednio! Będę bardzo wysoko!
Cześć, Bob. Znów to samo.
Naprawiłabym to, ale nie mam części.
Zużył się zawór iglicowy.
Potrzebuję nowy. Zamówi go pan?
Jasne.
- Ile to może potrwać? - Jakiś tydzień.
Nie spadnę stąd!
Zgubiłem but!
Spadł mi but!
Znam chłopca o imieniu Arnie.
Kończy 18 lat. Wydamy dla niego przyjęcie.
Znam takiego chłopca.
Zejdź, stary!
Zapałka w baku, bum, bum!
Zapałka w baku, bum, bum!
Grzeczny chłopiec! Schodź, stary!
Dzięki Jerry. Przepraszam za kłopot.
Zabiorę go do domu. To się już nie powtórzy. Obiecuję.
Zawsze tak mówisz, a za parę dni znów tam wchodzi.
- To już ostatni raz, prawda? - Ostatni.
- Chodź! - Znowu tam wejdę.
- Dobra robota, Arnie! - Nie dotykaj go.
- Zajrzysz do nas przy okazji? - Co się stało?
- Lodówka nawaliła. - Coś z elektryką?
- Nie wiem. - Pójdę po narzędzia.
Wpadnę później. Uważaj na siebie, Arnie.
- Nigdy więcej nie uciekaj. - Już nie będę.
A niech sobie znika.
Gilbert, przynieś mleko!
Porozmawiamy o urodzinach? Ellen przygotuje dekoracje.
Fioletowe, pomarańczowe i zielone.
Brzmi nieźle.
Przygotuję jedzenie. Upiekę tort.
Zrobię coś specjalnego.
Mama wszystkim pokieruje.
Obrzydliwe!
- A ja? - Ty będziesz gościem honorowym.
To moje przyjęcie! Co mam robić?
Wystarczy, że na nim będziesz.
Nie musisz nic robić. Wystarczy, że kończysz 18 lat.
A Gilbert? Jesteś bez przydziału
- Masz jakiś pomysł? - Nie mam.
Na pewno masz. Ja mam 16 lat i pełno pomysłów.
Amy upiecze tort, a ty?
- Daj spokój, Ellen. - On nigdy niczego nie robi!
Zachowujmy się jak rodzina!
Możecie dać mi spokój?
To będzie dokładna kopia baru z Boone.
Wszystkie Burger Barn są identyczne.
Robią je z prefabrykatów. Niesamowite!
W parę dni stawiają całą restaurację.
Dziś przejeżdżałem koło budowy. To niedaleko FOODLANDu.
Rozmawiałem z kierownikiem.
Powiedział, że mógłbym złożyć podanie o pracę.
Nieźle to wygląda. Miałbym uniform, smażyłbym hamburgery i frytki.
Może to moja życiowa szansa?
Uciekaj stąd!
Widziałem ją.
- Nieładnie, Gilbert. - O co ci chodzi?
Dobrze wiesz. Przecież to twoja matka.
- Twoja matka. - Wiem.
Nie rozumiem cię, człowieku.
Chodź, stary!
Biegnij!
Pa, Mamo!
Nie jestem jeszcze zmęczony.
- Pora spać. - Dobra. Do widzenia.
Nie "do widzenia" tylko "dobranoc".
Mówisz "do widzenia", gdy odchodzisz. My się nigdzie nie wybieramy.
Wiem.
Do jutra. My się nigdzie nie wybieramy!
Do widzenia!
- Jak tam twoja mama? - Gruba.
Daj spokój! Nie jest aż tak źle. Widziałem na targach faceta.
- Był jeszcze grubszy. - Jeszcze grubszy?
- Wcale nie jest aż tak gruba. - Wygląda jak kaszalot!
- Weź ją czasem na spacer. - Może lepiej na jogging?
Cześć, Bobby!
- Jak interesy? - Nie najlepiej. Nikt nie umiera.
To szansa na szybki awans. Moglibyście sami spróbować.
To raczej nie dla mnie.
Używają specjalnego oleju. Nie sprzedajecie takiego u Lamsona.
Frytki są bardziej chrupiące i niepowtarzalne.
Wendy’s, Burger ing i McDonald’s to przeżytek przy Burger Barn.
Oni są najlepsi. Tam jest moje miejsce.
Z ich baru sałatkowego zrzynają wszystkie fast foody w kraju.
Oni byli pierwsi. 15 różnych sosów i 2 rodzaje sałaty.
Niebo w gębie!
Przechodzisz z kuchni do smażalni, potem zostajesz asystentem kierownika.
Możesz też zacząć jako sprzedawca i awansować na kasjera...
a dalej na asystenta. Potem kierownik restauracji i całego regionu.
- Jakie fajne! - To moje koniki polne.
Nakarmimy je?
Jedź, mały.
- Co się mówi, Arnie? - Dziękuję!
W ten czwartek...
- To nasza rocznica. - Dobrze.
Przywieź moje zakupy.
Jest za chipsami.
- Słucham? - Zakupy. Pomóż je zawieźć.
To twój rower?
Ja go wezmę, dobrze?
Ja sam!
- Popatrz! - Coś takiego!
- Zawsze mogę przyjść. - Arnie. Nie.
Zawsze.
- Przepraszam, dokąd jedziemy? - Prosto.
Mama chce, żebym skończył 18 lat. Będzie wielki bal, prawda Gilbert?
- Kiedy? - Za 6 dni.
Skończę wtedy 18 lat.
- Ciebie nie zapraszam. - Zachowuj się.
W porządku. Po prostu jest szczery.
No comments yet. Be the first to leave one.