Have a Nice Day! (Encontro lo que buscaba?)

Have a Nice Day! (Encontro lo que buscaba?)

د Polish ژباړه ډاونلوډ کړئ

د خپرونې معلومات

Have A Nice Day 2023 DUBBED WEBRip x264-ION10-RBB
د لخوا تبصره Pinguoin

تګونه

webrip
web
x264
BRip
په خپور شو: 2023-03-10
ډاونلوډونه: 10
د اوریدلو معیوبیت: No

د Polish سرليکونو مخکتنه

لومړۍ 200 کرښې.

Ile lat ma Angélica?

Osiemdziesiąt? Nie.

- Wiesz? - Nie.

- Nie zgrywaj głupiego. - Nic nie wiem.

- Jest młodsza niż ty. - Tak.

- Z trzy, cztery lata. - Tak.

Wciąż jest piękna.

- Prawda? - Przytyła.

Przytyła?

- Cóż... - Dobranoc.

- Do jutra. - Pa, Angelo.

Do jutra.

- Miłego wieczoru. - Cześć.

Nie pij za dużo.

Do jutra.

Śnił mi się Gonini.

Dużo o nim wiem, bo...

- Cholera! - Co jest?

- Nie słyszałem cię. - Skończyło się Bacardi.

Ojciec kazał nam nosić buty robocze,

takie z ćwiekami.

Teraz jest moda na tenisówki do garnituru.

W moich czasach takie buty znaczyły, że masz biednych rodziców.

To dla ciebie.

Zobaczmy.

Mocne!

Pij, będzie dobrze.

Gotowe, chłopcy.

To za karę?

Na zdrowie.

Na zdrowie.

Ej, Marito.

Pachy ci śmierdzą, stąd czuję.

Masz rację.

Jestem jak Enrique po tym, jak założył się z La Bombą.

O co?

Kto dłużej wytrzyma bez mycia.

- I kto wygrał? - Enrique.

Myślisz, że La Bomba przestałaby się myć?

Ciągle musiała się gdzieś pokazywać.

Jak długo Quique się nie mył?

Jakiś miesiąc.

Miesiąc? Ja bym tygodnia nie wytrzymał.

Dlatego ci nie idzie z kobietami.

Przecież byłem na kawie z Rositą.

Nie!

Jak było?

Źle. Skończyłem w szpitalu.

Dostałem częstoskurczu.

Miesiąc bez mycia? Niesamowite.

- Co na to La Bomba? - Byli siebie warci.

Nie przeszkadzało jej,

tak mówił Quique.

Cholerny Quique.

Ech, ten Quique.

Na zdrowie, Enrique!

- Na zdrowie. - Za ciebie.

A wszystko przez to zaproszenie.

POCZTA MEKSYKAŃSKA

PAN ENRIQUE GUERRERO

Dalsze wiadomości.

Stacja Universo Musical świętuje.

Z okazji rocznicy

zorganizowano imprezę na cześć wielkiej dwójki:

Irmy „La Bomby” Pimentel i Enrique Guerrera,

duetu meksykańskich DJ-ów radiowych.

Czas na więcej rock and rolla!

SKLEP ZATRUDNI PAKOWACZY

MOST RIOVERDE

Listy polecające, Don Enrique?

Nie mam.

Ostatnia praca?

W branży muzycznej.

Był pan DJ-em w radiu?

Pan to wielki Enrique Guerrerock z Universo Musical?

Tak.

W domu mój tata...

Codziennie słuchaliśmy pana programu z La Bombą Pimentel.

Jak to szło?

- „Oto klasyki...” - Nie tak to szło.

Proszę, nie.

Nie rób tak.

Może pan to powiedzieć? Tylko raz.

Witamy w Universo Musical.

Oto

Godzina Rock and Rolla.

Proszę.

Dzień dobry, czy to wszystko?

Chyba tak.

Picho, znasz na to kod?

Tak, 3090.

Skąd znasz kod na mango?

Uczę się, kiedyś będę kasjerem.

Picho.

Po lunchu pokaż panu Enrique, co i jak.

Tak jest.

Żywa legenda należy od dziś do naszej rodziny.

Proszę się czuć jak w domu.

Okropną muzykę puszczają.

Żeby ogłupić ludzi i skłonić do zakupów.

Muzyka mariachi byłaby gorsza.

Racja.

Wyobraź to sobie.

Tu nie wolno palić.

Dlaczego?

ZAKAZ PALENIA

Jesteście parą?

Przyjaźnimy się.

Dlaczego jesteś pakowaczem?

Nie chcesz być kasjerem?

Picho nie skończył liceum, więc...

Muszę tylko zdać jeden test.

- Czyli już prawie. - Jeden.

Najważniejsze to szybko otworzyć torbę.

Czubkami palców.

Czy to wszystko?

Czasem klienci mają własne torby. Dbają o planetę, to ważne.

Patrzę, co jest na taśmie, i zaczynam mentalnie pakować.

To cała sztuka.

A potem już wiesz.

Jedzenie z jedzeniem, owoce z owocami,

puszki z puszkami i tak dalej.

Jesteś geniuszem.

To wszystko?

- Woda! - Ruben, pospiesz się.

- Zapominalski. - Nie dziwię się.

Rozprasza go pani uroda.

Urocze, dziękuję.

Mam. Przepraszam.

Razem 1856 pesos.

- Dziękuję. - Zapraszamy ponownie.

Dziękuję. Przepraszam.

Proszę.

Dzięki.

- Proszę odbić kartę. - Pa.

Niech pani zaczeka, zaraz będę.

Proszę odpocząć.

Jutro dostawa mięsa, musimy być gotowi.

Proszę dzwonić w razie czego.

Miłego odpoczynku.

Jeśli pójdziemy na imprezę...

- Byłoby super. - Do jutra.

- Do jutra. - Miłego wieczoru, Cipriano. Odpoczynku.

- Co? - Powiedział: miłego wieczoru.

Jakiego zaworu? Nie będę nic dokręcał.

- Do widzenia. - Pomagam mu.

- Odpoczynku. - Dopowiada, czego nie słyszy.

Nowy jest spoko.

Żartujesz? Złamał zasadę pół na pół.

- Serio? - Wziął połowę moich napiwków.

I źle pakował.

- Po cztery rzeczy. - Wiesz, co mi powiedział?

Że będzie gadał z klientami i to przyniesie nam kasę.

No tak, to artysta.

Nie wiem, co o nim myśleć.

Jest spoko. Fajne ma buty.

Uciekł nam autobus.

To on powiedział o Pinicie,

takim niskim zapaśniku.

Mówił: dobrze, że dzieciak nie walczy w wadze ciężkiej,

bo skopałby nam tyłki.

Pinito był świetny.

Co słychać, chłopaki?

- Co tam? - Jak tam, Marito?

Źle. Muszę brać viagrę do sikania.

Nie mów tego!

Ja nie mówię, to moja żona.

- Güero! - Prawie gotowe.

Wsadzę lód do zlewu.

Proszę. Żeby nie było, że nic nie mam.

Wspaniale.

Lepiej późno niż wcale.

- Opowiadaj. - O czym?

O czym chcesz.

Pamiętacie Goniniego?

Jasne.

Ma raka.

Cholera.

Dużego czy małego?

Małego.

Nieważne, duży czy mały, rak to rak.

On ma małego.

Inaczej już by nie żył.

Dajże spokój!

Nie wierzę w raka.

Albo go masz,

wtedy go masz i jesteś chory,

albo nie masz,

czyli go nie masz.

I wszystko w porządku.

Tak. Rozumiecie?

Ale filozof się trafił!

Opatentuj to.

Cokolwiek teraz powiedziałeś,

nie zrozumiałem ani słowa.

- Cóż, na zdrowie. - Na zdrowie.

Dobra, dzieciaki.

Pokazaliście Enrique, co było w gazecie?

Nie, zobacz.

Nie obchodzi mnie Wendy Salim ani jej nowe cycki.

تبصرې

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left