لومړۍ 200 کرښې.
Cześć, witajcie na moim wykładzie.
Zobaczymy.
Panie Włatwy, dzień dobry.
Dzień dobry.
Dziękuję bardzo.
Nie ma o czym mówić.
To może wpadnie pan do nas dzisiaj.
Nie, nie, nie, nie.
Pan nigdy nie przeszkadza.
Pan nigdy nie przeszkadza.
Koniecznie proszę.
Tak, tak, tak.
I wzwieźmy nasze oczy i serca do nigdy chyba.
Bo tam...
jest...
Jak co?
Jak Góziczków sto.
Wielki bałwan, ale nie jest...
Podobno w przyszłym roku, ale też jeszcze większy.
A za dwa lata większy niż pała skultury?
Co za bałwan to wymyślił?
I po co?
Bo święta są.
No święta są.
Ludzie cierpią, bo nie mają co jeść.
O tym powinniśmy rozmawiać w telewizji, a nie w wielkim bałwaniu.
Czerpie.
Nie wiesz co?
Bóg się urodził, kochanie, a ja cierpię.
Kochanie...
Potoszą!
Miałeś iść na kalepę spać!
A nie strzyra mi śnieg!
Czami mi atakować wol!
A cholera wiecie, ty tymi nogami chodzisz.
Powiedzisz, głównak, po dwórkach.
Patologia!
Chyba, chyba ty!
Albo jest swój zdary.
Ramówka sama się nie wypełni.
O, jest nasza gęste społecznego reportażu.
Aniu, jaki mamy mi ustnia?
Wędka rzucianego złobił rekordowego karopia.
Dobre to jest.
Nie no, szef, ja żartowałam.
Biedne dzieci z ośrodka promyk.
Przygotowują jasełka dla ubogich i potrzebujących.
O biednych dzieciach to nie.
Tam to jest dobre.
W temacie.
Mikołaj się rodzi w stajence, tu jest ten bałwan i do kompletu facet skarbnie.
Na bogat.
Chrystus.
Słucham?
Chrystus się urodził w stajence, nie Mikołaj.
No to gdzie Mikołaj się urodził?
W Toruniu.
Dobra!
Czekaj, gdzie perfume?
No nie.
Musiałby gdzieś zostać.
A co w taksówce?
Albo w samolocie, albo na lotniszku.
Dobra, trudno.
I tak mamy dla przemka dużo prezentów.
Bluza, skarpety, sfeter.
Tak, ale to jest jego ulubiony sapon, wiesz.
Jak ulubiony to sobie kupi.
Wiesz, że sobie nie kupi.
No nie kupi sobie.
Nie kupi, to nigdzie miał.
Dobra, ocz kupimy mu najlepszy prezent dla starego kawalera.
Jaki prezent?
Alkohol.
No a co my w ogóle będziemy robić?
Słuchaj, chociaż on się święta, się świętuja.
Wiesz o to.
Chrystus Pan Bóg się urodził, nas oswobodził, oswobodził
nas od matek, żon, kochanek.
I my możemy w związku z tym robić
wszystko.
A najlepsze w tym wszystkim właśnie jest to,
że nie musimy robić nic.
Rozumiesz?
I tak będziemy.
To będzie najspokojniejsza nasza wiedzienia.
W tym roku, w tym roku.
Bardzo do dendrona mamy.
A co myślałem, że to jest taki rodzaj
fiskusa.
Arturek.
Arturek.
Arturo.
Arturo.
Dzień dobry, Pan Melior.
Melior.
Szanowny panie Meliorze.
O cholera.
Chciałbym pan osobiście wręczyć sądowy nakaz eksmisji dla panów.
Jak się sprawi?
Ano w taki, proszę pana, straszne.
Ano w taki, że pan niestety,
a w sobie na szczęście musze się z mojego domu wyprowadzić.
Ale jak?
Nie wiem jak.
Byle szybko.
Od sześciu miesięcy pan nie płaci.
Od sześciu miesięcy nie odpowiada pan na wyzwanie.
Ale sobie wypraszam.
Płacić miała moja dziewczyna, to znaczy była dziewczyna.
Panie Meliorze, niech pan zabiera swoje rzeczy z mojego domu.
Nie, ale ona powiedziała, zostaj.
Zostań ze swoimi koleżkami i ja odchodzę, ale zosta.
I tak powiedziała.
Proszę pana.
Niejmy to przy sobą, jest wigilia.
No właśnie, jest wigilia.
I tak pan się zachowuje.
Człowieka na bruk pan bywala.
Wigilię.
Gdzie polska gościnność?
Poza się dodatkowy talerzyk na stole wigiliwym stawia.
Wiesz co?
Trzeba się być zmywał.
Przecież mieliśmy razem spędzić wigilię.
Wiesz co?
Ale niby gdzie?
Wziąłbym to, wiesz?
Bo to wiadomo, że tu się wiesz.
I co to jest?
A to proszę zostaw i spalw moje.
I to jest potrzebne do pracy.
A, czyli pracuje pan?
Tak, i nie płaci pan.
Bo rok raz w roku za to się pracuje.
Gdzieś tu miałem taki...
Szczepana zapłaciłaś ten rachunek za gaz?
A do kiedy trzeba?
No do wczoraj.
No wiesz jak to jest.
Biedni, ale szczęśc.
Zakładzę po świętach.
A zmienisz mi Mak?
I skończymy drzewko genealogiczne.
Tato, chodź.
Prawę w Cię Stefankowską znalazłam.
A co ty, szczepan mi tutaj, babcie Stefankowską
z zagrobów wyciągasz.
No zlituj się, Wigila jest.
No właśnie.
A w Wigilię rodzina jest najważniejsza.
Wiesz co?
Z moją rodziną to się nawet na zdjęciach źle wychodzi.
Ty, Karinta, to świetnie wychodzisz na zdjęcia.
Ale nie z moją rodziną.
Tato, masz?
Mam, mam klej.
Będzie dobrze.
A ty się pan zabijesz z tą drabiną?
Nie, nie, nie.
Bo świętach przyjdą mniej.
Dziś potrzebuję.
W Wigilię to panie, wiesz pan czego człowiek potrzebuje?
Miłość.
Kup pan dzieciakom prezenty.
Ale pan pierogów.
Święta ludzie też pracują.
Dekarze, strażacy, malarze.
Znaczy mam na myśli malarze pokojowe.
Znaczy nie w sensie pokoju, tylko ścian i sufitu w pokoju.
Tak.
Dobra, idź pan w pokoju, bo twardwiętów pozabijasz.
Przepraszam.
O, a to jest ciotka Aurelia.
Czy jakiś facet, chociaż ma wąsy?
Faktycznie.
A nie, bo to jest Adolf, to jest
try Adolf.
Czyli to jest brat bliźniak, ciotki Aurelia.
A to jest ciotka Aurelia.
Też ma wąsy.
Miałam bardzo dużą rodziny, wiesz.
Miała dużo dzieci?
Akurat dzieci to w ogóle nie miała.
Ale miała wielu mężów.
I oni mieli dużo dzieci.
A tu kogo powiesimy?
Tu to powiesimy w uja małrycego.
A kto to?
To jest brat twojego dziadka ze strony mamy,
czyli brat ta ty mamy.
Bardziej wrednej i fałszywej osoby w życiu nie spotkałam.
No co ty mówisz?
Stary, wredny, fałszywy dziad.
Wszystkimi manipulował, nawet rodzina chciał sobie kupić.
A Melka?
No trzeba Melka.
To nie ma co stwarzać pozorów.
No w każdej, nawet najlepszej rodzinie zdarza się czarna owca.
I w mojej rodzinie to jest właśnie wój małrycy.
No comments yet. Be the first to leave one.