The Sound of Philadelphia

The Sound of Philadelphia

د Polish ژباړه ډاونلوډ کړئ

د خپرونې معلومات

Brothers by Blood 2020 BDRip x264-JustWatch
د لخوا تبصره 84LV4N
Tekst: Wojtek Stybliński

تګونه

bdrip
bdr
x264
BDR
په خپور شو: 2021-10-25
ډاونلوډونه: 46
د اوریدلو معیوبیت: No

د Polish سرليکونو مخکتنه

لومړۍ 200 کرښې.

Śmiało.

Wiecie, gdzie dzisiaj byłem?

Mówiłem? U proktologa.

Lekarz wysłał mnie na badanie.

Mają tam takie odwrócone krzesło, na którym cię sadzają,

żeby widzieć twój odbyt.

Patrzę sobie, a wtedy wchodzi pielęgniarka.

Wyciąga z kieszeni fartucha tubkę środka nawilżającego.

Wyciska na palec, żeby sprawdzić, czy idzie,

i odkłada na stolik obok błyszczących instrumentów.

Denerwuję się. Ona podchodzi

i mówi, że jeśli wyskoczę ze spodni i gatek,

doktor się mną zajmie.

Odwraca się i wychodzi, ale zerka i mówi: "Grunt to wyluzować.

Im bardziej się zrelaksujesz, tym szybciej stąd wyjdziesz".

I znika.

Gapię się na odwrócone krzesło, błyszczące narzędzia,

tubkę żelu i myślę: "Weź tu się, kurwa, odpręż".

- Niby jak? - Waliłeś konia w gabinecie?

Żebyś wiedział! A towar poszedł do śmietnika.

Słowo!

Ile zgarniasz na takiej robocie?

Pracuje tu 20 dekarzy.

A naprawdę?

Góra trzech.

- Łatwa forsa. - Nie ma czegoś takiego.

Sporo mnie to kosztuje.

Będziesz tam lał, Peter?

Kurwa!

Nic ci nie jest?

- Spoko. Nie pierwszy raz. - Mogłeś się zabić!

Chodź.

Na chuj to zrobiłeś?

BRACIA WE KRWI

Dzięki, że wpadliście.

Chodzi o tych dziennikarzy.

Odkryli, że miasto zatrudnia moją rodzinę.

Moi bliscy zostaną bez pracy.

- Ile osób? - Sześć.

- Wygra. - Cruz?

Trump.

Poważnie. Głosuję na niego.

Dorobił się, to umie rządzić.

Panowie...

byłbym wdzięczny, gdyby te osoby zostały...

bezzwłocznie zatrudnione w innych obszarach.

Matulę chcesz zrobić dekarzem?

- Nie dokładnie o to proszę. - A o co?

Nie potrzebujesz czasem sekretarki?

Rozdajesz robotę firmom, które zatrudniają dekarzy nie ze związku,

a o pomoc prosisz mnie?

Chcę nabrzeże Delaware.

- Nie mogę. To niemożliwe. - Dlaczego?

Chyba wiesz.

Wyślij mamusię do Włochów.

Gdzie?

Co jest?

O'Meara nie żyje.

Co się stało?

Michael?

- Wyhaczyli go na ulicy. - Co?

Wsiadł z nimi do auta. Nawet nie uciekał.

Co z nimi? Pragną śmierci?

- Miał dzieci? - Troje.

- Żona odeszła? - Zostawiła go.

Zajmiemy się dziećmi, ale nie nią.

Ani centa.

I zapłacimy za pogrzeb.

Chłopak jest dobry.

- Gadałeś z ojcem? - To ćpun. Młody mieszka u mnie.

Pytanie, kto wpakował go do wozu.

Nie mam pojęcia. Zginął i już.

Musimy odpowiedzieć, żeby to się nie powtórzyło.

Pójdziesz na wojnę, choć nie wiesz z kim i dlaczego?

- Pamiętasz, jak O'Meara załatwił mi dupę? - Nie.

W dwunaste urodziny pozwolił mi bzyknąć u siebie dziwkę.

Patrzcie, jak zmieniliśmy to miejsce! Zatrudniłem nowego kucharza.

- Wiecie skąd? Z Paryża. - Oni tam żrą żaby.

Nie podajemy francuskiego żarcia. Nasz chef pochodzi z Francji.

- Pieprzyć Francję. - Jasne. Pamiętacie Grace?

- Twoją siostrę? - Tak.

Jasny gwint! Grace?

Nie wierzę!

Dobrze cię widzieć! W mordę!

Myślałem, że siedzisz na Florydzie u mamy.

Idę do Jeffersona.

- Stanie za barem i zamieszka u mnie. - Super!

Piękna! Naprawdę to twoja siostra?

Zamówmy szampana. Trzeba to uczcić.

- W porządku? - Tak.

Na pewno?

- Dobrze się czujesz? - Cudownie.

Chodź do domu.

- Jeszcze jeden drink. - Już późno.

- Muszę... - Chodź!

Dobry z ciebie chłopak. Dobry chłopak i kuzyn.

- Pomógł mi z restauracją. - Jak to?

- Co? - Jak to?

Dzięki, że pomogłeś.

Nie. Pożyczyłeś pieniądze od Michaela? Zrobiłeś to?

Nie myśl, że sprawa załatwi się sama. To nie jest kwestia przyjaźni.

Zaczekaj! Razem się wychowaliśmy.

- Co ty ględzisz? To twój kuzyn! - Właśnie. Mój, nie twój.

Ile?

- Nie pamiętam. - A on pamięta wszystko.

Nie pakuj się w bagno. Nie podskakuj mu.

Pożyczyłem na restaurację i oddam.

Słowo.

Nie będzie problemu.

- Pamiętaj, co mówiłem. - Jasne.

Wiem.

Stój!

Jestem.

- To ja. - Śpię.

- Michael dostał kulkę. - Co?

Czekali przed restauracją. Grace to widziała.

Umarł?

- Gdzie jest? - Tam.

Wejdź.

Pamiętasz, jak dostaliśmy pierwsze wypłaty?

Skuliśmy się na dachu.

Skoczyłeś.

Załatwiłeś kość ogonową.

Myślałem, że chcesz się ubiegać o rentę,

ale ty nie opuściłeś nawet dnia pracy.

Kto to zrobił?

Ludzie Bono.

- Czemu? - Czego nie rozumiesz?

Włosi zabili O'Mearę,

- a teraz polują na mnie. - Czemu?

Chcą tego, co mamy.

Pomóż mi, Peter.

Jeśli mam się utrzymać,

potrzebuję kogoś zaufanego.

- Chcą całości czy części? - Co za różnica?

Teraz chcą trochę, jutro odbiorą nam wszystko.

Nie możemy z nimi walczyć. Chcą działki? Oddaj.

Nie musimy ich słuchać.

- Ulice są moje. - Posłuchaj.

Twój ojciec dogadał się dawno temu.

Z ludźmi, który już nie żyją.

A wcześniej zabili McCullougha, który podskoczył im w Atlantic City.

Zrozumieli, że miejsca pracy to źródło siły,

i że ty nimi rządzisz.

- Wiesz, co grozi za odmowę. - Musisz mnie poprzeć.

Jesteś moim bratem.

Tylko tobie ufam.

Co jest grane?

- Usiądź. - O co biega?!

- Co tu robicie? - Dziecko.

Ona...

wpadła pod auto.

To niczyja wina.

- Facet wpadł w poślizg. - Kto?

Sąsiad.

Victor Kopec, glina?

- Stój, Charley! - Zostaw mnie! Puszczaj, kurwa!

Świetny koń, piękny!

- Giry jak zapałki. - Pochodzi z linii zwycięzców.

Mam to w dupie.

Pieprzyć tego konia. I ciebie!

Co on mi wciska? Chcę dużego konia.

- To niby duży? - Wyścigowy.

Gówniany. Potrafię poznać mistrza, a ten koń jest gówniany.

- Skąd wiesz? - Ty lubisz boks, ja konie.

Nieważne.

Jimmy mówi, że ten chłopak od Carlosa to talent.

Gówno wie o walce.

A chłopak?

Faktycznie dobry.

Pogadaj z nim. Popchniemy go.

My? Dobrze mu tam, gdzie jest.

Teraz może zarobić, potem niekoniecznie. Pogadaj, niech wie, że pomożemy.

Nie potrzebuje nas, żeby zarabiać. Mówiłem ci.

Wyluzuj.

Gadasz, jakby to była rodzina.

Mogę piwo?

Jasne.

- Jak się trzyma Michael? - Nieźle, a ty? Byłaś blisko.

Zamykałam.

Nie usłyszałam strzału, tylko krzyki.

Jimmy mówi, że pracujesz dla Michaela.

- Pomagam. - Jak?

Nie mów, że jesteś dekarzem.

Wiesz, co robimy.

Jimmy dorastał razem z nami.

- Przejmujecie rodzinny interes? - Tak jakby.

Gdy byliśmy dziećmi, myślałam, że jesteś inny niż kuzyn.

Spójrz na niego!

Pewnie uważa się za boksera. Przyszłego mistrza!

Daj sobie spokój, Peter.

- Jak leci, Carlos? - Dobrze.

Dzieciaka nie ma? Sprawdziłby Lenny'ego.

Poleciał do Jersey po części. Pracuje w garażu.

- Do Jersey? - Kiedy wróci?

Spokojnie. Chce tylko sprawdzić chłopaka.

Delikatnie.

- To jak? - Mówię, że jest w Jersey.

Tylko spójrz!

Jest.

تبصرې

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left