The first 200 lines.
Pańska żona przyszła, towarzyszu kapitanie.
Jedź szybko do sztabu.
Może ją podrzucić, towarzyszu kapitanie?
Nie trzeba.
Ona lubi spacerować.
Co się tam u nich dzieje?
- Co? - Co się tam dzieje?
Czesi tylko płaczą i wołają Lenina na pomoc.
Nogą tupniesz, zaraz podnoszą ręce do góry.
Chcieli wojny, to mają wojnę!
A uprzedzaliśmy ich.
Melduję się, towarzyszu pułkowniku.
- Wiera nie żyje. - Co?
Wiera nie żyje!
Wiera Fiodorowna Swietłowa 1943 - 1968
Zachowanie grobu można opłacić na 20 lat.
- Ile to będzie kosztowało? - 454 zł.
- Proszę wybaczyć, a w dolarach ile? - Prawie... 160.
Rozumiem.
Dzisiaj przyjeżdża córka,
naradzimy się, jutro przyjdziemy i podpiszemy potrzebne dokumenty.
Dziękuję.
No właśnie.
Czytam po rosyjsku jako tako,
ale ta pani ma taki charakter pisma, że ni w ząb nie mogę jej odczytać.
Spróbuję.
Aleksandra Matwiejewna Gorczikowa. Znałem ją.
Była pielęgniarką w naszym szpitalu.
Pieniądze.
Anioł... anioł dla noworodków.
"Dobrzy ludzie.
Mam dwie prośby. U was leży mój jedyny synek, Stiopa.
Zanim dorośnie moja wnuczka i zarobi pieniądze
zachowajcie grób mojego synka.
Teraz druga prośba.
Wyryjcie na nagrobku mojego Stiopy prawosławny krzyż.
Głęboko, żeby na długo się zachował.
Przesyłam na to dziesięć dolarów.
Wierzę, że jesteście dobrymi ludźmi i nie oszukacie proszących w potrzebie.
Z góry dziękuję za okazaną pomoc.
Jak tylko wspomnę Legnicę, od razu płaczę. "
Dokumenty sprawdzę na jutro.
I najważniejsze. Jak się nazywała pochowana?
Wiera Fiodorowna Swietłowa.
Kim pan jest dla pochowanej?
Mężem.
A pan...
pan ją pamięta?
Tak.
Co się stało, dlaczego stoimy?
Nic się nie stało. Czekamy na wjazd do Legnicy.
Jesteśmy już w Polsce?
Nie otwieraj okna. Nie wolno!
Przez pięć lat będziesz patrzyć na Polskę, jeszcze się tyle napatrzysz,
że ci bokiem wyjdzie. A tak przynajmniej się wyspałaś.
Chociaż ja, na miejscu twojego męża, nie dałbym ci pospać!
A idź, ty...!
- Słyszałeś? - Słyszałem, słyszałem. Ubieraj się.
Ma rację.
Wszyscy wiedzą, że mam najpiękniejszą żonę.
- Wśród żon pilotów? - Nie tylko. W całej Legnicy.
Zamknąć bramę!
Zamknąć bramę!
- Kapitan Swietłow. - Szeregowy, prowadźcie.
Proszę tędy.
- Ładne miejsce. - Uwaga!
Towarzysz z poprzedniej zmiany urządził sobie śmietnik w pokoju.
Ale spokojnie, to u waszych sąsiadów. Do jutra wszystko będzie posprzątane.
Będziesz miał najczystszy i najładniejszy dom na tej ulicy.
Mam nadzieję.
- Wy też tutaj? - Tak.
Ciekawe, ile nas jeszcze do tego chleba?
Wy we czwórkę na pierwszym piętrze, na drugim piętrze major-lekarz.
Przyjedzie z następnym transportem. Proszę bardzo.
Macie luksusowe warunki.
Nawet jakby się wam urodziło pięcioro dzieci,
to i tak będziecie tutaj mieszkać jak w pałacu.
Dzisiaj śpicie u nas.
Zapraszamy.
Witaj.
Jak podróż?
W porządku.
Idziemy?
A jak w firmie? Dogadujesz się z Niemcami?
To oni muszą dogadywać się ze mną.
To my mamy gaz.
Tato, przysłałam ci dwie pary nowych spodni. Czemu żadnej nie włożyłeś?
A taksówki są w tej dziurze? Może pojedziemy autobusem, co?
Nie popisuj się.
Mamy wyglądać i żyć jak lumpy,
żebyś się nie nabawił kompleksów?
Mają taksówki, mają.
Co oni mają? Znalazł się, obrońca Polaków.
Wszystko, co mają, ukradli. Albo nam, albo Niemcom.
- A już samochody - na pewno. - Niemcy ci tak powiedzieli?
Twoja żona, Wiera Fiodorowna, w moich snach.
- Nie wysiądziesz? - Stąd też dobrze widzę.
Ładne miejsce.
Co tak patrzysz? Coś nie tak?
To samo powiedziała twoja mama, jak przyjechaliśmy tutaj pierwszy raz.
Zdaje mi się, że niedługo byliście szczęśliwi
w tym pięknym miejscu.
Zawsze niech będzie słońce!
Zawsze niech będzie niebo!
Zawsze niech będzie mama!
Zawsze niech będę ja!
A teraz ostatnia uczestniczka naszego październikowego konkursu
poświęconego jubileuszowi Wielkiej Leninowskiej Rewolucji,
Wiera Fiodorowna Swietłowa. Prosimy.
Ty - wódkę za wódką w bufecie...
Oczami po sali drewnianej - i serce ci wali
Czy pamiętasz?
Orkiestra powoli opada przycicha
Powiada. Że zaraz
Czy pamiętasz, jak ze mną...
Już znalazł twój wzrok moje oczy
Już idziesz - po drodze zamroczy - Już zaraz za chwilę...
Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś?
Podchodzisz na palcach i zaraz nad głową
grzmotnęło do walca
Porywa - na życie i śmierć
do tańca Grande Valse Brillante
Jura!
Wiera mówi po polsku.
Sam nie wiedziałem.
Gratuluję.
Pańska żona śpiewa przepięknie.
Proszę nam powiedzieć, zanim ogłosimy werdykt,
jak to się stało, że śpiewa pani polską piosenkę i w dodatku po polsku?
Ewę Demarczyk usłyszałam w polskiej audycji,
w radiu, jeszcze u nas.
Od tamtej pory zaczęłam na nią "polować".
Dla mnie...
Dla mnie ona jest niezwykła, po prostu...
Jednogłośnym werdyktem jury ogłaszam, że zwyciężyła pani
w naszym międzynarodowym konkursie
"Melodie przyjaźni".
Nagrodę, Wielką Złotą Broszę, wręczy porucznik Michał Janicki,
nasz najlepszy specjalista od muzyki.
Michał?!
Gratuluję z całego serca.
Dziękuję.
Proszę.
Pilnuj, pilnuj, żeby ci jej nie ukradli.
Niejednemu tu cieknie na nią ślinka.
Misza.
Panie Michale. Powinien pan otworzyć szkołę.
Myślałam o szkole uwodzenia.
I nie zamierzam być w niej ani nauczycielką, ani uczennicą.
- Może mnie pan odprowadzić do męża? - Nie trzeba, sam przyszedłem.
Wieroczka,
- zatańczymy? - Oczywiście.
Jeśli pan porucznik pozwoli.
Siadaj tutaj.
Moja żona.
Nane.
Nane.
Zdrówko.
- Z przyjemnością. - Idźcie, oczywiście.
- Okna sprawdziłeś? - Tak.
- A tam? - Sprawdziłem.
A tam?
Sprawdziłem, towarzyszu kapitanie. Nie wydostaniemy się.
Czy to prawda, że wszyscy Polacy to chrześcijanie?
I to oficjalnie, w kościołach?
A pan?
Kiedyś większość Ormian mogła tak jak wy,
ale teraz już nie możemy. Ma pan rodzinę?
Nie w tym sensie. Rodzice, siostra...
Ona też jest wierząca?
Proszę wybaczyć.
Strasznie kopie, mój mały bohater.
Wybaczcie.
- Sajat. - Wszystko w porządku?
Zaraz wrócę, wszystko w porządku.
Co się stało?
Siadaj.
Usiądź.
Proszę.
Napijmy się.
Chorujesz?
To wypijmy za tych, co na służbie.
Jura, wystarczy.
Wiera, no za tych, co na służbie.
No, teraz wchodź...
Odsuń się.
Co ty wyprawiasz?
Sam sobie odchyl. Sojusznicy!
Krew by was zalała!
- Towarzyszu kapitanie, ręcznik. - Wynocha stąd!
Jutro moje dowództwo ma mieć dokładny raport
o agresywnym zachowaniu polskiego oficera
wobec żołnierzy i oficerów Armii Radzieckiej.
Jasne?
Spotkamy się jeszcze, towarzyszu poruczniku,
więc radzę uważać.
Polacy,
wy jak zwykle łby za wysoko zadzieracie.
- Samochód, szybko. - Rozkaz.
- Bal już się skończył... - Jak to?
No comments yet. Be the first to leave one.