The first 200 lines.
Jestem Debbie Claybourne.
Sądziłam, że moje małżeństwo jest silne.
Chcę rozwodu.
Judith!
Że znam moją kumpelę.
Jesteś zabójczynią?
Tak.
Jestem Biczogon.
Międzynarodowa zabójczyni.
Masz dla mnie misję? Billy Donovan?
Byłaś jebanym wzorem, a teraz kreujesz chaos.
Czemu do nas strzelają?
Czemu masz broń?
A teraz nasze życie wywróciło się do góry nogami.
To czarny znak. Kod piracki. Ktoś chce mojej śmierci.
Wiem, jak je znaleźć.
Strzelano do mnie. Ścigano mnie.
Prowadziłam nie swoje auto.
A mój mąż…
Powinnaś coś o nim wiedzieć.
- Umarł. - Rzucił mnie.
- Co? - Co?
Do wszystkich jednostek w Northwood Hills.
Strzały przy B34.
Samotny kierowca, prawdopodobnie kobieta.
Szlag.
Bingo.
Wszystko gra?
Nie wiem, co się stało.
Rety, ale masz tu czysto.
U mnie jest syf, wszystko rzucam na siedzenie.
A przez ciążę muszę być odsunięta.
Ręce całkowicie wyprostowane.
Podgrzewane fotele? Cudownie.
Dlaczego się uśmiechasz?
Gadatliwa jesteś.
- Fakt, wybacz. - Nie, nie.
To nawet miłe.
Mam poważną, nudną pracę.
- Niewiele rozmawiam. - Co robisz?
Jestem księgową.
Fascynujące. Opowiadaj.
A druga część? Według mnie…
- Była gorsza. - Właśnie.
- Spoczął na laurach. - Jak nic.
- Była wymuszona. - Otóż to, za bardzo gnał.
- Wybacz. To tutaj. - O nie.
- Miło było cię poznać. - Wzajemnie.
- Hej. - Cześć.
- Cześć. - Wejdziesz?
Chętnie.
OBECNIE
Gdzie my jesteśmy?
U mnie.
Guzik prawda, byłam u ciebie.
Nie mieszkam tam.
- Masz fałszywy dom? - Jest prawdziwy.
- Kto tak robi? - Ja nie…
Nie mam do tego głowy.
Nie chcę teraz słuchać o twoim fałszywym domu, życiu i przyjaciołach.
Mój mąż nie żyje.
Muszę powiedzieć dzieciom,
że ich ojciec był kryminalistą.
Chcę do mojego normalnego, prawdziwego domu.
- To zbyt niebezpieczne. - Zawieź mnie tam.
Nie! Idziemy.
- Nie pójdę! - To sobie tu siedź!
No i będę!
Dobra, idę!
KUMPELE NA ZABÓJ
Biczogon. Dzwonię zapytać, jak się sprawy mają,
zważywszy na fakt, że tkwimy w gównie po oczy.
Gdzie jesteś?
Amanda. Szukałem cię.
Gdzie ona jest?
Zbiera dane i przygotowuje się do kolejnego podejścia.
Zgubiłeś ją. Straciłeś kontrolę nad swoją agentką,
która zawaliła misję.
Wiem, gdzie jest.
Dyrektor wyraził się jasno. Wczoraj miała ostatnią szansę.
Poinformuję go.
Zaczekaj. Obiecuję, że to załatwi.
Widzisz? Wstrzymaj się.
- Melduj. - Sorki, szefie.
- Zniknęła bez śladu. - No dobrze…
Wracajcie.
To służbowa chawira?
Nie, agencja nie wie o tym miejscu.
Nikt nie wie.
Ty projektowałaś?
Wprost uroczo.
Gdzie twoje rzeczy?
Twoje antyki?
Masz spluwy w kuchence.
Wiem.
Kim ty jesteś?
Tą samą osobą, co zawsze.
Twoją przyjaciółką. Jestem taka, jak myślisz.
- Tylko… - Rozejrzyj się.
Jaki człowiek tak żyje?
Trzymałam z nieistniejącą osobą.
Okłamałaś mnie. David tak samo.
Rozwiódł się i umarł.
A moja jedyna powierniczka trzyma w kuchence broń!
Bo…
Chwila, a ty dokąd?
Muszę odkryć, kto mi to zostawił.
Weź prysznic. Jedzenia masz w bród.
Wrócę, jak szybko się da.
Nie zostanę tu.
Ze mną nie pójdziesz, a gdzie indziej cię nie zostawię.
Muszę cię chronić.
Obiecuję, jak to się skończy,
wszystko ci wyjaśnię.
Musisz mi zaufać.
Zaufać?
Jak to się skończy, nie chcę cię więcej widzieć.
Skup się.
Co mam powiedzieć dzieciom?
„Cześć, tu mama.
Wasz tata nie”…
Nie panikuj, Debbie!
Musisz im powiedzieć.
Musisz to zrobić.
Albo dowiedzą się z wiadomości.
Wiadomości. O mój Boże.
CLAYBOURNE Z ŻONĄ
David Claybourne, przyjęcie w ogrodzie?
„David Claybourne nie żyje”.
„Nie żyje w przekonaniu, że koszty życia będą nadal rosnąć”.
Co?
Hotel Montclaire.
- Mówi Debbie Claybourne. - Dzień dobry.
Próbuję namierzyć męża, Davida Claybourne’a.
Gości u nas?
Nie, brał udział…
we wczorajszym incydencie.
Mianowicie?
Na przyjęciu. Ta okropna rzecz.
Ludzie w pokoju Billy’ego Donovana?
Tak, ta okropna rzecz.
Poinformowano nas o pleśni w pokoju pana Donovana
i sprowadzono ekipę do szybkiego posprzątania.
Sytuacja została opanowana
i hotel jest w pełni bezpieczny.
- Ale… - Mąż tam był?
Miał kontakt z pleśnią?
- Halo. - Gdzie ciało?
Agencja je ma. „Go”.
Jest bezpieczny.
Ma go firma od pleśni.
- Skąd wiesz? - Dzwoniłam do hotelu.
- Dlaczego? - Bo tak.
Wiadomości milczą.
No raczej, że milczą.
Agencja wszystkim się zajęła.
Co to za ludzie?
Nie chcesz wiedzieć.
USUWANIE DANYCH…
Dzięki Bogu. Załatwione?
- W sensie? - Zabiłaś Donovana?
Jeszcze nie.
Słuchaj, wczoraj był tam trup.
Już to ogarnąłem.
Nagrania i pokój wyczyszczone.
Zabezpiecz dla mnie ciało.
Przypilnuj go.
Czyje ciało?
Davida Claybourne’a. Jest posłem.
Posłem? Zastrzeliłaś posła?
Nie ja, już nie żył.
No przecież, to nigdy ty.
Dobrze, odzyskam ciało.
A ty zrobisz w końcu swoje?
Wchodzę.
Halo?
- Co jest? - Znaleźliśmy ją.
- Co robi tu twoja agentka? - Jak miło cię widzieć.
Proszę, nie rób tego. Agentom nie wolno tu być.
Mamy zasady. To niedozwolone.
Nie.
Może przejść.
Judith!
Judith!
No dobrze.
Zaczynamy.
Cztery cyfry, co oznacza…
dziesięć tysięcy kombinacji.
Myśl, myśl.
Chyba że…
będę znać te cyfry.
SODA OCZYSZCZONA
Serio, Judith?
Śmiało, rozwal je.
Marokańskie rzemiosło jest niczym w obliczu pośpiechu.
Co to, kurwa, jest?
Czarny znak. Ekscytujące.
W końcu wracamy do korzeni.
Księga Judyty. Przygotowali się.
Ktoś się mnie spodziewał.
No comments yet. Be the first to leave one.