200 rreshtat e parë.
AFRYKAŃSKA KRÓLOWA
Niemiecka Afryka Wschodnia, wrzesień 1914 roku.
Dzień dobry.
Pańska poczta.
Trochę późno, ale coś zatrzymało mnie w Limbazi.
Wie pan, jak to jest... Albo i nie.
Dzień dobry, panie Allnut.
Wreszcie nadeszły!
Moje róże.
- Zostanie pan na podwieczorek? - Z miłą chęcią. Przyda mi się.
W kopalni czeka mnie ciężka przeprawa. Tubylcy wyzywają mnie od najgorszych.
Ale przecież mnie nie zwolnią.
Poza mną nikt tu nie wyciśnie tyle pary z Afrykańskiej Królowej.
- O ile pamiętam, pije pan z cukrem? - Kilka łyżeczek.
- I z mlekiem? - Tak.
- Chleba z masłem? - Poproszę.
Dziękuję.
Ten mój żołądek! Myślałby kto, że połknąłem hienę.
- Proszę się częstować, panie Allnut. - Z miłą chęcią.
Przepraszam.
Dziwne. Jak pan myśli, skąd się biorą takie odgłosy?
- Proszę spróbować piernika. - Dobrze.
Herbie Morton jest biskupem.
- Kto to taki? - Z pewnością go pamiętasz.
Blondyn, nieco młodszy ode mnie, rumiana twarz.
Śpiewał solo na koncercie pamiątkowym.
- To było tak dawno temu... - Teraz jest biskupem.
To wspaniale.
Tak, był ode mnie jakieś cztery, pięć lat młodszy.
Nie uczył się najlepiej. I nie miał zbyt wiele ogłady.
Ale dobrze się ożenił.
Z wdową po tym wytwórcy... jak mu tam było?
Producent płatków mydlanych.
Oczywiście cieszę się, że Herbiemu tak się udało.
Oczywiście.
Nic na to nie poradzę.
Tak, śpiewał solo.
- Jeszcze herbaty? - Nie, dziękuję. Będę już spływał.
Muszę jutro dotrzeć do kopalni.
- Po co ten pośpiech? - Proszę zostać na kolacji.
Nie mogę.
Pewnie nie pokażę się tu przez parę miesięcy.
- A nasza poczta? - Poczty też na razie nie będzie.
- Jak to? - Niemcy ją przechwycą.
- Ale dlaczego? - Z powodu wojny.
- Gdzie? - W Europie.
- Między kim a kim? - Niemcami a Anglią.
- Naprawdę jest wojna? - Tak słyszałem.
Niemcy twierdzą, że zaczęli Brytyjczycy, a Brytyjczycy, że Niemcy.
Co pan jeszcze wie?
Biorą w niej udział Francuzi i różne małe państewka:
Austria, Węgry, Belgia, Hiszpania... Zapomniałem, kto z kim.
- I to wszystko? - Może dowiem się więcej w Limbazi.
Ciekawe, czy i nas uznają za wroga.
A co kto może zrobić Niemcom w tej dziurze zapomnianej przez Boga?
Bóg nie zapomniał tego miejsca, o czym świadczy choćby obecność mojego brata.
Bez urazy.
Wojna!
Na to wygląda.
Lecę już. Dziękuję za podwieczorek.
Uważajcie na siebie.
Dziękujemy. Do widzenia panu.
Co za typ! To Kanadyjczyk, prawda? Nie wie, że jego to też dotyczy?
Może udamy się do Limbazi, dopóki to możliwe?
Dobry pasterz nie zostawia stada na pastwę wilków.
Poprośmy Boga Wszechmogącego o błogosławieństwo dla wojsk brytyjskich.
Rose, skryj się w domu.
Co to wszystko ma znaczyć?!
Włóż kapelusz! Nie słyszałeś, jak wołałam?
Muszę dokończyć siew. Już sierpień.
W Afryce Środkowej pora siewu nie jest ważna.
W Afryce?
Braciszku, źle z tobą.
W Afryce?
Pomogę ci się rozebrać.
Braciszku!
Kochany!
Wytrać Amalekitów, Panie. Wytrać ich ze szczętem.
Zimno i mgła. Gdzie jest Rose?
Rose, jesteś w sklepie na dole?
Przynieś mi gorącej herbaty.
Jestem tutaj.
Tak bardzo staram się uczyć hebrajskiego, greki...
Nie przychodzi mi to łatwo.
Jeśli nie zdam egzaminu, zgłoszę się na misjonarza.
Rose też może być służebnicą w domu Pańskim.
Nawet co do niej Bóg ma jakiś zamysł.
Zamknę już te książki.
Jeśli nie zdam, to znaczy, że Wszechmogący
szykuje dla mnie inne zadanie.
Niech się spełni wola Twoja.
Ale, Boże, nie wyróżniaj mnie.
Powołaj mnie tutaj, w Anglii - w domu.
Mama będzie taka dumna.
Tak bardzo się starałem...
Tutaj też byli?
Kiedy stąd wypłynąłem, w lesie zaczął się dramat.
Moi chłopcy zaraz zaczęli jęczeć i przewracać oczami.
Bębny ponoć mówiły im, że żołnierze robią obławę na ich pobratymców
i palą ich wioski, żeby nie mieli dokąd wracać.
W kopalni to samo... Raz tylko zerknęli i dali nura do lasu.
Po mojemu chcą zrobić żołnierzy ze wszystkich tubylców i przejąć Afrykę.
Gdzie nasz wielebny?
Tam. Nie żyje.
Straszne!
Skoro mogli zastrzelić pastora, to nikt nie jest bezpieczny.
Nie zastrzelili go, ale niewielka różnica.
Przykro mi.
- Kiedy zmarł? - Dziś rano.
Przepraszam, ale... w tym klimacie im szybciej go pochowamy, tym lepiej.
- Ma pani łopatę? - Za bungalowem.
Pewnie chciałby być pochowany w cieniu.
Ja będę kopał, a pani niech zbierze swoje rzeczy;
trzeba się stąd zmyć, zanim wrócą Niemcy.
- Po co mają wracać? - Będą szukać Afrykańskiej Królowej.
Dużo by dali, żeby dorwać łajbę i jej ładunek.
Wybuchowa żelatyna, żarcie, cylindry tlenu i wodoru
to by się Niemcom przydało.
Niemcom...
Schowalibyśmy się za jakąś wyspą i pogadali, co dalej.
Przygotuję się.
Będę się streszczał.
Chodźmy, dopóki można.
Przepraszam.
Przejmie pani rumpel?
- Nie umiem sterować. - Śmiało.
Bardziej na sterburtę! W drugą stronę!
Oby tak dalej. Jesteśmy na miejscu. Tylko co dalej?
Właśnie.
Mamy tu kupę żarcia, dwa tysiące papierosów, dwie skrzynki ginu...
Wystarczy na wiele miesięcy. To niezłe miejsce na przeczekanie wojny.
Są wszystkie wygody, nawet bieżąca woda.
Nie możemy tu siedzieć do końca wojny, panie Allnut.
Ma pani mapę. Proszę mi pokazać drogę.
Brytyjczycy na pewno zaatakują. Pytanie tylko, skąd.
Jeśli z morza, odetną nas od nich Niemcy.
A może z Brytyjskiej Afryki Wschodniej?
Może - ale zanim przedrą się przez las, wojna w Europie się skończy.
Jedno jest pewne - nie zjawią się znad Konga.
Musieliby przedostać się przez to jezioro, a tam jest Louisa.
- Jaka Louisa? - Stutonowy niemiecki parowiec.
To on jest tam szefem, bo ma sześciofuntówkę.
- Co to takiego? - Największe działo w Afryce Środkowej.
Gdyby nasi mogli się przedostać przez jezioro,
Niemcy nie utrzymaliby się nawet miesiąc. Ale to nas nie przybliża do domu.
Ta rzeka - Ulanga - wpada do jeziora, prawda?
Tak. Ale nie dopłynie pani do jeziora tą łajbą.
Dlaczego?
W Shona Niemcy mają fort nad rzeką. Rozwaliliby nas.
A potem są bystrza - stumilowy pas wody jakby prosto ze strażackiej sikawki.
A jeszcze potem rzeka zmienia nazwę na Bora - czyli nikt nie wierzył,
że to ta sama rzeka, dopóki niejaki Spengler...
Przedostał się, o ile pamiętam.
W drewnianej łodzi. Miał sześciu tubylczych wioślarzy.
To on opracował tę mapę.
Panie Allnut?
Co jest w tych pudełkach z czerwonym paskiem?
- Żelatyna wybuchowa. - Jest niebezpieczna?
Skąd. Można ją zmoczyć i nic. Można podpalić - tylko spłonie.
Można walnąć młotkiem i nie wybuchnie.
Potrzebny jest detonator. Ale mogę ją wyrzucić za burtę.
Nie - będzie nam potrzebna.
A to długie, walcowate, co to wygląda jak torpeda?
To są cylindry z tlenem i wodorem.
- Panie Allnut... - Wciąż tu jestem.
Na dziewięciometrowej łodzi nie mam wielkiego wyboru.
- W kopalni był pan mechanikiem, prawda? - Tak. Takim do wszystkiego i do niczego.
Umiałby pan zbudować torpedę?
Słucham?
Czy umiałby pan zbudować torpedę.
Łatwiej byłoby zbudować pancernik.
Wnętrze torpedy jest szalenie skomplikowane.
Są tam żyroskopy, komory ze sprężonym powietrzem...
Te rzeczy są potrzebne, żeby wystartowała?
I żeby trafiła do celu.
Mamy Afrykańską Królową.
Jak to?
Gdyby napełnić cylindry wybuchową żelatyną,
umieścić je w burcie tak, żeby wystawały na zewnątrz,
a potem uderzyć tą burtą w bok statku, wystrzeliłyby jak torpeda, prawda?
Gdyby miały na końcach detonatory.
Moglibyśmy wycisnąć z Królowej trochę pary, skierować ją w stronę statku
i w ostatniej chwili skoczyć do wody.
Jasne!
Ale jest jeden szkopuł - nie ma czego storpedować.
- Jest. - Co jest?
- Jest co storpedować. - A co to?
Louisa.
Proszę nie opowiadać głupstw.
Mówiłem, że nie przedostaniemy się do Ulangi.
- Spengler się przedostał. - W łódce!
Udało się Niemcowi, uda się i nam. Przecież nigdy pan nie próbował!
Nie próbowałem też strzelać sobie w łeb.
Nie zna się pani na łodziach.
Czyli nie chce pan pomóc ojczyźnie w potrzebie?
- Tak bym tego nie ujął. - A jak by pan to ujął?
Niech będzie, jak pani chce, ale proszę mnie potem nie winić.
Zatem zaczynajmy.
- Teraz? - Tak.
Za dwie godziny zapadnie zmrok!
No comments yet. Be the first to leave one.