Mistari 200 ya kwanza.
NA PODSTAWIE „I MET LOH KIWAN" PIÓRA CHO HAE-JIN
Gdy wysiądziemy, idźcie każdy osobno.
Zrobią wam zdjęcie i przybiją pieczątkę.
Bez nerwów. Wykonujcie polecenia.
A jeśli o coś spytają?
Odpowiesz: "Nie mówię po angielsku".
Podchodzimy do lądowania. Proszę usiąść.
Do zobaczenia przy bramce numer trzy na pierwszym piętrze.
Sam nie wiem…
Nie mówię po angielsku…
Lepiej się tego nauczyć.
Szanowni państwo, mówi kapitan.
Podchodzimy do lądowania na lotnisku w Brukseli.
Nie mówię…
Jeon Chun-bong.
Lee Han-gil.
Park Dong-hun.
Kim Jeong-sik.
Lee Gwang-cheol.
Wiesz, jak się tam dostać?
40 dolarów, z góry.
Zapłacę na miejscu.
Trzymaj.
Nie znam twojej historii, ale takie pieniądze przyniosłyby mi pecha.
Zechcesz wrócić do Chin, dzwoń.
Jedź.
Proszę przechodzić.
Proszę wypełnić formularz.
Następny!
Musi pan dołączyć kopię dokumentu tożsamości.
Paszport.
Kopia paszportu lub innego dokumentu. Trzeba dołączyć.
Proszę poprosić o pomoc tłumacza.
Pan. Pomoc.
Pan Kiwan?
Kim Gyeong- sil, tłumaczka.
Inni przeważnie czekają dwa miesiące. Miał pan szczęście. Chodźmy.
Najpierw dane osobowe. Proszę podać nazwisko, datę i miejsce urodzenia, kraj
pochodzenia.
Nazywam się Loh Kiwan.
Pierwszy grudnia, 1990 roku.
Farma spółdzielni Hasang. Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna.
Siódma jednostka robocza.
Paszport zdobyłem dzięki znajomemu mojego wuja.
Widzę, że uciekł pan do Chin w roku 2019. ale nie podjął żadnej działalności
zarobkowej.
Jak zdobył pan pieniądze na paszport i bilet?
Dostałem od matki.
Pieniądze dała panu matka?
Mamo, nie jesz?
Podobno w dniu urodzin trzeba jeść samemu. Wtedy przetrwamy i nie będziemy
głodni.
A w urodzinowej zupie makaron ma długość naszego życia. Dlatego zjedz go w całości.
Dobrze, mamo.
Dzisiaj też wychodzisz?
Ludzie zbierają się w ciepłych miejscach. Wtedy więcej zarabiamy.
Jestem młody i zdrowy. Sam nic nie robię, a ciebie zmuszam do pracy.
Każda matka ci powie, że nie ma nic lepszego od zdrowego dziecka.
Niczego więcej nie potrzebuję.
Nie przejmuj się.
Gdybym nie zareagował, gdy szef bił Joeng-jina…
Nie musiałbym się ukrywać, a ty tak ciężko pracować.
Znowu zaczynasz.
Uratowałeś tego dzieciaka.
Myśl raczej, że miałeś szczęście.
Niech będzie.
Tylko nie wracaj późno.
Gdyby to zależało ode mnie…
Towarzyszu Loh Kiwan.
Wszystkiego najlepszego.
Obsługa!
Idę!
Co podać?
Ale sypie.
Brachu!
Panie Loh?
Ostatnie pytanie.
Czy jest pan Chińczykiem udającym uciekiniera z Korei Północnej, aby uzyskać
zwrot kosztów przesiedlenia?
Nie.
Druga rozmowa odbędzie się piątego lutego o trzeciej. Pasuje panu?
W lutym? W przyszłym roku?
Tak.
Jak ja się utrzymam przez tyle czasu?
Musi się pan postarać.
Gdzie jest ta restauracja?
Na dole, po lewej.
Smakujesz jak arbuz.
Daj spróbować.
Za chwilkę.
Pięknisiu, zabawimy się?
Kto to?
Spadaj!
Chwileczkę!
Spadaj, kretynie!
Ominęło cię.
TOALETA CZASOWO NIECZYNNA
Co to za śmieć?
To on szczał wczoraj przed stacją?
Za duży kurdupel.
Spadaj, żebraku. To nasze ognisko.
Zabieraj bambetle.
Szybciej!
Zgłodniałem.
Idziemy na piwko?
Zapytam jeszcze raz.
Czy to pani syn?
Ja…
Mój tak nie wygląda.
Oficerze Lee.
To daleka krewna pana Choi.
Kogo?
Nie pamięta pan?
Odwiózł pana żonę do domu, gdy za dużo wypiła.
Podobno jego syn dobrze się uczy.
Dostał się na uniwersytet w Pekinie.
Choi zawsze był ostatni w klasie.
I urodził mu się taki mądry syn?
Mamo.
Stój!
Tam!
Stójcie!
Tutaj!
Tędy!
Tutaj!
Mamo!
Mamo!
Siostro! Ocknij się!
Rusz się!
Kiwan…
Musisz żyć.
W jakimś dobrym miejscu. Pod własnym nazwiskiem.
Jak człowiek.
Przestań tak mówić i zostań ze mną.
Musisz uciekać.
Ja się nią zajmę. Idź.
Przepraszam!
Jeśli nie uciekniesz, wszyscy umrzemy!
Idź.
Idź.
Uciekaj.
Z drogi!
Szybko.
Nie zna angielskiego ani francuskiego.
Załatwisz tłumacza?
Dobra.
Dzwonię z komisariatu Schaerbeek.
Czy rozmawiam z kurator pani Lee Marie?
Jest podejrzana o kradzież.
Dam ją.
Nie przyjeżdżaj.
Wystarczy forsa na ugodę.
Szlag.
Mówiłam, że nie chcę!
Przepraszam, towarzyszko.
Gdzie jest mój portfel?
Nie wiem.
Nie pamiętam.
Proszę.
Spróbuj sobie przypomnieć.
Chyba wszystkiego nie wydałaś?
Owszem.
Myślisz, że założyłam lokatę?
Ten portfel…
To moja jedyna pamiątka po matce.
A te pieniądze…
Dostałem je za sprzedaż jej ciała.
Bilet do Belgii na jutro rano.
Wujku.
Skąd miałeś pieniądze?
Sprzedałem jej ciało.
Szpital kupił.
Sprzedałeś moją mamę?
O czym ty mówisz?
Ona tego chciała.
Powiedziałem: „Taka jest cena twojego życia". Gdy włożyłem jej pieniądze do
ręki, wydała ostatnie tchnienie.
Puszczaj!
Zostaw mnie!
Przestań!
Puść mnie!
Ty bachorze!
Matka kazała ci żyć!
Masz to zrobić dla niej.
Rozumiesz?!
Jeśli nie chcesz, by umarła nadaremnie, musisz przetrwać.
Rozumiesz?!
Odpowiadaj!
Mów…
Odpowiedz mi!
Mamo…
Mamo…
Wszystko ci oddam.
Tylko… powiedz, że ukradłam jakieś 30 dolarów.
Masz tupet.
Teraz prosisz, żebym kłamał?
Byłam już karana.
Powyżej pięciuset dolarów, pójdę siedzieć.
I słusznie. Co mi do tego?
A twoja forsa?
No comments yet. Be the first to leave one.