முதல் 200 வரிகள்.
TWOJA POMOC
Ministerstwo Zdrowia ostrzega, że palenie jest szkodliwe dla zdrowia.
Cześć,
dawno się nie widzieliśmy, Leo.
Dwa lata, Bill.
Dwa cholerne lata.
Nie myśleliśmy, że tak szybko wrócisz.
Amnestia.
To co zwykle?
I jajka?
Leo...
Scooby,
widzę na twojej piersi cholerny znak hańby.
To znak władzy,
a to jest moje miasto.
A ty kim jesteś, do cholery?
Jesteś pieprzonym trupem.
Pieprzonym trupem!
Szybko wszedłeś w nowe buty.
Gnoje,
zdradziliście mnie dla jakiejś zardzewiałej blaszki.
José, to nie ja uratowałem ci skórę
w czasie napadu na dyliżans?
John,
to ja byłem z tobą, kiedy twój koń się źrebił.
Jesteś tu nikim.
Twój czas już minął.
W samo południe będziesz na placu dyndać na szubienicy,
tak jak mówi prawo.
Stoisz tak daleko,
bo ciągle się mnie boisz!
Sam widzisz,
jestem nieuzbrojony.
Jedynie kajdany, gwiazdy na ramionach
i wielkie serce grizzly w piersi.
Mogę wyrwać to serce,
a twoje gwiazdy powieszę u siebie w biurze.
Wynoś się stąd!
Won!
Chodzący trup!
Chodzący trup!
Chodzący trup!
Chodzący trup!
Zabierz to!
Tato,
wybacz mi.
Ej, Gawron!
Daj mi pręt.
A gdzie są drogi?
Myślałem, że już wyciągnąłeś kopyta.
Umrę na święto Kupały. Ile mam powtarzać?
Obudziłem się, kiedy piłeś wodę.
Czemu od razu nie odpowiedziałeś?
Narkolepsja to taka choroba.
- Słyszałeś o niej? - Oczywiście, że tak.
Pół miasta u nas na nią umarło.
Mówisz o narkomanii.
Przyśnił mi się sen,
że niby udała mi się ucieczka
i wróciłem do domu.
Wchodzę do baru,
barman mi nalał coś do picia...
Po co poszedłeś do baru?
Skąd mam to wiedzieć?
Sam sobie piszę scenariusze tych snów?
Wypiłem
i nagle przyczepia się do mnie czort z wąsami.
Gliniarz, szef milicji...
A wokół niego jego ziomki.
Tylko zrozumiałem,
że kiedyś oni byli ze mną.
Coś razem robiliśmy.
Potem zaś się skurwili.
Gawron,
śpisz?
Nie, myślę.
Rozwalam gliniarza i wszystkich dookoła.
Naprawdę wszystkich?
Tylko tych, co się skurwili.
Barmana też. Podniósł na mnie pejcz, gnojek jeden.
Było dużo krwi?
Nie pamiętam.
Zęby masz na miejscu?
Tak.
Nie wypadły ci we śnie?
Raczej nie.
Który jest dzisiaj?
17-ty.
17 plus pięć.
22, dwa plus dwa to cztery.
To dobra liczba.
Po co mi wciskasz te liczby jak jakiemuś małolatowi?
Jeszcze obracam się, a tam stoi Mira.
Strzeliła mi w głowę,
a przedtem powiedziała:
„Tato, wybacz".
Dzisiaj jest środa.
Zapomnij.
Środowe sny się nie spełniają.
Co?
Gruby,
kiedy ukradłeś brykę z kasą,
15 melonów było w bagażniku,
co ci się przedtem śniło?
Krowa nasrała.
Świetnie, jaki to był dzień?
Noc z wtorku na środę.
Zrozumiałeś?
To wszystko ściema.
I najważniejsze:
to się zdarzyło w czasach kowbojów.
Kapelusze, rewolwery.
Wszystko mi poplątałeś.
Jestem jakimś jasnowidzem?
Z kowbojów pamiętam tylko Gojko Miticia.
Sen jak każdy inny.
Panie Leonidzie, do adwokata!
Poczekaj pięć minut.
Widziałeś?
Coś tu jest nie tak.
Historia, którą chcę wam opowiedzieć, zdarzyła się
całkiem niedawno.
Nie mogę zdradzić wam miasta,
a tym bardziej prawdziwych imion bohaterów.
Od razu jednak powiem, że każde moje słowo to prawda.
Historia ta zaczęła się od zapomnianego w samochodzie telefonu
pewnego wczesnego ranka latem.
AVANTDRIVE PREZENTUJE
WYSTĘPUJĄ: KRISTINA STROITIELIEWA WIACZESŁAW MOROZOW
SWIETŁANA KAMYNINA WŁADIMIR SYCZOW
TORNIKE KWITATIANI SIERGIEJ IWANIUK
DMITRIJ KRASIŁOW
JULIA TOPOLNICKAJA MARINA PODDUBNAJA
ROSTISLAV BERSZAUER PIOTR BUSŁOW
Nie rozumiem.
Chłopaku!
Wstawaj!
O Boże!
- Halo. - Cześć, Mira.
Siergiej...
Chcemy zjeść śniadanie. Jesteś w kawiarni?
Ja tu... potrąciłam jelenia.
Dokładnie to on we mnie wbiegł.
Jelenia?
To taki jakby jeleń.
Zrozumiałem.
Rozejrzyj się.
Ktoś cię widział?
Chyba nie.
Dasz radę wsadzić go do bagażnika?
- Spróbuję. - Już jadę.
Obudziłeś się?
- Siadaj z nami. - Nie, ja pasuję.
Kika, co u ciebie?
Rozlicz nas.
Jedziemy.
Jedźmy, bo ona tylko Grubemu rozdaje.
I jemu też daje.
Cześć,
możesz mi pomóc?
To nie to, co pomyślałeś.
Rozumiesz...
To mój chłopak i on się upił.
Dlatego pani postanowiła go zabić?
Nie, on...
Już był zabity?
Jak masz na imię?
- Jaka ładna hulajnoga. - Co?
- Hulajnoga. - Chcesz taką hulajnogę.
Może za 5000 rubli? OK?
To pani kawiarnia?
Co ja w ogóle robię?
Dziecko chce hulajnogę.
Umiesz jeździć?
Fuck.
FILM WŁADIMIRA ZINKIEWICZA
WITAMY W RODZINIE
A niech to.
Po cholerę mu przywaliłeś?
Masz porwaną koszulę. Poczekaj.
Halo.
Tak, jestem u dziewczyny.
Nie, nie z Tindera, mamo.
Nie martw się tak.
Chcesz kawę?
Dobrze, niedługo przyjadę.
Weź, jest nowa. To chyba twój rozmiar.
Przymierzysz? Odwrócę się.
Nie trzeba. I tak miałem ją wyrzucić.
Dobrze, daj ją.
Masz na boku zadrapanie.
- Gdzie? - Tu, trzeba przemyć wodą utlenioną.
Młodzież.
Chcecie kawy?
Można wziąć americano na wynos?
Zrób americano w papierowym kubku.
Dobrze, moja droga.
Oni tu pracują?
Nie, to krewni w linii taty.
Rozumiem.
No comments yet. Be the first to leave one.