முதல் 200 வரிகள்.
PARAGWAJ PEDRO JUAN CABALLERO
BRAZYLIA PONTA PORÃ
AGENT SPECJALNY SENAD
FILM OPARTY NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH
Piłka w powietrzu, upada na środku boiska.
Rzut wolny.
Nie mogę nawet posłuchać meczu w spokoju.
Jak leci?
Rozwiąż go, Jaszczur.
No już!
Przepraszam, Miranda.
Widzieliśmy się już ile razy?
Trzy? Cztery?
Wyglądasz mi na dżentelmena. Człowieka prawego.
Dlatego złożę ci propozycję.
Mówiłem już, że nic nie wiem.
Jeszcze nie powiedziałem, czego od ciebie chcę.
Zagrajmy w grę.
Ja pytam, a ty odpowiadasz.
Dobrze?
Dobrze.
Jak nazywa się człowiek...
który donosi na policję?
Jest taki jeden, ale nie wiem, jak mu na imię...
ani z kim rozmawia.
Odzywa się do nas raz w tygodniu,
ale przysięgam na Boga, że nie wiem, kim jest.
Nie było tak trudno, prawda?
Możesz wracać do domu.
Nie. Nie wystarczy.
Zobaczmy.
Pomówmy o przyszłości.
Ale nie twojej czy mojej,
tylko jej.
Wiemy, że twoja córka potrzebuje leczenia.
A ojciec zrobi wszystko, by ocalić życie dziecka, prawda?
Wiemy, że musi być leczona za granicą.
W Stanach...
- albo na Kubie. - Na Kubie.
Wysłałem tam ludzi, którzy dysponują najlepszą technologią.
Wiemy też, że nie masz grosza przy duszy.
Pokryjemy wszystkie koszta.
Tu jest opłata za bilet.
Tu – za zakwaterowanie.
A tu są koszty leczenia.
147 000 $
Jeśli to kwestia pieniędzy, to już została rozwiązana.
Miranda, wiem, że jesteś lojalny wobec swoich ludzi,
co dobrze o tobie świadczy.
Ale uważam, że najważniejsza w życiu
jest rodzina.
Dostajesz szansę na to,
by uratować życie córce.
Wystarczy nam tylko jego imię.
A jutro twoja córka będzie w samolocie na Kubę.
W szpitalu już na nią czekają.
Jednej rzeczy nie rozumiem.
Mam być baronem narkotykowym...
tym sukinsynem,
mordercą.
A ty masz być tym dobrym człowiekiem,
ale wciąż nie chcesz współpracować, nawet jeśli chodzi o życie twojej córki.
Podaj to imię, do cholery!
Spokojnie.
Kurwa!
- Julio. - Słucham?
Julio Santana.
Julio Santana. Czyż to nie nasz „Capote”?
Mówi wam, że jego matka jest pacjentką na oddziale geriatrii.
I że odwiedza ją co poniedziałek,
ale to nieprawda.
Wtedy kontaktuje się z nami.
Moi ludzi pójdą to teraz sprawdzić.
Jestem z ciebie dumny.
Dobra robota, Miranda.
Jak dobrze.
Lubię szczęśliwe zakończenia.
Teraz ten człowiek wróci do domu,
odbierze córkę i pojadą prosto na lotnisko.
Zaczekaj.
Musisz poprosić o specjalne pozwolenie,
by wziąć urlop.
Chodź, przytul mnie.
Idź.
Właściwie będzie to permanentny urlop, skurwielu!
- Czerwony, 2,99, Alfa, na miejscu. - Przyjąłem. Kontynuuj.
Ruszamy.
DOKI
Cholera, zjechała się telewizja!
Co oni robią? Szybko, idziemy!
- Stać! - Proszę, wejdźcie.
Śmiało.
- Co się dzieje? - Czekamy na was.
- Co to jest? - Proszę.
Co tu się dzieje?
Żadnej prasy!
Ortiz, co tu jest grane?
Nie mogę teraz rozmawiać. Proszę, wyjdźcie.
Czego tu szukacie?
Ortiz, mówiłem: żadnej prasy!
Wyjdźcie stąd!
Idźcie sobie, do cholery!
Trwa transmisja na żywo
z największej operacji przeprowadzonej w tym roku przez SENAD
w walce z przemytem narkotyków.
Niestety doszły do nas informacje,
że nic nie znaleziono.
Po raz kolejny nasi agenci stali się obiektem kpiny.
Jesteśmy tu od 6.00.
Zobaczmy, co się dzieje, bo słyszę jakieś krzyki.
Agenci SENAD wdali się w bójkę
najpewniej spowodowaną frustracją.
Spróbujemy z nimi porozmawiać,
- ale nie w tej chwili... Co za wstyd.
Znowu to samo.
Banda kretynów.
...za nami widzimy magazyn...
Są pośmiewiskiem całego kraju.
Po wejściu znaleziono stół pełen przekąsek.
Ibañez?
A niech mnie!
On też dał się ograć?
Ibañez, oszukali cię!
Zostaniemy tu do końca dnia...
Cholera.
Skurwysyn!
KRAJOWE BIURO DS. NARKOMANII
MINISTER SENAD
Ibañez, cały ten szum w mediach
był ciosem poniżej pasa.
Jak to możliwe, że mieliśmy taki przeciek informacyjny?
Co gorsza, wdaliście się w bójkę.
I to w miejscu publicznym.
Straszny wstyd, Ibañez!
Chcesz wiedzieć, skąd przeciek?
Powiedz mi.
Po zakończeniu operacji
poprosiłem wszystkich o oddanie telefonów.
Wszyscy napisali komuś wiadomość,
że wracają do domu na obiad.
Większość tych telefonów to jednorazówki.
Niektórzy napisali do prasy.
Każdy powiedział o operacji komuś z zewnątrz.
Panie ministrze, tak nie może dalej być.
I nie chodzi tylko o moje dobre imię.
Śmieją się z nas wszystkich.
Tak już jest z służbą publiczną, Ibañez.
Raz na wozie, raz pod wozem.
Trochę jak w piłce nożnej, wiesz?
Czasem nasi nie mogą strzelić bramki,
a innym razem strzelają z połowy boiska.
Może tym razem informatorzy zawiedli,
ale następnym razem odniesiemy sukces.
Nie mówię o jednym informatorze
czy jednej wtyczce.
Mówię, że cała jednostka jest skorumpowana do szpiku.
Może następnym razem to my wezwiemy prasę?
Będzie czas przygotować się na występ przed kamerą.
DZIAŁ GRANICZNY PARAGWAJ – BRAZYLIA
Zajmij się nim, José, dobrze?
To twój syn, ale moje dziecko.
Bez obaw, Angie.
Idziemy tylko do pracy.
To jego pierwsza wycieczka z chłopakami.
Jeśli masz z tym problem,
to pozwólmy mu zdecydować.
Seba...
zawsze chcieliśmy z twoją mamą, żebyś studiował.
Zwłaszcza mama,
ale powiedz, czego ty chcesz.
Zostać w domu czy jechać ze mną?
Mamo, wiesz, że nie lubię się uczyć.
Poza tym czy spotka mnie coś lepszego niż praca z ojcem?
- Uważaj, to niebezpieczni ludzie. - Seba,
- to dla ciebie. - Zwariowałeś, José?
- Czy to konieczne? - Albo masz jaja, żeby nosić broń,
albo walisz w gacie.
Pa, kochana.
Pewnie, że mam jaja, tato.
Słuchaj, Seba.
Ci goście już wiedzą, że chcemy więcej forsy.
Ale nie wiedzą, że zażądamy udziałów w przychodach.
Wiesz dlaczego?
To tak robi się prawdziwe pieniądze.
Jeśli odmówią, koniec z lądowaniem u nas.
Mendoza, dlaczego jedziesz tędy?
Przez policję. Rolnicy zabarykadowali drogi.
Policja? Zatrzymaj się, do cholery!
Kurwa!
Co tu się stało?
To jego syn.
Co tu się stało, skurwielu?
Nie wiedzieliśmy, szefie.
A ty, Turk...
Zmywajcie się stąd.
Tak jest.
Mogę w czymś pomóc?
Dzień dobry. Szukam pułkownika Fernandeza.
Raczej emerytowanego pułkownika.
A w jakiej sprawie?
No comments yet. Be the first to leave one.