200 บรรทัดแรก
Minus 15...
T minus dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć,
pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, zero.
Czasami chciałbym mieć statek kosmiczny.
Latałbym w kosmos, bo tam jest cicho.
I nikt mi tam nic nie zrobi.
Nawet gdy śnię, to śnię o tym, że mnie gonią.
Teraz mam Maca w plecaku Relaksujemy się
Z cygarami w ustach Wypalamy całe worki
Nigdy uczestniczyłem w prawdziwej bójce.
Głównie dlatego, że zawsze byłem szybki.
Mama mówi, że gdy jesteś taki mały jak ja, to musisz na siebie uważać.
Nie zaprzeczam.
Dzieciaki w szkole stale mnie zaczepiają,
śmieją się z moich butów
i tego, że jestem spłukany.
Nie mówię o tym mamie, bo nie lubię, gdy się martwi.
Jeden znany komik powiedział kiedyś, że gdy zakładasz japonki,
to masz nadzieję, że nikt cię nie będzie gonił.
Dlatego nigdy nie chodzę w pieprzonych japonkach.
Jestem z East Bay, Richmond w Kalifornii.
Cheez-Its. Od nich musisz zacząć.
Jemy Cheez-Its...
To moi najlepsi kumple.
- Jemy Cheez-Its... - Krakersy?
Co jest, stary? Wyglądasz jak dziewczynka.
Wszystko robimy razem.
Siedzimy i jemy sobie Cheez-Its.
A ona nagle zaczyna mi ssać fiuta.
- To Rico. - Dałbym to do sieci.
Nikt mu nie podskoczy.
Cały czas tylko siedzi i pali.
I tak ma niezłe mięśnie.
Goście mu nie podskoczą.
Laski na niego lecą.
On nie da ci tego, co mogę ci dać ja, maleńka!
To Albert.
Jaja sobie robisz.
Wychodzę stąd.
Cały czas gada o cipkach.
Ale chyba żadnej nigdy nie widział.
Mówi, że jest jakimś geniuszem R&B.
Musisz tylko...
Hej, stary! Puść od początku.
Włącz auto-tune na maksa.
Zamknij się, suko! Nie widzisz, że jestem w studiu?
Spieprzaj, czarnuchu!
Stoisz z tą swoją grubą dupą w pieprzonej szafie.
Najlepszy na świecie.
KSIĄŻĘ ALBERT MIX DLA CIPEK
Hej, stary. Mix dla cipek. Najgorętszy towar. Wydanie czwarte.
Nikt nie chce kupić mojego gówna.
Bo jesteś kiepski.
Pieprz się. Uda mi się, czarnuchu.
Codziennie robimy to samo.
No nie wiem, stary. Czerwone...
Gadamy o tym samym.
To nie są zwykłe buty, tylko jordany.
Wszystkie by mi obciągały...
Albert ma szóstki.
Rico ma trójki.
Ale te jedenastki?
Są naprawdę niezłe.
- Nowe buty oznaczają... - Szacunek, czarnuchu.
- Po same jajka. - Jasne.
- Jasne. - Co ty wiesz?
Nowe buty to szacunek po same jajka. Sam dobrze wiesz.
Cicho, będą mówić Bo jest za głośno
Rapuję teraz Ale przekażę pałeczkę mojemu czarnuchowi B
- Twoja kolej. - Dobra.
Co jest, kurwa?
Dalej, stary.
Nie powiedziałem tego, co inni Mam już dość tych czarnuchów
Zatoka nie jest za mną Bo mam ją w sercu
Czasami mam wrażenie, że wszyscy są ode mnie fajniejsi.
- Teraz miałeś mnie pobujać. - Nie.
Chcesz się spalić, B?
- Masz ognia? - Tak.
Dlatego, że jestem mały?
Wypierdalaj stąd!
Sam nie wiem.
Widzisz mojego kumpla?
Tego tam.
Nie śmiej się. Idź z nim pogadać.
Tak jak w szkole,
nie mogę grać,
nie mogę się wysikać,
nie mogę zarwać żadnej laski...
Bu, czarnuchu! Czego chcesz?
Stary, ona musiała mieć tam nawet jajka.
Kurwa. Ja też uwielbiam, gdy to robią.
Zamknij się. Przecież jeszcze nigdy nie umoczyłeś.
Pieprz się.
Ten dzieciak wygląda jak ty.
Tylko że on nie ma butów z podstawówki.
Jedynki Bred.
Czarno czerwone.
Oryginalne.
Pierwsze jordany.
Cholera.
Gdybym ja je miał...
Przepraszam.
Co tam?
Macie rozmiar siedem?
Nie robią rozmiarów dla dzieci.
Ile one kosztują?
Trzysta pięćdziesiąt.
Mama zawsze chowa mi pieniądze z urodzin.
Mam oszczędzać, gdybym nagle czegoś potrzebował.
Hej, chłopczyku!
Z kręconymi włosami. Chodź tu.
Tak, ty. Do ciebie mówię. Jak leci?
Wyglądasz jak synek Willa Smitha. Co jest z tobą?
Tylko spójrz, stary. Zobacz, co dla ciebie mam.
Co sądzisz?
Tylko sobie nie zrań oczu.
Pokażę ci coś, czego pewnie nigdy nie widziałeś.
- Skąd je masz? - To nieważne.
Te twoje buty. Mam coś dla ciebie.
Mam na imię Daryl. A ty?
- Brandon. - Jak leci?
Pokaże ci coś. Może ci się coś spodoba.
To, co masz na stopach, jest najważniejsze.
Pokażę ci te. Widziałeś je już?
Nowiutkie. Czujesz?
- Są fajne. - Podobają ci się?
Mam coś, co będzie do ciebie pasować.
W sklepach ich jeszcze nie mają. To ekskluzywny towar.
Ale te buty tutaj
kosztują więcej niż twoje życie.
Cholerka!
Sam ich nie kupiłeś. Masz je od mamy?
- Kupiłem je. - Czarnuchu, proszę cię.
- Jordany jedynki Bred? - Tak.
- Są oryginalne? - Tak.
Kosztują z tysiaka w necie.
- Gdzie je kupiłeś? - Czekajcie.
Przysięgam na Boga, że je kupiłem.
Szedłem do domu i spotkałem po drodze szalonego Daryla.
Wołam do niego: "Hej, Daryl".
A on na to: "Co tam, mój czarnuchu?".
- Więc mówię mu... - Nieprawda.
Więc pytam go, co tam ma.
A on mówi: „Zobacz, stary.
Nie znajdziesz tego nigdzie indziej.
Kosztują więcej niż twoje życie”.
Gdy zobaczyłem, jakie są boskie,
musiałem je mieć.
Zapytałem go: „Za ile?”,
a ten czarnuch mówi: „200, stary”.
Obracam, bo wiem, że on chce na mnie zarobić.
A on woła: „Czekaj, miałem na myśli 150”.
A ja mówię: „No, tak lepiej!”.
I mówię mu: „Pokój z tobą”.
Tak je kupiłem.
Jasne, czarnuchu. Fiut też ci urósł?
Nie czepiaj się jego fiuta.
Tylko mówię. Stopy ci urosły...
Fiut też ci się wydłużył?
Dlaczego tak kochasz mojego fiuta, stary?
Mam je.
Ten mały czarnuch się dziś narodził.
Naskarżę cioci na twoją grubą dupę.
Jeździsz sobie na rowerku i myślisz, że jesteś fajny?
Zadzwońcie po policję, bo dziwki wyszły na ulicę.
Co za palant.
Sama muszę sobie kupić takie buty, są fajne.
Chodź ze mną zagrać, czarnuchu.
Nie chcę sobie zniszczyć butów.
Nazywają się jordany z jednego powodu.
Żeby grać w nich w koszykówkę.
Co za głupek.
Kim jest twój kumpel?
Kto?
- Gruby Albert? - Nie on. Tamten.
- Mały B? - Tak.
Hej, Brandon!
Przywlecz tu swoją dupę, stary.
Idź z nim pogadać.
Nie, ty nie.
Skąd masz te buty?
Z jednego miejsca.
Podobają mi się.
- Chcesz? - Tak.
Idziemy później palić i pić w garażu Jamiki,
a potem pewnie do kina. Chodź z nami.
Sam nie wiem. Chyba będę zajęty.
Zajęty?
Jak to?
Oddasz moją butelkę?
Nie.
Najpierw powiedz, że przyjdziesz.
- Dobra, przyjdę. - Na pewno?
- Obiecuję. Oddasz mi ją? - Obiecaj.
- Obiecuję. - Dobrze.
Lepiej, żebyś przyszedł.
Włożysz go od tyłu?
Brandon dostanie swojego pierwszego lodzika!
No co?
Na pewno nie chcesz przyjść i pograć w gry wideo?
No comments yet. Be the first to leave one.